Czy Widzew miał prawo karać kibiców? Rzecznik praw obywatelskich twierdzi, że nie. Ale klub ripostuje

O co dokładnie chodzi w konflikcie kibiców z władzami Widzewa? Czy jest szansa na jego rozwiązanie? I czy kibice spod zegara wrócą na stadion? Obie zwaśnione strony na to liczą, ale...
Od początku sezonu trwa protest najbardziej zagorzałej grupy kibiców Widzewa. Podczas meczów rozgrywanych przy al. Piłsudskiego ultrasi nie prowadzą dopingu, sektor pod zegarem świeci pustkami. Kibice protestują, bo według nich szefowie Widzewa na prawie 30 z nich niesłusznie nałożyli mandaty i zakazy klubowe. Pozostali ultrasi się z nimi solidaryzują i dopingu z trybuny pod zegarem nie prowadzą

Ta sprawa swój początek miała w kwietniu, gdy łódzka drużyna grała na swoim stadionie z Legią Warszawa. Klub nie zgodził się wtedy, by kibice zaprezentowali przygotowaną przez siebie oprawę (nawiązującą do aresztowań innych kibiców). Fani spod zegara jednak nie posłuchali i jej część pokazali. Do tego zapalili race. I właśnie wtedy posypały się pierwsze kary od klubu. Kolejne po ostatnim meczu sezonu z Lechem Poznań, gdy kibice znów zapalili zabronione na stadionie race.

Protestujący fani Widzewa mają pretensje do szefów klubu m.in. w dwóch sprawach. Po pierwsze, twierdzą, że części osób, które dostały zakazy klubowe, na meczu z Legią w ogóle nie było. - Widzew dał zakazy akurat tym osobom, bo to one były odpowiedzialne za oprawę i im klub wydał stosowne identyfikatory. Zastosowano odpowiedzialność zbiorową - mówi jeden z kibiców, który zna sprawę i poprosił lodz.sport.pl o pomoc w jej wyjaśnieniu.

Co na to klub? Dla niego formalnie nie ma sprawy. - Żadna z osób, które dostały zakaz klubowy po meczu z Legią, nie złożyła odwołania. Ani u nas, ani w Komisji Ligi Ekstraklasy, do czego ma prawo każdy kibic - wyjaśnia Michał Kulesza, rzecznik prasowy Widzewa.

Po drugie, według kibiców klub nie miał prawa do nakładania mandatów, tymczasem to zrobił. Kibice poprosili nawet o pomoc rzecznika praw obywatelskich i ten przyznał im rację. W piśmie do Widzewa jeden ze współpracowników rzecznika wyjaśnił, że na podstawie regulaminu imprezy masowej ma prawo jedynie do nałożenia zakazu klubowego, polegającego na zakazie uczestniczenia w kolejnych meczach na stadionie przy al. Piłsudskiego. Klub ma też prawo nagrywać przebieg imprezy masowej (czyli meczu) i dopiero nagranie może być dowodem przeciwko osobie, która popełni przestępstwo lub wykroczenie. Te dowody Widzew powinien niezwłocznie przekazać prokuraturze lub policji. "Zdaniem rzecznika praw obywatelskich nałożenie kar pieniężnych na podstawie ww. regulaminu jest naruszeniem powszechnie obowiązującego prawa i nie znajduje oparcia w przepisach Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych" - napisano w piśmie, które z biura rzecznika przyszło do klubu.

Widzew na policję sprawy nie zgłosił, tylko sam ukarał jego zdaniem winnych złamania regulaminu. - Myśleliśmy, że załatwimy to sami, ale mamy nauczkę i teraz na pewno będzie inaczej - powiedział lodz.sport.pl jeden z pracowników klubu odpowiedzialny za bezpieczeństwo.

Rzecznik poprosił klub, by wyjaśnił wszystkie sporne kwestie. Klub już to zrobił. Widzew wytłumaczył na piśmie, że zarządza imprezami na podstawie dwóch regulaminów - wspomnianego przez rzecznika regulaminu imprez masowych oraz regulaminu obiektu. I dodał, że ustawa określa jedynie zasady postępowania konieczne do zapewnienia bezpieczeństwa imprez masowych, a nie warunki konieczne i wystarczające. Dla przykładu ustawa określa, że na meczach potrzebna jest ochrona, ale to klub decyduje, ilu tych ochroniarzy ma być, by ochrona była wystarczająca. Ustawa nie mówi też o tym, że podczas meczów nie można prowadzić działalności politycznej albo marketingowej, czego zabrania regulamin PZPN-u, a do którego stosowania Widzew jest zobowiązany jako członek struktur związkowych.

W piśmie do rzecznika praw obywatelskich Widzew przypomniał też, że każdy, kto kupuje bilet, zawiera z klubem umowę cywilnoprawną i zobowiązuje się do przestrzegania regulaminu obiektu. A bilet kupuje dobrowolnie. Powiedzieć, że regulaminu nie zna, nie może, bo wyciąg z niego wywieszony jest na ogrodzeniu stadionu przy kasach biletowych i wejściach, a informacja o obowiązku jego przestrzegania wydrukowana jest na biletach, karnetach i zaproszeniach na mecz.

A co z mandatami? Przecież Widzew nie może ich nakładać. Przy al. Piłsudskiego przyznają, że słowo "mandat" rzeczywiście nie jest dobre, dlatego wyślą do wszystkich zainteresowanych sprostowania z prawidłową nazwą roszczenia. Od kar pieniężnych jednak Widzew nie odstąpi, bo w regulaminie obiektu, który przecież każdy kibic znać powinien i kupując bilet lub karnet, go akceptuje, kara pieniężna jest.

Widzew obiecał jednak rzecznikowi, że jeszcze raz przeanalizuje regulamin i jeśli uzna, że któryś z jego zapisów nie jest do końca czytelny, to go zmieni.

Przy al. Piłsudskiego zapewniają, że nie ustąpią. - Prawo i regulaminy muszą być bezwzględnie przestrzegane, nie ma innego wyjścia, nie ugniemy się - usłyszeliśmy. Podają też przykład Legii Warszawa, która pobłażała kibicom, układała się z nimi, a szefowie klubu cały czas muszą płacić kary za wybryki chuliganów. W ubiegły piątek podczas derbów z Polonią kibole zdemolowali jedną z trybun na Pepsi Arenie.

Czy jest szansa, że konflikt kibiców z szefami Widzewa wkrótce się skończy i doping wróci na stadion? W klubie mają nadzieję, że tak się stanie. - Liczymy, że kibice z trybuny D pojawią się na najbliższym meczu i podobnie jak pozostali fani wesprą naszą drużynę w walce o ligowe punkty - mówi dyrektor klubu Cezary Świątczak.

A fani spod zegara? - Powiedzmy, że czynione są starania, by kibice wrócili na stadion, by było normalnie. Konflikt nie jest tak duży, by nie można go rozwiązać - mówi Tomasz Figlewicz ze stowarzyszenia Tylko Widzew.

Najbliższy mecz w Łodzi drużyna trenera Radosława Mroczkowskiego rozegra 7 października, a jej rywalem będzie Pogoń Szczecin.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego