Andrzej Grajewski: "Sylwester Cacek powinien odejść! Jestem gotów odbudować potęgę Widzewa!"

PRZEGLĄD PRASY. - Skoro kogoś nie stać na podlewanie boiska, to co tu mówić o tworzeniu profesjonalnej drużyny - mówi w wywiadzie dla "Expressu Ilustrowanego" Andrzej Grajewski, były właściciel Widzewa.
Kiedy Grajewski rządził w klubie z al. Piłsudskiego, drużyna zdobyła dwukrotnie mistrzostwo Polski i awansowała do Ligi Mistrzów. Od tamtej pory żadna polska drużyna nie powtórzyła tego wyczynu. Ale sukcesy sportowe to jedno, zaś ogromne długi, z jakimi w 2004 r. pozostawił klub, to drugie. Właśnie za to, że doprowadził Widzew do finansowej i organizacyjnej ruiny, Grajewski został znienawidzony przez kibiców. Teraz chce wrócić...

Po ośmiu latach biznesmen z Hamburga nie wyklucza, że byłby gotów do powrotu i - jak twierdzi - do odbudowania potęgi klubu z al. Piłsudskiego. - Każdy kto przychodził po mnie do Widzewa głosił, że zastał zgliszcza i musi wszystko odbudowywać. Ja się zatem pytam, gdzie jest teraz Widzew - mówi dla "Expressu Ilustrowanego" Grajewski. - Przynajmniej za moich czasów powstała stadionowa infrastruktura, a drużyna prezentowała dobry futbol. Kibice byli dumni z zespołu i jego osiągnięć.

Grajewski mówi też o powodach degradacji drużyny prowadzonej wówczas przez Franciszka Smudę. - Pożegnaliśmy ligę tylko dlatego, że wtedy nie oszukiwaliśmy. Nikt nam nie może zarzucić, że wtedy ustawialiśmy mecze - opowiada.

Były właściciel drużyny z al. Piłsudskiego odniósł się także do obecnych problemów finansowych Widzewa. - Jest mi z tego powodu żal. Trzeba zrobić wszystko, żeby odbudować świetność Widzewa. Sylwester Cacek powinien się wycofać. Nie stać go na utrzymywanie klubu - opowiada.

I dodaje: - Skoro kogoś nie stać na podlewanie boiska, to co tu mówić o tworzeniu profesjonalnej drużyny. Za naszych czasów było różnie z gotówką, ale trawa zawsze przypominała dywan.

Grajewski przyznaje, że jeśli otrzymałby propozycję ponownego przejęcia Widzewa, to mocno by się nad nią zastanowił. - Jeśli audyt wykazałby, że długi są do ogarnięcia, to czemu nie. Wówczas byłbym gotów pomóc finansowo i organizacyjnie. Gotów jestem wrócić do polskiego futbolu i zrobić wszystko, aby znów odbudować potęgę Widzewa. Ktoś powinien wytłumaczyć panu Cackowi, że przekazanie klubu za symboliczną złotówkę może być jego wielkim szczęściem - dodaje.