Widzew Łódź gra w Chorzowie, czyli nerwy przed Ruchem [ZAPOWIEDŹ]

W sobotę o godz. 13.30 Widzew zagra w Chorzowie z Ruchem. Zamiast myśleć o tym, jak pokonać rywali, Radosław Mroczkowski ma jednak na głowie zupełnie inne sprawy
Nominalnego lewego obrońcy w Widzewie nie ma od ubiegłego lata, gdy z al. Piłsudskiego zwiał Brazylijczyk Dudu, który miał dosyć problemów finansowych klubu i pieniędzy poleciał szukać aż do Meksyku.

Jesienią po lewej stronie defensywy Widzewa grał więc prawonożny Jakub Bartkowski i raz szło mu lepiej, raz gorzej. Znalezienie zimą lewonożnego obrońcy było jednym z priorytetów Mroczkowskiego. I w końcu takiego piłkarza trener łódzkiej drużyny znalazł. Nawet dwóch. Dla Dino Gavricia bok defensywy to jednak pozycja nr 2. Chorwat lepiej czuje się w środku defensywy. Było to zresztą widać tydzień temu w meczu ze Śląskiem Wrocław, bo Gavrić nie radził sobie na skrzydle najlepiej. Tam grać powinien Denis Kramar. Już 9 stycznia zapadła decyzja, że Słoweniec będzie w kadrze Widzewa na rundę wiosenną. Po godzinie gry w sparingu z Cracovią Mroczkowski uznał, że 22-latek może być wzmocnieniem drużyny, właśnie tym lewym obrońcą, którego klub szukał od miesięcy. Tyle tylko, że Kramar wciąż nie podpisał kontraktu, z drużyną z al. Piłsudskiego trenuje więc gościnnie. Mecz ze Śląskiem go ominął. Teraz - wszystko na to wskazuje - ominie go także spotkanie z Ruchem Chorzów. Mroczkowski traci cierpliwość, a właściwie to już ją stracił. Zapytany na przedmeczowej konferencji, czy w Chorzowie będzie mógł liczyć na Kramara, odpowiedział zdenerwowany: - Chciałem wyjaśnić jedną rzecz - ja odpowiadam za ocenę zawodnika, jego przydatność do zespołu. Za ciąg dalszy transferu, jego dopięcie, odpowiada zarząd i proszę tam skierować pytanie. Ja się pod tym nie podpisuję. Dla mnie to powinno być załatwione.

Co na to zarząd? Michał Kulesza, rzecznik prasowy klubu i jego członek, tłumaczy, że Widzew szuka pieniędzy dla nowych zawodników. - Przypominam, że w zakończonym właśnie okresie transferowym nie wytransferowaliśmy żadnego zawodnika i nic nie zarobiliśmy. Staramy się teraz zrównoważyć budżet, zabezpieczyć pieniądze dla nowych graczy - wyjaśnia.

Ale to raczej tylko część prawdy. Jak wiadomo nieoficjalnie, działaczom też można w tej sprawie wiele zarzucić. Tydzień temu ważył się występ Dino Gavricia. Dopiero w czwartek, czyli dwa dni przed meczem ze Śląskiem, Widzew potwierdzał w federacji chorwackiej, czy Gavrić jest wolnym zawodnikiem. Tymczasem piłkarz z drużyną trenował już od kilku tygodni. Ostatecznie Gavricia udało się potwierdzić do gry, ale trudno się dziwić, że Mroczkowski się denerwował. I teraz - przed meczem nr 2 - przeżywa to samo. Tym bardziej że tak samo wygląda sytuacja z Marcinem Robakiem. - Sprawa Marcina się rozpoczęła, ale o ciąg dalszy mnie proszę nie pytać - mówi Mroczkowski.

Na razie w cieniu tych spraw jest mecz z Ruchem, a to powinien być temat nr 1 przy al. Piłsudskiego. Chorzowski zespół jest na trzecim miejscu od końca w tabeli, a do tego w pierwszej wiosennej kolejce przegrał u siebie z Lechem Poznań aż 0:4, więc teoretycznie to rywal zdecydowanie słabszy od Śląska. - Z pewnością pierwszy mecz nie był dla Ruchu udany, ale nie można też powiedzieć, że Lech rozegrał jakieś wielkie spotkanie. Na pewno czeka nas trudny mecz. Nie spodziewamy się, że będzie łatwo i przyjemnie, tym bardziej że później w Pucharze Polski z Zagłębiem Lubin Ruch zagrał już zupełnie inaczej - mówi trener Widzewa.

Wielkich zmian w składzie łódzkiej drużyny nie należy się spodziewać, chociaż niewykluczone, że wobec kontuzji Sebastiana Dudka po raz pierwszy w pierwszym składzie zagra Veljko Batrović. - Jego cierpliwość będzie nagrodzona. Grał w sparingach, jest gotowy i w formie. Najwyższy czas, by się pokazał - mówi Mroczkowski.