Odszedł Władysław Stachurski, były trener Widzewa [WSPOMNIENIE]

Zapamiętam Stachurskiego jako jednego z najinteligentniejszych i najdowcipniejszych trenerów - zmarłego w środę byłego trenera Widzewa i reprezentacji Polski wspomina Jarosław Bińczyk, dziennikarz ?Gazety? i Łódź.sport.pl
Odszedł trener, od którego zaczęła się era wielkiego Widzewa. Bez Niego nie byłoby dwóch mistrzostw Polski ani Ligi Mistrzów. Oczywiście Jego wkład w sukcesy był mniejszy od tego, co zrobił Franciszek Smuda, lecz Władysław Stachurski dołożył niewielką cegiełkę do stworzenia drużyny, która jako ostatnia z polskich odnosiła sukcesy na europejskich stadionach.

Przyszedł do klubu mającego duże ambicje, ale nie bardzo potrafiącego je zrealizować. W dziesiątej kolejce rundy jesiennej sezonu 1993/1994 Widzew przegrał u siebie z Zawiszą Bydgoszcz, za co posadą zapłacił Marek Woziński. Zastąpił go Władysław Stachurski, mający za sobą awans z Legią do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów i awans z Zawiszą do pierwszej ligi. Drużyna zajęła szóste miejsce, ale rozpoczęła się jej gruntowna przebudowa. Czterech graczy wyrzucono za niesportową postawę, postawiono na kilku wychowanków i młodych. Szansę dostali Radosław Kowalczyk, Marcin Boguś czy Sławomir Gula. Następnie do Widzewa trafili Andrzej Woźniak, Mirosław Szymkowiak, Dariusz Podolski czy Grzegorz Mielcarski.

Jednak mimo wzmocnień zespół spisywał się poniżej oczekiwań. Z perspektywy czasu uważam, że Władysław Stachurski był zbyt porządnym człowiekiem, by poradzić sobie z porządną drużyną. Być może zabrakło mu buty i takiej pozytywnej bezczelności Franciszka Smudy? 19 kwietnia Widzew przegrał w Szczecinie z Pogonią, za co Władysław Stachurski zapłacił utratą pracy.

Rok później objął reprezentację Polski. Też na krótko, bo ówczesny prezes PZPN Marian Dziurowicz chciał powrotu Antoniego Piechniczka. Miał problemy ze zdrowiem, ale zdążył jeszcze zdobyć z Legią Puchar Polski.

Zapamiętam Stachurskiego jako jednego z najinteligentniejszych i najdowcipniejszych trenerów. Był autorem wielu zabawnych komentarzy. "Niecelny strzał? Nie ma kontry" - żartował. A piłkarzy niepotrafiących grać charakteryzował krótko: "W którą stronę stoi, tam wali (kopie)". W środę zmarł na zawał. Miał 67 lat.