Waldemar Fornalik dla lodz.sport.pl: "W Widzewie Stępiński ma szansę na grę, a to w jego wieku najważniejsze"

Mariusz Stępiński i Łukasz Broź z Widzewa dostali powołania na towarzyski mecz reprezentacji Polski z Rumunią 2 lutego. Selekcjoner Waldemar Fornalik opowiada lodz.sport.pl, dlaczego zaprosił widzewiaków do kadry
Bartłomiej Derdzikowski: Dlaczego powołał pan do reprezentacji 17-letniego Stępińskiego?

Waldemar Fornalik: Mam zasadę, że nie tłumaczę publicznie, dlaczego powołałem tego czy innego zawodnika. Być może niektórzy uważają, że to powołanie na wyrost, ale ja jestem innego zdania, bo Stępiński to utalentowany chłopak. Zbierałem też opinie na jego temat jako człowieka, tego, jaki ma charakter. To, co o nim usłyszałem, też miało wpływ na powołanie. Mam wrażenie, że to nie jest zawodnik, któremu grozi choroba popularności, że mu to powołanie zaszkodzi. A wręcz przeciwnie. Gdybym był na jego miejscu, to cieszyłbym się, że znalazłem się na liście naprawdę dobrych zawodników i motywowałoby mnie to do pracy. Poza tym - to może źle zabrzmi - ale prawda jest też trochę taka, że powołałem Mariusza, bo w tej chwili nie ma innych napastników. Arek Milik wyjechał za granicę i szukaliśmy optymalnego rozwiązania na wyjazd do Hiszpanii i mecz z Rumunią i uznaliśmy, że Mariusz to chłopak, któremu warto dać szansę.

Obserwował pan go na pewno w rundzie jesiennej. Co takiego w nim pana urzekło?

- Nie chcę za dużo mówić. Na pewno ma instynkt snajperski. Zdobywał gole, chociaż grał mniej niż inni napastnicy. Patrzyłem też na jego grę w kadrze młodzieżowej. To oczywiście trochę inna piłka, inna gra, ale zobaczyłem w nim duży potencjał. Zapewniam, że jego powołanie i każdego innego piłkarza dogłębnie analizowaliśmy. Liga nie gra, niewiele się działo, więc teoretycznie mogliśmy powołać tych samych zawodników, co ostatnio. Ale tak nie jest. Spotkaliśmy się w sztabie szkoleniowym trzy razy, zanim ogłosiliśmy listę powołanych. Uznaliśmy, że Stępiński to dobry wybór, że warto dać mu szansę.

Powołanie już na drugie, kolejne zgrupowanie dostał też inny widzewiak Łukasz Broź. Rozumiem więc, że w meczu z Macedonią pana nie zawiódł?

- Cała tamta drużyna pokazała się z dobrej strony. Usłyszałem wiele dobrego na temat tamtego meczu i postawy zawodników, którzy w nim zagrali. Uznaliśmy, że nie ma sensu robić rewolucji, tylko drobne korekty. Stąd właśnie powołanie dla Stępińskiego. A Łukasz rozegrał wtedy naprawdę dobry mecz.

Cały czas szuka pan zmiennika dla Łukasza Piszczka, który gra regularnie w Lidze Mistrzów i silnej lidze niemieckiej. Czy piłkarz Widzewa może na taki poziom wskoczyć?

- Przyszłość jest nieodgadniona, ludzkich możliwości też nie da się do końca zbadać. Łukasz na pewno ma talent i moim zdaniem nie zatrzymał się w rozwoju, tylko systematycznie się rozwija. Także dlatego jest w kadrze.

Stępiński niedługo skończy 18 lat i będzie mógł o sobie decydować, także w sprawie swojej kariery. Trener Radosław Mroczkowski chce, by Mariusz został w Widzewie i dalej się rozwijał. Z drugiej strony niewiele od niego starszy Arkadiusz Milik już ruszył na podbój Bundesligi. Co pan, jako trener reprezentacji, radziłby młodemu piłkarzowi Widzewa?

- To indywidualne wybory. Oczywiście rozmawiałem z Arkiem Milikiem przed wyjazdem, ale mam minimalny wpływ na to, co wybierze zawodnik. Nie chciałbym mówić publicznie, co moim zdaniem Mariusz powinien zrobić. Powiem tylko tyle, że bardzo dobrze rozwija się w Widzewie. Droga, którą idzie, jest dobra. Tam przede wszystkim ma duże szanse na systematyczną grą, co w tym wieku jest najważniejsze.

Widzew w ogóle stawia na młodzież. Podoba się to panu?

- Tak, to dobra droga. Kiedy pracowałem w Ruchu Chorzów, mówiłem, że im więcej młodych piłkarzy trafia do ekstraklasy, tym większy pożytek z tego będzie miała reprezentacja. Pracując w klubie, miałem poczucie, że pracuję też dla kadry narodowej i starałem się inwestować w młodych zawodników. Widzew też tak robi. I na szczęście nie tylko on, bo także Legia Warszawa czy Lech Poznań. To naprawdę dobry trend.