Sport.pl

Trener Widzewa Radosław Mroczkowski: Po wygranej z Piastem nie było piwa

Przyzwyczajamy piłkarzy do myśli, że każdy mecz jest niesłychanie ważny i każdy można wygrać. Oczywiście nie zawsze się to udaje, ale trzeba walczyć do końca, tak jak w sobotę - mówi Radosław Mroczkowski. W sobotę Widzew pokonał Piasta Gliwice po golu w doliczonym czasie
Bartłomiej Derdzikowski: Był Pan w niedzielę w kościele, by podziękować za ten cud?

Radosław Mroczkowski: Nie byłem, ale przejeżdżaliśmy przez Częstochowę i mieliśmy chwilę na refleksję.

To co stało się w Gliwicach w ostatniej minucie, to był cud?

- Cud? Na pewno nie był to mecz, w którym to my dyktowaliśmy warunki. Ale czasem tak bywa, że zespół, który nie ma przewagi, wygrywa. Bardzo cieszymy się z trzech punktów, to bardzo cenna zdobycz.

Co się stało z Widzewem w drugiej połowie, że dał się tak zepchnąć do defensywy?

- Na pewno nie potrafiliśmy utrzymać się z piłką na połowie przeciwnika. Próbowaliśmy to zmienić wprowadzając na boisko nowych zawodników, ale też to za wiele nie dało. Myślę, że to główna przyczyna przewagi Piasta, tego, że nas zdominował, że o wiele dłużej utrzymywał się przy piłce. Poza tym oczywiście rywalom bardzo zależało na wygranej u siebie i ostro ruszyli do ataku. My staraliśmy się przejść do ofensywy, tak jak w pierwszej połowie, poprzez wyprowadzanie kontr. Chcieliśmy zdobyć drugą bramkę, by do końca grać już spokojnie. Przy naszym prowadzeniu kontrolowaliśmy grę, ale kuriozalny gol Piasta, po błędzie Hachema Abbesa, to zmienił i było niebezpieczeństwo, że stracimy nawet jeden punkt.

Co się stało z Abbesem? Chwilę wcześniej doznał kontuzji. Może powinien od razu zejść z boiska?

- Rzeczywiście doznał wcześniej urazu i już szykowaliśmy zmianę. Nie zawsze jednak można jej dokonać natychmiast. W kolejnej akcji ją zrobiliśmy. Poza tym, nawet z tym urazem Hachema, powinniśmy tę sytuację wybronić. To był duży klops, który nie powinien się zdarzyć.

Wiadomo już, jak poważna to kontuzja?

- To stłuczenie. Nie jest to poważny uraz, ale na pewno Hachem będzie potrzebował jednego, dwóch dni, by dojść do pełnej sprawności.

Co powiedział pan Mariuszowi Rybickiemu, gdy wpuszczał go pan na boisko?

- Nie chcę teraz dorabiać do tego żadnej teorii, ale on zrobił dokładnie to, co mu powiedzieliśmy. Liczyliśmy, że jedną indywidualną akcją możemy coś zdziałać pod bramką Piasta. A on akurat to potrafi i z pełną premedytacją tę akcję zrobił.

No to pewnie Mariusz nieprędko rozpocznie grę w pierwszym składzie, bo jako dżoker spisuje się bardzo dobrze.

- To nie jest takie proste, wiele osób chciałoby, aby młodzi piłkarze grali od początku, ale trzeba ich wprowadzać na boisko umiejętnie. Pamiętajmy, że oni jeszcze fizycznie odstają od rywali, chociaż oczywiście umiejętności mają duże. Przez 90 minut trudno byłoby im grać. Ale nie mówię, że Rybicki nie wyjdzie w końcu w pierwszym składzie i to samo dotyczy Mariusza Stępińskiego. Pamiętajmy jednak, że on grał w eliminacjach do mistrzostw Europy. W ciągu tygodnia rozegrał trzy spotkania.

Znów od początku grał Mehdi Ben Dhifallah i gdy ściągał go Pan z boiska był wściekły.

- Rozwiążemy ten problem na pewno. Nie zostawimy tak tego.

Co mu grozi? Rozmowa wychowawcza, kara finansowa, ławka rezerwowych?

- Będę wiedział więcej po rozmowie z zawodnikiem.

Rozmawiamy po meczu Młodej Ekstraklasy, w którym dwa gole zdobył Aleksandr Lebiediew. To go przybliża do składu na ekstraklasę?

- Na pewno dał nam sygnał, że możemy na niego liczyć w perspektywie kolejnych meczów.

Dobrze grał też Jakub Kowalski, też zdobył gola...

- Rzeczywiście zagrał poprawnie, może się odblokuje. Cieszę się, że ostatnio piłkarze z pierwszej kadry wyróżniają się w Młodej Ekstralasie. Właśnie o to chodzi, to jest dla nich dobry trening.

Po ośmiu kolejkach macie na koncie pięć wygranych. To świetny wynik.

- Dążymy do tego, by na koniec tego roku nasz kapitał punktowy był jak największy. Przyzwyczajamy piłkarzy do myśli, że każdy mecz jest niesłychanie ważny i każdy można wygrać. Oczywiście nie zawsze się to udaje, ale trzeba walczyć do końca, tak jak w sobotę. Wiadomo, że mamy jeszcze dużo do poprawy, szczególnie w defensywie, ale przecież ona była budowana niemal od początku. Wcześniej Widzew miał ogranych, zgranych ze sobą środkowych obrońców: Jarosława Bieniuka i Ugo Ukaha, teraz układamy to na nowo i zdarzają nam się błędy

Po wygranej w Gliwicach było piwo w autokarze?

- Piwo będzie po rozgrywkach. W piątek gramy kolejny mecz z Wisłą Kraków.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego

Więcej o: