Widzew Łódź pokonał Ruch Chorzów 2:0. Popis dzieciaków Mroczkowskiego

Piłkarze Widzewa Łódź tylko przez dwadzieścia minut mieli problemy z Ruchem Chorzów. Po przerwie grali już na jedną bramkę
W pierwszej kolejce mistrz Polski, w drugiej wicemistrz - przy takim początku sezonu zdobycie przez Widzew dwóch punktów byłoby sukcesem. Inna sprawa, że obaj potentaci są w tym sezonie mocno przyblakli, co pokazują ich kompromitujące występy w eliminacjach Ligi Europy. Ale jak tu marzyć o sukcesach w pucharach, gdy nie można poradzić sobie z odmłodzonym zespołem z Łodzi.

Na inaugurację skazywanie na pożarcie widzewiacy pokonali Śląsk Wrocław. Spotkanie z Ruchem zaczęli jednak źle i po kwadransie mogli, a nawet powinni przegrywać. Na szczęście dla nich Arkadiusz Piech dwa razy w idealnej sytuacji podał piłkę piłkę Maciejowi Mielcarzowi. Jeszcze lepszą szansę zmarnował w 16. min Maciej Jankowski, który trafił w bramkę opuszczoną przez Mielcarza, ale trafil w Thomasa Phibela.

Widzew budził się powoli, a chorzowianie jakby uspokojeni dobrym początkiem, grali z mniejszym zaangażowaniem. Gospodarze powoli przejmowali inicjatywę i zaczęli stwarzać sobie okazje bramkowe. Najlepsze po rzutach rożnych wykonywanych przez Sebastiana Dudka i Marcina Kaczmarka. Po jednym z nich Mehdi Ben Dhifallah strzelił bardzo mocno, ale Michal Pesković obronił. Po następnym Tunezyjczyk z czterech metrów kopnął za wysoko.

Naprawdę trudno było dostrzec, który zespół jest wicemistrzem, a który ma spaść z ligi. Gol dla łodzian był tylko kwestią czasu. Padł po rzucie karnym wywalczonym przez widzewskich bocznych obrońców. Jakub Bartkowski podał prostopadle do Łukasza Brozia, którego sfaulował Pesković. Aż czterech łodzian rzuciło się do piłki, a najwięcej zdecydowania wykazał Ben Dhifallah i pewnie wykonał jedenastkę.

Go do szatni zwykle podłamuje drużyny. Tak też było z Ruchem, który po przerwie nie potrafił zagrozić Widzewowi. Gdy jeszcze czerwoną kartkę zobaczył Żelijko Djokić, goście spasowali. Chwilami widzewoacy grali z nimi w "dziadka", co pogłębiało frustrację faworytów. Bezradni chorzowianie zaczęli faulować i w kończyli grę w dziewiątkę, bo Maciej Sadlok wyciął mijającego go Mariusza Rybickiego i poszedł do szatni.

A poszkodowany w 90. min przeprowadził świetną akcję i ustalił wynik spotkania. Wynik mógł być wyższy, bo widzewiacy mieli ogromną przewagę. Ruch zawiódł zupełnie, będąc tylko tłem dla młodej łódzkiej drużyny. Po przerwie jego zawodnicy nie stworzyli ani jednej okazji do zdobycia gola.

Więcej o sporcie w Łodzi na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego

Więcej o: