Sport.pl

Ekstraklasa. Widzew niespodziewanym liderem ekstraklasy. Dzieciaki (na razie) górą

Jeśli drużyna trenera Radosława Mroczkowskiego wygra w poniedziałek z Górnikiem, to przejdzie do historii. Jeszcze nigdy Widzew nie zaczął sezonu od pięciu kolejnych zwycięstw. Transmisja na żywo ze spotkania w Eurosporcie 2.
- Ale się narobiło - od tych słów Mroczkowski zaczął swoją wypowiedź na konferencji prasowej po meczu z GKS Bełchatów w trzeciej kolejce. Kilkanaście minut wcześniej Widzew wygrał po raz trzeci z rzędu. Ostatni raz rozpoczął w ten sposób ligę 21 lat wcześniej.

Trzy wygrane na inaugurację nowego sezonu nie zrobiły wielkiego wrażenia na ligowych ekspertach, choć drużyna trenera Mroczkowskiego pokonała mistrza i wicemistrza Polski, a także lokalnego rywala, z którym w ostatnich 10 latach potrafiła zwyciężyć ledwie dwa razy. "Widzew trzy mecze grał u siebie, Śląsk i Ruch nie były w formie, a do tego łodzianie mieli wiele szczęścia, bo rywale marnowali bardzo dobre okazje do zdobycia goli" - Mroczkowski i jego piłkarze słyszeli te słowa wielokrotnie w ostatnich tygodniach. - Widzew to mój klub, cały czas mu kibicuję i ściskam za niego kciuki. Dlatego bardzo się cieszę z jego dotychczasowych wyników. To jednak nie zmienia tego, że moim zdaniem nie będzie się liczył w walce o czołowe miejsca. Te dziewięć punktów to bezcenny dorobek w walce o utrzymanie. Uważam, że ten Widzew może spokojnie myśleć o środku tabeli - powiedział Zbigniew Boniek, którego trudno podejrzewać o niechęć do łódzkiego klubu.

- Niestety muszę się z tym zgodzić. Nie potrafię sobie wyobrazić Widzewa walczącego o tytuł. Są w lidze lepsze drużyny. Środek tabeli to maksimum - dodaje Grzegorz Mielcarski, ekspert Canal+, też z widzewską przeszłością. Oni i tak są dla łodzian łaskawi, bo wciąż nie brakuje opinii, że Widzew już niedługo wyląduje w dole tabeli.

Tydzień temu widzewiacy odebrali jeden z argumentów - pokonali w Lubinie Zagłębie. I to chyba po najlepszym meczu w tym sezonie.

Mroczkowski ani razu nie zareagował nerwowo na słowa ekspertów, którzy umniejszali sukces jego drużyny i wątpili w jej potencjał. - Każdy ma prawo do swojej opinii. A nam nawet pasuje, że tak mówią. To dobrze, że większość uważa, że Widzew jest słaby - odpowiada.

Latem Mroczkowski stracił aż ośmiu piłkarzy z meczowej kadry. Rozsypała się obrona i środek pomocy. Niewiele zostało z ataku. Większość odeszła za darmo, bo Widzew przez lata żył na kredyt. Działacze chętnie dawali piłkarzom wysokie kontrakty, ale potem nie mieli skąd wziąć pieniędzy na pensje. Jarosław Bieniuk, Dudu, Ugo Ukah, Mindaugas Panka i Bruno Pinheiro latem stali się byłymi widzewiakami. Mroczkowski musiał budować drużynę od nowa, w dodatku bez pieniędzy.

Trener Widzewa nie zgadza się jednak z opiniami, że zespół powstał z łapanki. Każdy transfer był przemyślany. Czasy, gdy łódzki klub zatrudniał piłkarzy w ciemno i tylko dlatego, że polecali ich zaprzyjaźnieni z działaczami menedżerowie, się skończyły. W Łodzi do dziś wspomina się np. Rumuna Bogdana Stratona, który ani razu nie kopnął piłki, ale kontrakt w wysokości 10 tys. euro miesięcznie dostał. Albo Hiszpana Fernando Arriero, którego zatrudniono kilka lat temu. Gdy dziennikarze spytali ówczesnego trenera Pawła Janasa, jak Arriero gra w piłkę, ten wypalił, że nie wie, ale widział Hiszpana w basenie i pływa naprawdę nieźle.

Mroczkowski odsunął menedżerów. Właśnie dlatego na klub obraził się m.in. były widzewiak Mirosław Tłokiński. Mroczkowski nie chciał jego graczy z Wybrzeża Kości Słoniowej. Tłokińskiemu przepadła prowizja. I nie jest wyjątkiem.

Zanim Mroczkowski znalazł następców Bieniuka i Ukaha, dzięki którym w ubiegłym sezonie Widzew był jedną z najlepszych drużyn w lidze pod względem straconych goli, przetestował kilkunastu środkowych obrońców. W sparingach i na treningach sprawdził Portugalczyka, Hiszpanów, Słoweńca, Czarnogórców, Gruzina, Brazylijczyka, piłkarza z Trynidadu i Tobago, z Gwadelupy, Palestyny, z Czech i Litwy i na dokładkę kilku Polaków. Gdy któryś z nich pozytywnie przechodził testy piłkarskie, awansował do kolejnego etapu, czyli dokładnych badań medycznych. Na kontrakty, ale krótkie, zasłużyło dwóch: Thomas Phibel i Djordje Djikanović muszą udowodnić, że się nadają. Dopiero później dostaną dłuższe umowy.

Środek pomocy Mroczkowski zbudował w oparciu o 29-letniego Radosława Bartoszewicza, który ostatnie sześć lat spędził w pierwszej lidze i na koncie miał ledwie 14 występów w ekstraklasie, oraz Princewilla Okachiego i Sebastiana Dudka. Pierwszy, 21-letni Nigeryjczyk, trafił do Widzewa zimą. Na portalach internetowych kibice wyśmiewali ten transfer, bo Okachi przyjechał z drugiej ligi maltańskiej. Wiosnę miał udaną, grał jako ofensywny pomocnik. Latem Mroczkowski zrobił z niego defensywnego pomocnika. - On jest dla mnie wielkim odkryciem, odbiera bardzo dużo piłek - chwali Okachiego Mirosław Szymkowiak, komentator Canal+. - Wiedziałem, że potrafi grać w piłkę, ale teraz to jest dla mnie profesor! A to przecież piłkarz, który trafił do Polski znikąd.

Środek pomocy uzupełnia Dudek, niechciany w drużynie mistrza Polski Śląska. - Mam już 33 lata i chcę sobie udowodnić, że mogę grać na wysokim poziomie w lidze - mówi piłkarz. W Lubinie był najlepszy na boisku.

Największym odkryciem jest Alex Bruno. Niespełna 19-letni Brazylijczyk trafił do Widzewa zimą. Mroczkowski wypatrzył go podczas zgrupowania na jednym z boisk treningowych. Najpierw zaprosił na treningi, potem dał mu (i Emersonowi Carvalho, innemu młodemu piłkarzowi z Brazylii) zagrać w sparingu. W końcu obu zabrał do Polski. Przez kilka miesięcy Alex i Emerson tylko trenowali z drużyną. Klub zakwaterował ich w bursie, wykupił obiady na stołówce i bilety komunikacji miejskiej. - Rzadko się zdarza, by jakiś polski piłkarz był w tym wieku tak wyszkolony technicznie jak ci Brazylijczycy - tłumaczył Mroczkowski pytany, dlaczego Widzew ich trzyma.

W dwóch ostatnich meczach Alex strzelił zwycięskie gole. W nagrodę widzewscy canarinhos dostali od klubu PlayStation. - Miło popatrzeć, jak cieszy ich gra w piłkę i jak mało potrzeba, by byli szczęśliwi. Wcześniej byli tu gracze, którzy nic nie dawali drużynie, za to cały czas pytali o pieniądze - opowiada jeden z trenerów łódzkiej drużyny.

