Stadion Widzewa. Dlaczego firmy wycofały się z negocjacji, czyli niepewność z komercją [DERDZIK.BLOX.PL]

"Otóż, podobno szczególnie jedna z trzech firm, które zgłosiły się do przetargu, budową stadionu i przylegającej do niego części komercyjnej, naprawdę była (jest?) bardzo poważnie zainteresowana. Kilka osób znających sprawę dobrze, nieźle i tylko trochę, powiedziało mi, że chodzi o firmę niemiecką, więc jasne jest, że to musi być Hellmich Inwestycje Polska" - pisze na swoim blogu Bartłomiej Derdzikowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej" i Łódź.sport.pl.
"Teraz pewnie niejeden z was spyta? Skoro Hellmich był zainteresowany budową, to dlaczego w piątek prezydent Zdanowska ogłosiła, że negocjacje z firmami zakończyły się niepowodzeniem? Podobno niemiecka firma miała bowiem wątpliwości związane z częścią komercyjną inwestycji, to znaczy, nie była pewna, jak duża miałaby być powierzchnia przeznaczona na sklepy, restauracje, hotel, sale konferencyjne itp." - pisze na swoim blogu Derdzikowski.

I dodaje: "W środowym komunikacie magistratu i Widzewa znalazła się m.in. wypowiedź pani prezes Miłkowskiej-Bruczko na ten temat: "Miasto potwierdziło, że wyłoniony parter prywatny nie będzie miał ograniczeń w zakresie budowy dodatkowych powierzchni komercyjnych". - Owszem miasto, to potwierdziło, bo nigdy nie robiło z tego sprawy. Wątpliwości niemieckiej firmy dotyczyły raczej Widzewa, tego, że częścią komercyjną miałaby się dzielić z klubem, a to nie byłoby dla niej opłacalne. Ale Widzew chce tylko część sportową obiektu, Wątpliwości już nie ma - usłyszałem w magistracie."

Derdzikowski przytacza również wypowiedź ze środowego oświadczenia miasta i Widzewa, w którym poinformowano, że budowa stadionu w ppp wciąż jest realna. "Strony ustaliły wspólnie, że kwestia budowy stadionu w partnerstwie publiczno-prywatnym ze względu na możliwość procedury odwoławczej przez potencjalnych inwestorów jest nadal sprawą otwartą i stwarza możliwość kontynuacji". Na odwołanie prywatny inwestor ma 10 dni. Na środowym spotkaniu pani prezes Miłkowska-Bruczko podobno bardzo się z tego ucieszyła i stwierdziła, że te 10 dni wystarczy" - pisze dziennikarz.

Cały wpis naderdzik.blox.pl.