Stadion Widzewa. O Łodzi, co nie chciała Niemca [DERDZIK.BLOX.PL]

Niemiecka firma Hellmich chce zbudować nowy stadion dla Widzewa. Bezskutecznie. Dla magistratu jest jak nieproszony gość, który w zabłoconych buciorach łazi po dywanach. Wyrzucić go za drzwi nie wypada, to jednak gość, ale zniechęcić i zrobić wszystko, by sam wyszedł, jak najbardziej - pisze na swoim blogu Bartłomiej Derdzikowski
W ubiegłym tygodniu Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że miasto nie popełniło błędów przy przetargu na budowę stadionu i odrzucił skargę firmy Hellmich, która chciała budować stadion i uważała inaczej niż miejscy urzędnicy. Rozpoczęcie budowy stadionu znów się więc oddaliło.

Przed WSA wygrał magistrat. "A skoro jest wygrany, to musi być też przegrany. To właśnie firma Hellmich Inwestycje Polska (...) No ale czy na pewno tylko Hellmich przegrał przed sądem?" - zastanawia się na swoim blogu dziennikarz "Gazety" i lodz.sport.pl.

"Niemiecka firma chce (a może już trzeba pisać "chciała"?) wydać w Łodzi miliony. Lekko licząc, zebrałoby się tego pewnie z 200 mln zł. Nie pomylę się chyba, że to byłaby jedna z większych w ostatnich latach inwestycji w naszym mieście. Wiadomo, że dla Niemców z Hellmicha to inwestycja nastawiona na zysk (to chyba oczywiste), ale przecież nie ma wątpliwości, jak dużo zyskałaby na niej Łódź. Po pierwsze - na Widzewie (osiedlu) powstałoby miejsce, które by go ożywiło (są tam właściwie same blokowiska, parkingi oraz mniejsze i większe hipermarkety i dyskonty), a po drugie - powstałby piękny stadion dla jednego z najbardziej zasłużonych klubów w historii nie tylko łódzkiej, ale i polskiej piłki. I jednego z ostatnich w naszym kraju, którego drużyna wciąż gra na przestarzałym rozwalającym się obiekcie.

Do tego Hellmich w Łodzi płaciłby niemałe podatki, powstałyby setki miejsc pracy dla łodzian, poprawiłaby się infrastruktura wokół stadionu. Ja widzę same plusy. Wydaje mi się więc, że mając takiego inwestora, miasto powinno go w Łodzi rozkochać. Zrobić wszystko, by ze swoimi milionami nie uciekł. Nie mówię, by przed przedstawicielami Hellmicha od razu rozkładać czerwony dywan, ale na pewno zaprosić ich do urzędu, porozmawiać, pomóc, rozwiać wątpliwości, poradzić i przede wszystkim zachęcić. Zachęcić, a nie zniechęcić" - pisze Derdzikowski.

I dodaje: "(...) mam wrażenie, że Hellmich to dla miasta nieproszony gość, który w zabłoconych buciorach łazi po dywanach. Wyrzucić go za drzwi nie wypada, to jednak gość, ale zniechęcić i zrobić wszystko, by sam wyszedł, jak najbardziej. Gdy w ubiegłym tygodniu Wojewódzki Sąd Administracyjny odrzucał skargę Hellmicha, tym samym przyznając rację magistratowi - mam wrażenie - w urzędzie triumfowano. Kolejna bitwa długiej jak historia Polski wojny z Niemcami wygrana! Dla niejednego urzędnika to zwycięstwo było sprawą ambicjonalną. Radość jest tym większa, że wszystko odbyło się w majestacie prawa".

Derdzikowski kończy stwierdzeniem, że Niemcy w końcu powiedzą Łodzi "auf Wiedersehen". "I może dopiero wtedy, podczas świętowania wygranej w magistracie, ktoś w końcu zorientuje się, że tak naprawdę właśnie świętują... porażkę" - pisze dziennikarz.

Cały tekst na derdzik.blox.pl.