Podbeskidzie Bielsko-Biała - Widzew Łódź. Gospodarze zagrają z nożem na gardle [ZAPOWIEDŹ]

Jeśli w niedzielę piłkarze Widzewa pokonają Podbeskidzie Bielsko-Biała, to zima przy alei Piłsudskiego będzie spokojna. Dobre samopoczucie mogą jednak zmącić żółte kartki podstawowych piłkarzy
W 14 dotychczasowych meczach widzewiacy zdobyli 20 punktów, co daje im miejsce w środku ligowej stawki, z którego w dodatku mogą patrzeć w górę.

Przed ostatnim meczem w tym roku strata Widzewa do trzeciego miejsca gwarantującego grę w europejskich pucharach wynosi tylko pięć punktów. Za to nad strefą spadkową łodzianie mają w tej chwili aż 14 punktów przewagi. Nie bez znaczenia jest to, że z drużyn, które są w tabeli za nimi, przegrali jedynie z Wisłą Kraków. Z Piastem Gliwice, Koroną Kielce, Zagłębiem Lubin, Ruchem Chorzów i GKS Bełchatów wygrali, a z Jagiellonią Białystok na wyjeździe zremisowali.

W niedzielę o godzinie 14.30 zagrają z ostatnim w lidze Podbeskidziem, które zdobyło wówczas tylko pięć punktów i u siebie w tym sezonie nie wygrało ani razu! Naturalnym faworytem są widzewiacy. Tym bardziej że po wygranej z Koroną w ostatnią sobotę do ostatniego meczu w tym roku mogą podejść na większym luzie.

- Gdybyśmy w pojedynku z Koroną nie zdobyli kompletu punktów, to z Podbeskidziem czekałby nas pojedynek na noże - mówił Jakub Bartkowski, według którego za Widzewem jest udana runda. - Początek był idealny, środek nieco gorszy, a teraz liczę na dobrą końcówkę. Mam nadzieję, że jesień zakończymy z siedmioma zwycięstwami. Po to jedziemy do Bielska - mówi.

Trener Radosław Mroczkowski przestrzega jednak przed zbytnim optymizmem, bo gospodarze zagrają z nożem na gardle. Dla nich każda strata punktów zmniejsza i tak niewielkie szanse na utrzymanie w ekstraklasie. - Takie mecze są najtrudniejsze. Dzieli nas sporo punktów, lecz nie jest to różnica wystarczająca do utrzymania. Poza tym Podbeskidzie to bardzo doświadczony zespół, chyba najstarszy w ekstraklasie - podkreśla szkoleniowiec. Mroczkowski obawia się też ekstremalnych warunków do gry. - Na szczęście będą takie same dla obu zespołów - dodaje.

Mrozu i śniegu nie boi się Hachem Abbes. - Bo ja bawię się zimą - śmieje się Tunezyjczyk. Na pytanie, czy pamięta choć jednego piłkarza Podbeskidzia, odpowiedział: - Demjana, bo w wiosennym meczu mnie uderzył!

Samopoczucie w drużynie z alei Piłsudskiego jest tym bardziej dobre, że żaden z piłkarzy (nie licząc oczywiście Macieja Mielcarza) nie jest kontuzjowany, żaden też nie musi pauzować za kartki. Trener ma więc z kogo wybierać. Ale... W Bielsku-Białej uważać powinni zwłaszcza obrońcy, w tym dwaj środkowi. Abbes i Thomas Phibel, a także Bartkowski, mają na koncie po trzy żółte kartki. Kolejne eliminują ich z udziału w pierwszym meczu wiosny. - Dlatego zimą musimy wzmocnić defensywę - zastrzega Mroczkowski. W niedzielę na pewno nie zagra Aleksandr Lebiediew, który już pożegnał się z Widzewem i wyjechał z Łodzi.

- Jedziemy po zwycięstwo. Jeżeli ten cel zrealizujemy, to już tylko siedmiu punktów będzie nam brakowało do magicznej bariery 30 punktów, która teoretycznie zagwarantuje utrzymanie. Jak wygramy z Podbeskidziem, to zimowa przerwa będzie bardzo spokojna - mówi napastnik Mariusz Stępiński. Ma rację, bo w ostatnich ośmiu sezonach do utrzymania potrzebne było od 23 do 29 punktów.

Widzew po raz trzeci zagra z Podbeskidziem w ekstraklasie. W poprzednim sezonie zremisował w Bielsku-Białej 0:0 i w pierwszym wiosennym meczu przegrał 0:1.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego