Jaka runda, taki ostatni mecz. Młodzież znów uratowała Widzew Łódź

W rundzie jesiennej główne role w Widzewie odgrywała młodzież. Tak samo było w ostatniej kolejce, w spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała
Piłkarskie powiedzenie mówi, że gdy nie możesz wygrać, ciesz się z remisu. Ale widzewiacy zapewne wrócili z Bielska-Białej z mieszanymi odczuciami, bo mogli zdobyć komplet punktów. Humor poprawiło im to, że dopiero w końcówce wyrównali.

Zamiast spędzić zimę z 23 punktami, mają o dwa mniej. Od strefy spadkowej dzieli ich aż 15, od ścisłej czołówki - dwa zwycięstwa. To kapitalny wynik drużyny, której średnia wieku wynosiła 22,6 roku (chodzi o skład, w jakim Widzew kończył grę).

Przed sezonem nawet najwięksi optymiści nie liczyli na taki dorobek, podobnie jak mało kto znał Aleksa Bruno czy Krystiana Nowaka. Mariusz Rybicki i Mariusz Stępiński mieli za sobą występy w ekstraklasie, a ten pierwszy nawet gola, lecz były to tylko epizody. Właśnie oni plus najlepszy na śliskim i zmrożonym boisku 21-letni Princewill Okachi i 32-letni Sebastian Dudek w końcówce spotkania z Podbeskidziem starali się odrobić straty.

Udało się, bo 19-letni Rybicki odważnie wbiegł w pole karne, zmuszając do błędów dwóch zawodników gospodarzy, a ostatni w tym roku punkt zapewnił Widzewowi rok młodszy Nowak, rozgrywający czwarty mecz w ekstraklasie. Ważne, że łodzianie nie atakowali chaotycznie, ale z rozmysłem szukali słabości przeciwnika. Unikali wstrzeliwania piłki w pole karne czy gry na tzw. aferę.

Taki właśnie pomysł na grę ma trener Radosław Mroczkowski. Razem ze swoimi współpracownikami uczą młodzież grać w piłkę, a nie kopać ją do przodu. To kilka razy kosztowało Widzew stratę punktów, jak w spotkaniu z Polonią Warszawa. Podobnie było w ostatniej kolejce, w której zamiast spokojnie wypunktować rywala, łódzcy piłkarze musieli walczyć o remis do ostatnich minut.

W skrócie wyglądało to tak: widzewiacy spokojnie przeczekali napór gospodarzy, skontrowali i po rzucie karnym wykorzystanym przez Łukasza Brozia (w 100. meczu w ekstraklasie) prowadzili. Gdy wydawało się, że Podbeskidzie jest już bezradne, tradycyjnie już podopieczni trenera Mroczkowskiego rozluźnili się i błyskawicznie stracili dwa gole. Kolejny raz pokazali, że mają charakter i potrafią walczyć do końca. Mogli nawet wygrać, lecz wychodzący na dobrą pozycję Rybicki został bezpardonowo wycięty.

Co ważne, żaden z widzewskich obrońców nie dostał żółtej kartki i w pierwszym wiosennym spotkaniu wszyscy mogą zagrać. Ale drużynę trzeba wzmocnić, bo środek rundy pokazał, że przez brak wartościowych zmienników zespół ma o kilka punktów mniej. A, jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia...