Widzew w odwrocie. To tylko wpadki czy już kryzys?

Drużyna z al. Piłsudskiego zaczęła sezon od czterech wygranych. Teraz jest w odwrocie, nie wygrała już trzeciego meczu z rzędu, a w niedzielę rozbiła ją Pogoń Szczecin.
- Co powiedzieć po takim meczu? Graliśmy u siebie, a nie było tego widać. Ten mecz nam chyba nie wyszedł, bo jak to inaczej podsumować? - mówił po porażce z Pogonią trener Radosław Mroczkowski. Miny - co zrozumiałe - nie miał zbyt wesołej. W drugim meczu z rządu jego piłkarze popełniali błędy, o jakie w pierwszych kolejkach byśmy ich nawet nie podejrzewali. W niedzielę hurtowo popełniał je zwłaszcza Adam Banasiak. Niespełna 23-letni obrońca trafił do Widzewa latem z Olimpii Elbląg, chociaż najwięcej czasu spędził w Legii Warszawa, głównie w zespole Młodej Ekstraklasy. Jeden występ w najwyższej klasie rozgrywkowej jednak zaliczył. W niedzielę grał w niej po raz drugi, ale po raz pierwszy od początku. Banasiak zastąpił po lewej stronie obrony kontuzjowanego Jakuba Bartkowskiego i szybko okazało się, że reprezentant młodzieżówki jest dla Widzewa graczem niezwykle ważnym. Po prostu można na niego liczyć. Tymczasem Banasiak zawalił na całej linii. Przy pierwszym golu dla Pogoni nie ruszył do przodu, gdy jego koledzy zakładali na rywali pułapkę ofsajdową. Adam Frączczak spokojnie przyjął piłkę, minął Macieja Mielcarza i kopnął piłkę do bramki. O spalonym nie było mowy, właśnie przez Banasiaka.

Lewy obrońca Widzewa był też współwinny straty drugiego gola. Łatwo dał się oszukać Ediemu Andradinie i dodatkowo nie pobiegł za Brazylijczykiem. Po chwili z gola cieszył się Robert Kolendowicz, który zamknął akcję Ediego. Na domiar złego w 68. min Banasiak wyleciał z boiska po drugiej żółtej kartce. Ta druga była za uderzenie doświadczonego Brazylijczyka. - Debiuty nam ostatnio nie wychodzą - skomentował występ Banasiaka trener Mroczkowski. Tydzień wcześniej po raz pierwszy w Widzewie grał Jakub Kowalski i wypadł bardzo słabo. - Adam na pewno popełnił błąd w ustawieniu przy pierwszym golu. To mogę stwierdzić już na gorąco. Ale do tego momentu grał nieźle. Później, przy wyniku 1:2, dostał czerwoną kartkę i już nic nie mogliśmy zrobić - mówił Mroczkowski na pomeczowej konferencji.

Oczywiście to nie tylko Banasiak jest winny porażki Widzewa, bo błędy popełniali jego bardziej doświadczeni koledzy. W ogóle łódzka drużyna grała w niedzielę słabo. Starał się Marcin Kaczmarek, nieźle grał Radosław Bartoszewicz, ale to o wiele za mało na Pogoń, która - to trzeba uczciwie stwierdzić - w Łodzi zaprezentowała się naprawdę dobrze. - Od początku meczu nie było u nas sygnału, że będziemy dziś zespołem, który chce wygrać. Mieliśmy sytuacje, dużo stałych fragmentów gry, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać - oceniał Mroczkowski.

Po raz drugi z rzędu trener Widzewa zmienił Aleksa Bruna, tym razem w przerwie. Jego zmiennik Jakub Kowalski znów jednak wypadł słabo. - Alex musi wrócić do takiej gry, jaką prezentował wcześniej. Stać go na więcej. Wprowadziłem Kowalskiego, bo chciałem coś zmienić na skrzydle. Liczyłem, że ta zmiana da nam coś więcej - mówił Mroczkowski.

Druga porażka z rzędu na pewno może niepokoić, bo błędów jest za dużo. Teraz trener Widzewa ma dwa tygodnie, by poprawić grę drużyny.

Czy Widzew jest w kryzysie? - Nie ma żadnego kryzysu, nic złego się nie dzieje - uspokajał Sebastian Dudek w rozmowie z dziennikarzami. - Czy to był nasz najsłabszy mecz w tym sezonie? Wcale bym tak nie powiedział. Nie wiem, czego byście chcieli. Żebyśmy mieli teraz kilkanaście punktów przewagi nad Legią? Zapytajcie, co się dzieje w Ruchu, w Koronie. Pamiętajcie, że drużyna była budowana niemal od zera. Starajcie się na naszą grę patrzeć obiektywnie.

Obiektywnie i Dudek, i cały Widzew zagrał w meczu z Pogonią bardzo słabo.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego