Mariusz Stępiński, napastnik Widzewa Łódź, o trenerze Radosławie Mroczkowskim: - Ufam mu bezgranicznie!

- Jestem przekonany, że jeśli dalej będę sumiennie wykonywał jego polecenia, to zaprocentuje to w przyszłości i stanę się dobrym piłkarzem. Bo na razie mam tylko zadatki na takiego - mówi Mariusz Stępiński, napastnik Widzewa, który w meczu z Górnikiem zdobył swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie
Rozmowa z Mariuszem Stępińskim, napastnikiem Widzewa

Damian Bąbol: W końcu się udało, w końcu się przełamałeś...

Mariusz Stępiński: - Fajnie, że przyczyniłem się do zdobycia kolejnego punktu dla drużyny, ale mam też do siebie trochę pretensji, bo popełniłem sporo błędów, miałem kilka nerwowych zagrań. Na pewno przede mną jeszcze dużo pracy. Ale przecież mam dopiero 17 lat i nie jestem jeszcze do końca ukształtowanym zawodnikiem. Bardzo się oczywiście staram pomóc drużynie i dlatego cieszę się, że mój gol dał nam wyrównanie w meczu z Górnikiem strzeliłem wyrównującego gola i nie przegraliśmy.

I jeszcze przeszedłeś do historii, bo stałeś się najmłodszym strzelcem gola dla Widzewa w ekstraklasie. Wiedziałeś o tym wcześniej?

- Wiedziałem i jest mi bardzo miło, to fajna sprawa. Ale przyznam szczerze, że jakoś nie przywiązywałem do tego większego znaczenia. W lidze, także w Widzewie, gra coraz więcej młodych zawodników. Dziś to ja jestem najmłodszym zawodnikiem w tej klasyfikacji, a za pół roku może to być ktoś inny.

Swojego pierwszego gola mogłeś strzelić już w poprzednim meczu z Zagłębiem w Lubinie, ale nie wykorzystałeś świetnej okazji. Długo przeżywałeś tamtą sytuację?

- Nie. Żałuję, że wtedy nie zdobyłem bramki, ale najważniejsze, że trafiłem teraz, w meczu z Górnikiem. O tym co było w Lubinie trzeba już zapomnieć. Wspomniana przez ciebie sytuacja została już przeanalizowana. W trakcie tygodnia wykonaliśmy dobrą robotę, a jej efektem jest mój pierwszy gol. Ale o nim też już muszę powoli przestać myśleć. Teraz liczy się tylko najbliższy mecz i walka o kolejne trzy punkty [w piątek o godz. 20.45 Widzew zmierzy się z Polonią w Warszawie - przyp. red].

Przed meczem z Górnikiem trener Radosław Mroczkowski przewidywał, że już niedługo się przełamiesz. Chwalił twoją postawę w Młodej Ekstraklasie i na treningach, mówił, że bardzo ci zależy na golu

- Trudno, żeby było inaczej. Jestem przecież napastnikiem, a który piłkarz występujący na tej pozycji nie marzy o strzelaniu goli? Rzeczywiście, mocno się starałem, aby się w końcu odblokować. Wierzę w to, że nie skończę tylko na tym jednym trafieniu i w następnych meczach z większą łatwością będę dochodził do sytuacji i je wykorzystywał.

Jak się czujesz w drużynie lidera ekstraklasy? Codziennie oglądasz tabelę?

- Zawsze podkreślam, że skupiam się na najbliższym meczu. Nie myślę nad tym, jak będzie wyglądała tabela po rundzie jesiennej, czy po sezonie. Staram się nie wybiegać aż tak bardzo do przodu. Wydaje mi się, że właśnie takie podejście może zaprocentować tym, że na koniec sezonu będziemy mogli się cieszyć z wysokiego miejsca. Teraz jednak nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Jesteśmy dopiero po pięciu kolejkach, jeszcze wiele meczów przed nami i dużo się może wydarzyć. Na razie mamy na koncie 13 punktów, chcemy zdobyć 30, aby się utrzymać i pomyśleć o czymś więcej.

Jesteśmy prawie na półmetku rundy jesiennej, zajmujecie pierwsze miejsce z dwupunktową przewagą, a mimo to nadal można się spotkać z opiniami, że to tylko chwilowy okres i już wkrótce zaczniecie seryjnie tracić przegrywać.

- A my dalej chcemy zwyciężać i grać na przekór wszystkim ekspertom, którzy w nas nie wierzą.

Jesteście w stanie na dłużej zostać liderem?

- Dlaczego nie? Czy do tej pory zawiedliśmy? Nasza ekstraklasa jest tak wyrównaną ligą, że to bardzo możliwe. Ale jeszcze raz powtarzam, skupiam się teraz tylko i wyłącznie na meczu z Polonią. Chcemy zdobyć kolejne trzy punkty. Po spotkaniu w Warszawie będę myślał o rywalizacji z Pogonią Szczecin itd. Naprawdę, nie zaprzątam tym sobie głowy, gdzie możemy się znajdować na koniec roku.

Coraz mocniej dobijasz się do podstawowego składu, ale trener Mroczkowski wprowadza cię do niego powoli, podobnie zresztą, jak Mariusza Rybickiego. Tłumaczy to tym, że chce was jeszcze oszczędzać. A ty nie masz już dosyć siedzenia na ławce?

- Pewnie, że każdy zawodnik chciałby grac od pierwszej do ostatniej minuty. Ze mną jest tak samo, ale wiem, że mam do czynienia z dobrym i doświadczonym trenerem. W przeszłości przez wiele lat pracował z młodzieżą i na pewno wie, jak trzeba postępować z takimi zawodnikami, jak my. Ufam mu bezgranicznie, on wie co robi Jestem przekonany, że jeśli dalej będę sumiennie wykonywał jego polecenia, to zaprocentuje to w przyszłości i stanę się dobrym piłkarzem. Bo na razie mam tylko zadatki na takiego. Tak bym to ujął.