Takich piłkarzy Mroczkowski nie chciał. Latem widzewiakami mogli być m.in. Wojciech Łobodziński i Michał Stasiak, ale nie zgodzili się na warunki finansowe, tzn. nie przyjęli pierwszej oferty Mroczkowskiego. Gdy się zdecydowali, oferta nie była już aktualna.

Drugi z Brazylijczyków, Emerson, czeka na debiut. Pewnie będzie na ławce w dzisiejszym meczu z Górnikiem. Jego Mroczkowski wprowadza powoli. Do pierwszego składu nie awansowali na razie Mariusz Rybicki i Mariusz Stępiński. Nastoletni napastnicy wchodzą na boisko z ławki. - To, co robi trener Mroczkowski, jest super - uważa Szymkowiak, który zaczynał grać w lidze, gdy był nastolatkiem. - Widać ogromne doświadczenie w pracy z młodzieżą i znakomicie wprowadza ich do gry. Oni są powoływani do reprezentacji różnych kategorii wiekowych, wyjeżdżają na zgrupowania. Pamiętam po sobie, jak jechałem z kadrą np. do Czech czy Rumunii, grałem mecz w środę czy czwartek, a później w sobotę w lidze. Po jakimś czasie kolana nie wytrzymują.

W Łodzi drużynę widzewiaków nazywa się "Dzieciakami Mroczkowskiego". - Nie wiem, co na to starsi piłkarze, ale na szczęście nie są starsi ode mnie - śmieje się trener. O celach swojej drużyny nie chce na razie mówić. - Obliczyłem, że jeszcze sześć wygranych potrzeba nam do utrzymania. Później pomyślimy o czymś więcej - uśmiecha się.

- Wiemy, jaka jest nasza liga. Kto przed ubiegłym sezonem typował do tytułu Śląsk i Ruch do wicemistrzostwa? Jeśli Widzew dalej będzie wygrywał, jeśli będzie mu to przychodziło tak łatwo jak teraz, to będzie kandydatem do mistrzostwa. Może to mocne słowa, ale nasza liga jest wyrównana. Nikomu nie odbierałbym szansy. Widzewowi, po tym co już pokazał, tym bardziej - mówi Szymkowiak.

- Jeśli nie damy rady obronić pierwszego miejsca, wtedy mogę być drugi, ale ani o jedną pozycję niżej. I uwierz mi, mówię o tym całkowicie poważnie - kończy Okachi.

Poczeka jeszcze na debitu w Widzewie - Djordje Djikanovic


Więcej o:
Komentarze (6)
Ekstraklasa. Widzew niespodziewanym liderem ekstraklasy. Dzieciaki (na razie) górą
Zaloguj się
  • rt19

    Oceniono 19 razy 19

    i tak ma byc RTS DZIS ZWYCIESTWO

  • aussieozz

    Oceniono 16 razy 16

    dzisiaj 3.pk!

  • kolcak72

    Oceniono 16 razy 14

    Wszyscy czekaja na potknięcie Widzewa, bo nikt nie jest zainteresowany tym, by drużyna budowana TANIM KOSZTEM odnosiła sukcesy; piłkarzom i ich menagerom nie w smak 1 miejsce Widzewa, bo to jest wywrócenie do góry nogami "polskiej mysli szkoleniowej i menagerskiej".
    Spodziewam sie trudnego meczu...remis brałbym w ciemno.

  • wartadzn

    Oceniono 11 razy 7

    Wygraj nasz WIDZEWIE,
    Pokaż górnikowi gdzie jego miejsce!!

  • oklodz61

    Oceniono 21 razy -17

    Gazeto, weźcie kalkulator w ręce, przeliczycie, że średnia całej drużyny ŁKS ( z "leciwym" Bodziem włącznie ) jest bardzo niewiele, ale niższa od kadry Widzewa! Napiszcie też coś o dzieciakach Chojnackiego, róbcie o Nich również dobry PR, m.in. o budowaniu drużyny "naprędce" , od nowa, od podstaw, której z tych powodów trudniej walczyć w lidze.... Nasze, bo ŁÓDZKIE, niech nie będzie Wam obce?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX