Widzew z licencją na grę w ekstraklasie. Teraz można budować nową drużynę

W Widzewie odetchnęli. Komisja Odwoławcza dała klubowi z al. Piłsudskiego licencję na grę w ekstraklasie w nowym sezonie. Teraz rozpocząć ma się budowa nowej drużyny
Posiedzenie w naszej sprawie trwało blisko godzinę. Dopełniliśmy wszystkich formalności i komisja odwoławcza przyznała klubowi licencję - ogłosił przed godz. 14 Michał Kulesza, rzecznik prasowy Widzewa, który był w Warszawie w towarzystwie szefów klubu: wiceprezesów Mateusza Cacka i Pawła Młynarczyka.

Także przed godz. 14 na oficjalnej stronie klubu pojawił się komunikat z dobrą nowiną i wypowiedzią Młynarczyka: "Cały okres przed wydaniem opinii był bardzo intensywny. Najważniejsze, że spełniliśmy wszystkie formalności wymagane przez podręcznik licencyjny i otrzymaliśmy licencję na nowy sezon. Pozostały czas do rozpoczęcia następnego sezonu spożytkujemy na jak najlepsze przygotowanie się do niego zarówno pod względem organizacyjnym, jak i sportowym".

Widzew wydał ten komunikat wyjątkowo szybko, co tylko potwierdza wcześniejsze doniesienia, że w klubie byli niemal pewni pozytywnego zakończenia sprawy, która swój początek miała 11 maja. Właśnie tego dnia Komisja ds. Licencji przy PZPN nie dała łódzkiemu klubowi (i Górnikowi Zabrze) zgody na grę w ekstraklasie w przyszłym sezonie. - Klub ma długi wobec urzędu skarbowego, ZUS-u, piłkarzy, trenerów i pracowników. We wniosku Widzewa były też poważne braki w dokumentacji. Wiadomo, że komisja bierze też pod uwagę ugody klubu z wierzycielami. Dług można przecież płacić w ratach, porozumieć się w sprawie terminów spłat. Ale Widzew nie przedstawił na to dokumentów. Braki są duże - argumentował Hilary Nowak, przewodniczący komisji.

Widzew miał prawo odwołania i oczywiście z niego skorzystał. Przy al. Piłsudskiego zaczęli działać szybko. Podpisano porozumienie z piłkarzami z najwyższymi kontraktami, czyli takimi, którym Widzew był winny najwięcej pieniędzy. Klub miał w ręku ugody na piśmie. Stracili za to Dudu, Bruno Pinheiro, Mindaugasa Pankę i Ugo Ukaha, czyli czterej podstawowi gracze. To cena za miesiące zaniedbań działaczy, którzy podpisali z nimi kontrakty, których nie byli w stanie realizować.

Szefowie Widzewa w ostatnich dniach porozumieli się też z urzędem skarbowym oraz ZUS-em i spokojnie czekali na decyzję Komisji Odwoławczej. - Co prawda nie ma oficjalnie takiego terminu w przepisach, ale można powiedzieć, że łódzki klub dostał licencję warunkowo - powiedział "Gazecie" jeden z członków komisji odwoławczej. - Widzew podał terminy spłat swojego zadłużenia i będziemy sprawdzać, czy się z nich wywiązuje. Dodam, że są to terminy dosyć bliskie.

Co jeśli Widzew nie będzie się z nich wywiązywał? - Wtedy sprawą może się zająć Wydział Dyscypliny, a klub może stracić licencję - usłyszeliśmy.

Uzyskanie zgody na grę w ekstraklasie w przyszłym sezonie to świetna wiadomość dla Radosława Mroczkowskiego, który przy al. Piłsudskiego jest też dyrektorem sportowym. Teraz on jest w klubie najważniejszy. Mroczkowski ma na oku grupę piłkarzy mogących zastąpić zawodników, którzy odeszli. Teraz wie też już, że może proponować im grę w ekstraklasie. Wkrótce ma się też podobno dowiedzieć, jakie kontrakty może im proponować. Na jego liście życzeń są m.in. Polacy, także ci testowani niedawno w sparingach, jeden gracz z Wybrzeża Kości Słoniowej i Tunezyjczycy.