Zabawna scena po meczu Widzewa z Lechią. Jakub Bartkowski opowiadał bajki jak Jean de la Fontaine

Widzew Łódź w fatalnym stylu przegrał na swoim stadionie z Lechią Gdańsk, ale kilku piłkarzy łódzkiej drużyny nie miał sobie nic do zarzucenia
Jednym z nich był Jakub Bartkowski. 20-letni obrońca Widzewa po meczu przekonywał, że jego zespół walczył do końca o wygraną. - Goniliśmy wynik do końca, nie można powiedzieć, że odpuściliśmy, że cieszymy się z porażki 0:1 - przekonywał dziennikarzy pod budynkiem klubowym. - Każdy może mówić co chce, ale my naprawdę walczyliśmy o zwycięstwo.

Rzeczywiście w jednej z ostatnich akcji meczu, przy rzucie rożnym dla Widzewa, Maciej Mielcarz, bramkarz łódzkiej drużyny, podbiegł pod pole karne Lechii licząc, że uda mu się zdobyć wyrównującego gola. Jego zachowanie zostało jednak raczej przyjęte na stadionie ze zdziwieniem, a nawet ze śmiechem, bo wcześniej widzewiacy nie kwapili się do ataku. - Chciałem zremisować, to pobiegłem pod bramkę - tłumaczył.

Lubisz de la Fontaine'a [Jean de la Fontaine - ur. w XVII wieku francuski bajkopisarz - przyp. red]? - spytał Bartkowskiego Dariusz Postolski z Radia Łódź.

Bartkowski: Nie znam.

Bajki pisał, podobno bardzo dobre.

To może kiedyś będą miał okazję poczytać.

Niedługo potem Bartkowski przyszedł razem z trenerami Widzewa i Lechii - Radosławem Mroczkowskim i Pawłem Janasem - na konferencję prasową. I znów wszystkich zaskoczył: - Ciężko coś zrobić na takim boisku, jeżeli tracimy bramkę na początku meczu. Boisko nie nadawało się do gry. Przede wszystkim w ataku pozycyjnym było bardzo ciężko - tłumaczył. - Niestety przez cały mecz byliśmy zmuszeni do takiej gry i nie udało się nam zdobyć bramki. Mieliśmy swoje sytuacje. Gdybyśmy zremisowali, to na to spotkanie patrzyłoby się zupełnie inaczej. Niestety przegrywamy u siebie. Dlatego też pojawiają się takie opinie, że nie walczyliśmy i odpuściliśmy ten mecz.

Już pierwsze zdania nie spodobały się trenerowi Widzewa, który sam bardzo krytycznie wypowiedział się o poziomie gry swoich piłkarzy i całego meczu. - To było poniżej... Wszystkich, którzy oglądali ten mecz wypada przeprosić. Jestem rozbity tym co widziałem, to daje dużo do myślenia. Można zagrać słabo, ale tak żenująco słabo... - mówił Mroczkowski. Gdy Bartkowski wypowiadał swoje słowa, trener Widzewa z niedowierzaniem kręcił głową. Już po konferencji powiedział coś swojemu piłkarzowi. Potem przyznał, że słowa młodego widzewiaka go zdziwiły i zdenerwowały.