Wielkiego Widzewa nie będzie. Wielkie są długi. Ugo Ukah i inni piłkarze odejdą

Pięć lat temu Sylwester Cacek ogłosił budowę wielkiego klubu, który podbije polskie i europejskie stadiony. Dziś Widzew ma ogromne kłopoty finansowe, nie płaci piłkarzom. Latem w drużynie szykuje się rewolucja
Jest już przesądzone, że drużynę, po prawie pięciu latach gry w niej, opuści Ugo Ukah. Reprezentant Nigerii porozumiał się już z szefami klubu w sprawie swojego odejścia. Ma zrezygnować z części ogromnego długu, jaki Widzew ma wobec niego, a dostanie zgodę na zmianę klubu. Prawdopodobnie trafi do Jagiellonii Białystok.

Nigeryjski obrońca nie będzie zapewne jedynym piłkarzem, który z Widzewa odejdzie. Grać przy al. Piłsudskiego nie chce już m.in. Dudu, który zamiast walczyć z rywalami na boisku, walczy z klubem o pieniądze. Jego prawnik twierdzi, że szefowie Widzewa są mu winni ponad 400 tys. zł. Oczywiście domaga się także rozwiązania kontraktu.

Brazylijczyk jest jednym z trzech piłkarzy, którzy nie chcieli zgodzić się na renegocjację umów. W październiku prezes Marcin Animucki przyznał, że zarząd porozumiał się z graczami i zamroził im pensje. Piłkarze mieli otrzymywać zmniejszone wypłaty, a po sezonie dostać pozostałą część pieniędzy zapisanych w kontraktach. Jak dowiedział się portal lodz.sport.pl nie zgodzili się na to Dudu, Bruno Pinheiro i Jurijs Żigajews. Ten ostatni po kontuzji trenuje w drużynie Młodej Ekstraklasy i walczy o pieniądze. W marcu Komisja Ligi nałożyła na Widzew karę 40 tys. zł m.in. właśnie za długi wobec Łotysza (także Niki Dzalamidze i Wojciecha Szymanka, których już w łódzkim zespole nie ma). W bardzo złej sytuacji jest też Portugalczyk, jedyny z tej trójki, który regularnie gra. - Bruno nie dostaje pensji już od ponad pół roku - powiedział nasz informator. - Chyba nie ma się co dziwić, że na boisku nie walczy ze wszystkich sił. Chce odejść latem.

Pozostali piłkarze cierpliwie czekają na pieniądze. Według umowy mają je dostać do końca lipca, ale pewni, czy tak się stanie, nie są. - Nasi szefowie już wiele razy nie dotrzymywali terminów - mówi jeden z widzewiaków. Pod nazwiskiem nikt nie chce rozmawiać, obawiając się ogromnych kar.

Przy al. Piłsudskiego przyznają, że w klubie są problemy finansowe, ale bagatelizują ten problem. - Jest faktem, że Widzew ma kłopoty ze zrównoważeniem przepływów. Ale nie oznacza to jakiejś dramatycznej sytuacji finansowej, gdyż klub ma wartościowe aktywa, ma należności, rosnącą grupę sponsorów i rosnące przychody z marketingu - mówił w lutym portalowi widzewiak.pl Sylwester Cacek.

Dodał też, że w tym sezonie klub musi doprowadzić do zrównoważenia przepływów. Ale chyba nie idzie to najlepiej, bo wiosną już dwa razy trzeba było odwołać przedmeczowe zgrupowanie. Na czwartkowy mecz z Koroną Kielce (godz. 18) widzewiacy pojadą tego samego dnia. Zimą nie było pieniędzy na grzanie boiska i to jeden z powodów jego fatalnego stanu. Widzew oszczędza na wszystkim, nawet na podlewaniu boiska.

W fatalnej sytuacji jest trener Radosław Mroczkowski. Jak wiadomo nieoficjalnie, szkoleniowiec już kilka razy miał powody, by ukarać finansowo jakiegoś piłkarza. Tak było choćby z Dudu po meczu z Jagiellonią, kiedy Brazylijczyk bezsensownymi faulami i protestami osłabił zespół. Ale jak to zrobić, gdy zawodnik nie dostaje regularnie swoich wypłat? - Jak w takiej sytuacji ma motywować piłkarzy? Kiedyś do szatni wchodził Zbigniew Boniek, przemawiał do nich i wiadomo było, że zostawią na boisku serce. Teraz nie ma kto pomóc trenerowi - mówi nam nasz informator. Ludzie znający tragiczną sytuację Widzewa współczują Mroczkowskiemu. Dlatego tak wczesne zapewnienie sobie utrzymania w lidze to wyczyn porównywalny z walką o mistrzostwo z normalną drużyną. Mało kto wie, że Widzew jest jedynym zespołem w ekstraklasie, który nie ma premii za punkty czy też końcowy wynik.

Kibice powinni zapomnieć o letnich wzmocnieniach, bo klubu nie stać na pensje na poziomie średniaków w I lidze. Nie mówiąc już o czołówce, o czym świadczy odejście Adriana Budki do Pogoni Szczecin. Widzew zimą starał się o braci Maków czy Pawła Giela. Ten ostatni chciał grać przy al. Piłsudskiego, lecz w przeżywającym wielkie problemy finansowe PGE GKS-ie Bełchatów zaoferowali mu znacznie więcej. Mało prawdopodobne jest też, by nową umowę podpisał Mehdi Ben Dhifallah, który ma kontrakt do końca sezonu.

Nie wiadomo na pewno, jak duże Widzew ma długi, niektórzy mówią nawet o 13 mln zł. - O planach wyjścia z finansowych tarapatów nic w klubie nie wiadomo. Zresztą przecież nawet nie ma w Widzewie prezesa [Marcin Animucki odszedł niedawno do Ekstraklasy SA - przyp. red]. Kiedyś poszła plotka, że Sylwester Cacek znów - tak jak kiedyś - ma dawać na klub swoje pieniądze, ale to niemożliwe. Żona na pewno mu już na to nie pozwoli - usłyszeliśmy od człowieka związanego z klubem z al. Piłsudskiego. - I radzę przestać marzyć o nowym stadionie. Niby w jaki sposób Widzew ma go wybudować?

Według naszych rozmówców do niedawna drużyna była traktowana jako hobby Mateusza Cacka, który był przecież dyrektorem sportowym. Ale po decyzji ojca o zaprzestaniu finansowania Widzewa Cacek junior także się wycofał. Już teraz w ekstraklasie mówi się, że "cud zdarza się tylko raz" i za rok Widzew będzie głównym kandydatem do spadku. Zwłaszcza tak osłabiony i biedny!