Widzew Łódź - Śląsk Wrocław. Nowy sezon, nowa drużyna. Na co stać będzie odmienionych łodzian? [ZAPOWIEDŹ]

O godz. 15.45 w sobotę meczem z mistrzem Polski Śląskiem Wrocław w Łodzi Widzew zacznie nowy sezon. Nowa będzie też łódzka drużyna, bo latem zburzono zespół budowany przez ostatnie pięć lat
Już właśnie ponad pięć lat minęło od przejęcia Widzewa przez Sylwestra Cacka. Nowemu właścicielowi marzył się wielki klub funkcjonujący jak bank. Wyszła z tego... hurtownia.

Latem z Widzewa hurtowo odchodzili bowiem czołowi piłkarze. Z defensywy wylecieli Jarosław Bieniuk, Ugo Ukah i Dudu, a niedawno kontrakt z klubem rozwiązał Souhail Ben Radhia, czwarty obrońca do kompletu. Wszystkim Widzew był winny pieniądze, na żadnym nie zarobił. Jedyny zysk to pozbycie się dużej części długu.

Z drugiej linii wylecieli kolejni wierzyciele Bruno Pinheiro i Mindaugas Panka, którzy w poprzednim sezonie byli motorem napędowym drużyny, kierowali nią ze środka boiska. Ze skrzydłowego Krzysztofa Ostrowskiego zrezygnował sam trener Radosław Mroczkowski. Przemysław Oziębała uciekł do Górnika Zabrze, bo też miał dosyć życia na kredyt. I drugą linię mamy w komplecie. Na rezerwowego nadawałby się Jurijs Żigajews. Jemu też zapomnieli płacić. Uczciwie trzeba jednak stwierdzić, że odejście Łotysza to ze sportowego punktu widzenia żadna strata.

W ataku Widzewa - oprócz mogącego grać na kilku pozycjach Oziębały - nie zobaczymy też Radosława Matusiaka. Temu panu też podziękowano. Tak jak Ostrowski niewiele dawał drużynie.

Z piłkarzy podstawowej kadry przy al. Piłsudskiego zostali właściwie tylko dwaj Tunezyjczycy Hachem Abbes i Mehdi Ben Dhifallah oraz Maciej Mielcarz, Marcin Kaczmarek i Łukasz Broź. Temu ostatniemu też marzyła się zmiana trybu życia: zamieszkanie z rodziną choćby w Krakowie, regularne pensje, spokojna głowa, myślenie tylko o treningach i meczach, a potem może i reprezentacja Polski. Nie wyszło i ku uciesze trenera Mroczkowskiego najwszechstronniejszy piłkarz Widzewa zostaje (przynajmniej na to wszystko wskazuje).

Najwszechstronniejszy jest Broź, najwytrwalszy Mroczkowski. Biedak szukał stopera po całym świecie, przetestował ich w sumie kilkunastu. Został urodzony w Gwadelupie Thomas Phibel. Trenerowi Widzewa marzy się jeszcze Povilas Leimonas z Litwy. Szkopuł w tym, że trzeba za niego zapłacić. Mało, ale słowa "zapłacić" w gabinetach przy al. Piłsudskiego 138 wyjątkowo nie lubią. Może Mroczkowskiemu uda się wyprosić te parę euro... To podobno mniej, niż miesięcznie zarabiał każdy z zawodników, którzy odeszli latem. Podobnie zresztą jest w przypadku Leonida Kowiela, napastnika z Białorusi. Z nimi kadra byłaby skompletowana.

Jaka będzie to drużyna, nie wiadomo. Za nią już jeden oficjalny mecz. W Pucharze Polski z Piastem Gliwice spisała się fatalnie, już po pierwszym spotkaniu w tych rozgrywkach wiadomo, że Widzew nie powtórzy sukcesu z 1985 roku, kiedy jedyny raz sięgnął po krajowy puchar. - Nie chcę wyciągać wniosków z całych przygotowań po jednym meczu. Oczywiście on nam nie wyszedł, ale mamy powody, by myśleć pozytywnie - uspokaja Mroczkowski. Uspokaja pewnie także siebie samego.

Gdy zaczynał pracę w Widzewie i szło mu naprawdę nieźle, byli tacy, którzy twierdzili, że tylko kontynuuje dobrą robotę swojego poprzednika Czesława Michniewicza. Widzew 2012/2013 to już autorskie dzieło Mroczkowskiego. Oczywiście nie wolno zapomnieć, że tworzone w bardzo trudnych warunkach, właściwie bez pieniędzy (Widzew jako jedyny w ekstraklasie nie miał i nie ma premii za punkty). I z tego powodu w razie porażek wielu trenera drużyny z al. Piłsudskiego rozgrzeszy.

Nie wiemy, jak Widzew poradzi sobie w lidze, czy będzie walczył o mistrzostwo, puchary, będzie drużyną środka, czy jednym z głównych kandydatów do spadku, jak wielu mu wróży. To się dopiero okaże. Wiemy za to na pewno, że lato 2012 przejdzie do historii klubu. Pięć lat temu Sylwester Cacek obiecał budowę zespołu, który w ciągu pięciu, dziesięciu lat będzie regularnie grał w europejskich pucharach. W kilka letnich tygodni pięć lat zmarnowano. Winnych właściciel Widzewa nie wskazał. Od dawna milczy. Przyznanie się do wielu popełnionych błędów najwyraźniej nie leży w jego naturze.