"Wyznanie Ryszarda Stańka po 15 latach nie brzmi dla mnie wiarygodnie" [BLOG]

W wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" były piłkarz Legii Warszawa Ryszard Staniek powiedział, że ma prawie pewność, iż mecz jego drużyny z Widzewem w 1997 roku był nieuczciwy. "To nie brzmi wiarygodnie" - pisze na swoim blogu Bartłomiej Derdzikowski
"Pojawiła się wtedy pewna kwota. Byłem kapitanem, wiem, że padła propozycja, 200 tysięcy marek. Powiedziałem, że mnie to nie interesuje, bo chcę mistrza zrobić. Mam duże wątpliwość, czy ten mecz był czysty" - zdradził po 15 latach od słynnego spotkania, które Widzew wygrał w Warszawie 3:2, mimo że do 88. min przegrywał 0:2. Rozmowa z byłym piłkarzem Legii ukazała się w "Przeglądzie Sportowym".

"Nie dam sobie ręki uciąć, że ten mecz był czysty, bo już wiemy, że w latach 90. i później, mecze kupowało się w Polsce, jak fajki w kiosku. Ale wyznanie Stańka po ponad 15 latach nie rzuciło mnie na kolana, nie brzmi dla mnie wiarygodnie" - pisze na swoim blogu Bartłomiej Derdzikowski, dziennikarz "Gazety" i lodz.sport.pl.

"Najpierw były piłkarz Legii mówi, że ma prawie pewność, że mecz był nieuczciwy, później rzuca, że ma już tylko duże wątpliwości, czy był czysty. Zresztą to nie do niego ktoś się z taką propozycją zgłosił, tylko ktoś mu powiedział, że taka oferta jest. Ale on - kapitan Legii - ją odrzucił, bo chciał zdobyć tytuł. Czyli mecz sprzedali inni, a on grał fair? I dlaczego mówi o tym dopiero teraz? Czemu, jeśli wtedy słyszał o jakiejś korupcyjnej propozycji, nie zgłosił tego trenerowi, sędziemu, policji, komukolwiek?"

Dziennikarz ma też inne wątpliwości: "Poza tym, jeśli rzeczywiście ktoś z Legii wziął pieniądze za podłożenie się Widzewowi, to naprawdę musiał być w tym mistrzem świata. Prowadzić do 88. min 2:0 i specjalnie przegrać, to naprawdę duża sztuka.

Mam też wątpliwości związane z pieniędzmi. Do 88. min Legia była mistrzem Polski, więc jej piłkarze mogli już w głowach liczyć kasę z premii za tytuł i marzyć o kolejnych za awans do Ligi Mistrzów. Wtedy spełnienie takich marzeń naprawdę było realne. Sezon wcześniej w piłkarskiej elicie grał Widzew, a dwa - właśnie Legia. Nie twierdzę oczywiście kategorycznie, że ktoś by się na te 200 tys. marek nie połasił, ludzie są przecież chciwi. Z pewnością jednak musiał się podzielić, bo przecież nie uwierzę, że to jeden piłkarz puścił rywalom trzy gole w kilka minut, a żaden z jego uczciwych kolegów, w tym rzecz jasna najuczciwszy z nich kapitan Staniek, mu w tym nie przeszkodził. Tym bardziej, że legioniści cieszyli się już prawie z mistrzostwa Polski".

Cały wpis na derdzik.blox.pl.

Czy mecz Legii z Widzewem w 1997 roku był ustawiony?