Legia - Widzew. "Klątwa? Kompleks Łazienkowskiej? Nic z tych rzeczy!"

Widzew znów wyrusza na podbój stadionu Legii. Z dziesięciu ostatnich wyjazdów na Łazienkowską przywiózł ledwie punkt. - Nie wiem dlaczego, gdy zbliża się mecz z Legią, niektórzy aż trzęsą się ze strachu. Nie ma się czego bać - mówi trener Radosław Mroczkowski. Początek o godz. 20.45
Mroczkowski w roli trenera Widzewa na Łazienkowskiej gościł już dwa razy - raz w lidze, raz w Pucharze Polski. Jego bilans to dwie porażki, pięć straconych goli i żadnej strzelonej. Nie jest więc wyjątkowy spośród trenerów drużyny z al. Piłsudskiego, którzy w ciągu ostatnich 15 lat wyruszali na podbój stadionu Legii.

Pobity z Warszawy nie wrócił jedynie Marek Koniarek, któremu w kwietniu 2001 roku udało się nie przegrać. Było 0:0. - Czy ten remis był wtedy naszym sukcesem? To złe słowo. Na pewno nie był to jednak zły wynik, raczej byliśmy wtedy zadowoleni - wspomina Sławomir Gula, były widzewiak, który grał w tamtym spotkaniu. I on i jego koledzy z drużyny z całą pewnością nie pomyśleli wtedy, że ten punkt będzie ostatnią zdobyczą Widzewa na stadionie Legii.

Czy to jakaś klątwa? A może od lat piłkarze łódzkiej drużyny przegrywają z warszawskim zespołem już przed meczem? To strach? Jakiś kompleks Legii? - Nie sądzę - uważa Gula. - Prawda jest taka, że od 15 lat klub z Warszawy był od Widzewa bogatszy, a co za tym idzie - drużyna była lepsza. Legia niemal zawsze walczyła o mistrzostwo, puchary, a łódzki zespół bardziej martwił się o utrzymanie.

Tyle tylko, że na Łazienkowskiej w tym sezonie potrafiła wygrać Jagiellonia Białystok, w ubiegłym Podbeskidzie Bielsko-Biała, jeszcze wcześniej trzy punkty ze stolicy przywoził PGE GKS Bełchatów. A Widzew - poza tym jednym remisem sprzed ponad 11 lat - zawsze dostawał lanie, czasem bardzo dotkliwe, jak w 2004 roku, gdy Legia wbiła mu aż sześć goli. No, to może jest jednak coś takiego jak widzewiaków kompleks legionistów? - Patrzę na to inaczej. W Warszawie udało się wygrywać Podbeskidziu czy Jagiellonii w tym sezonie, a przez lata nie udało się Widzewowi, bo piłkarze Legii też inaczej podchodzą do rywalizacji z odwiecznym rywalem, nawet jeśli ma problemy. Nawet gdy walczy tylko o utrzymanie. O mobilizację przed meczem z Widzewem jest łatwiej niż przed spotkaniem z Podbeskidziem czy Jagiellonią - mówi Gula.

Według byłego piłkarza drużyny z al. Piłsudskiego zespół trenera Mroczkowskiego teraz wcale nie stoi jednak na straconej pozycji, chociaż oczywiście faworytami są gospodarze. - Myślę, że niespodzianka jest możliwa. Dla Widzewa dobrze się stało, że legioniści wygrali w Poznaniu. Są pewni siebie. Gdyby przegrali, to na łodzianach na pewno chcieliby odbić sobie niepowodzenie z Lechem. Na drugą porażkę z rzędu nie mogliby sobie pozwolić - uważa Gula.

I dodaje, że aby cieszyć się z dobrego wyniku, widzewiacy muszą spełnić dwa warunki. - Po pierwsze - trzeba wystrzegać się prostych błędów. Łodzianie muszą tworzyć drużynę, kolektyw. Po drugie - muszą wykorzystać swoje okazje na gola. Nie będzie ich zapewne zbyt dużo - mówi. - Przypomnijmy sobie ostatni mecz z Lechią. Widzew miał świetną okazję i jej nie wykorzystał, a za chwilę po prostych błędach stracił gola, później następnego i było po balu. Teraz, jeśli będzie podobnie, też pewnie skończy się porażką.

Widzew jedzie do Warszawy w dniu meczu. Na pewno w kadrze zabraknie Adama Banasiaka, zawieszonego za kartki, ale to żadna strata dla drużyny. Do zespołu, a zapewne i pierwszego składu, wraca za to Marcin Kaczmarek. Wszystko wskazuje na to, że od początku zagra też Sebastian Dudek, który mecz z Lechią oglądał z ławki. W Widzewie liczą, że "terapia ławkowa" pomogła i teraz mistrz Polski ze Śląskiem Wrocław zagra w końcu, jak na mistrza przystało.

- Legia to z pewnością jedna z dwóch, trzech drużyn w lidze, które się wybijają - mówi Mroczkowski. - Ostatni mecz to potwierdził. Także kadra tej drużyny jest naprawdę mocna jak na polską ekstraklasę. Ale z całą pewnością nie jest to zespół, którego nie można pokonać. Łatwo nie będzie, ale nie boimy się Legii. Nie wiem dlaczego, gdy zbliża się z nią mecz, niektórzy trzęsą się ze strachu. Nie ma się czego bać.

Kolana z pewnością nie trzęsą się Thomasowi Phibelowi, który w piątkowy wieczór stanie oko w oko z Danijelem Ljuboją. - To bardzo dobry zawodnik, ale ja tak mam, że im gram przeciwko lepszym zawodnikom, tym lepiej się czuję - mówi obrońca Widzewa.

Gdy wspomniałem o Leo Messim, tylko się uśmiechnął. Argentyńczyka nie da się zatrzymać, Ljuboję już kilku obrońców w polskiej lidze powstrzymało. Dziś przekonamy się, czy dołączą do nich Phibel i inni defensorzy Widzewa.

Czy piłkarze Widzewa odważą się być wielkimi? - derdzik.blox.pl