Czy dla Radosława Mroczkowskiego, trenera Widzewa, punkty nie są najważniejsze?

Widzew wciąż pozostaje bez zwycięstwa w rundzie rewanżowej. Ale w sytuacji, w której drużyna z al. Piłsudskiego nie musi raczej martwić się o utrzymanie, punkty nie są chyba dla trenera Radosława Mroczkowskiego najważniejsze
O sobotnim meczu Widzewa z Zagłębiem Lubin można napisać wiele złego. Co prawda na trybuny stadionu przy al. Piłsudskiego w końcu wrócili kibice i świetnie dopingowali piłkarzy, ale ci nie dostosowali się do ich poziomu. Podobnie zresztą jak piłkarze Zagłębia.

Mecz był przeraźliwie nudny, i to nie tylko dlatego, że nie padły gole. W spotkaniu Lecha Poznań z PGE GKS-em Bełchatów bramek też nie było, a emocji nie brakowało. W Łodzi żadna z drużyn nie stworzyła tak naprawdę 100-procentowej okazji do strzelenia gola, dobrych, składnych akcji też było niewiele, można je policzyć na palcach jednej ręki, i to nie na wszystkich.

Szczery i krytyczny w ocenie gry swojej drużyny był Łukasz Broź: - Zagłębie nastawiło się na grę z kontry, więc ciężko było coś zrobić. My byliśmy bardzo statyczni, szczególnie w drugiej połowie. Mało było ruchu, wyjść na wolne pole. Każdy chciał startować z miejsca, wziąć piłkę i jechać. Dlatego dopiero pod koniec udało nam się stworzyć dwie okazje, po których mogliśmy coś strzelić. Nie były to jednak klarowne sytuacje. One wynikały nie z zespołowych akcji, ale z wygranych indywidualnych pojedynków. Tego potrzeba więcej, zwłaszcza na skrzydłach. Tymczasem dziś klepaliśmy sobie piłkę, czekając, aż coś się zdarzy - oceniał kapitan Widzewa.

Broź w wiosennych meczach często wspomagał kolegów w ofensywie i nie umknęło to trenerom kolejnych rywali. Lubinianie skutecznie zablokowali prawego obrońcę łodzian. - Ciężko mi było nawet się rozpędzić, bo stale miałem przed sobą dwóch zawodników, którzy mnie blokowali - opowiadał widzewiak.

Siła ofensywna gospodarzy zależała więc tylko od widzewskiej młodzieży - najbardziej wysuniętego do przodu Mariusza Stępińskiego, wspierającego go Mariusza Rybickiego i duetu skrzydłowych Alexa Bruno i Bartłomieja Pawłowskiego. Próbował im pomagać doświadczony Sebastian Dudek, ale tym razem miał więcej zadań defensywnych niż ostatnio. "Dzieciaki Mroczkowskiego" nie dały rady, przegrywały większość pojedynków jeden na jeden z rywalami (może z wyjątkiem Pawłowskiego), często odbijały się od nich jak od ściany, bo ci zdecydowanie górowali nad widzewiakami warunkami fizycznymi. A sprytu, by przechytrzyć silniejszych przeciwników, łodzianom zabrakło.

Widzew miałby chyba większe szanse na wygraną, gdyby wyszli na Zagłębie w innym składzie, z kilkoma bardziej doświadczonymi i silniejszymi piłkarzami w jedenastce, jak Radosław Bartoszewicz, Princewill Okachi czy Marcin Kaczmarek (doświadczonego napastnika w Widzewie w tej chwili nie ma), ale Mroczkowski stawia na młodych świadomie, wygląda na to, że ogrywanie ich stawia ponad zdobywanie punktów, chociaż oczywiście chce wygrywać w każdym meczu. Sytuacja Widzewa w tabeli jest bezpieczna, spadek raczej mu nie grozi, bo drużyny z dołu tabeli cały czas nie wygrywają, więc trener łódzkiego zespołu może sobie pozwolić na budowanie zespołu, na robienie z "dzieciaków" mężczyzn, nawet jeśli oznacza to stratę punktów. - Zagrała młodzież, bo naszym celem jest zdobywanie doświadczenia właśnie w takich meczach - tłumaczył zresztą po meczu Mroczkowski.

Podstawowa jedenastka Widzewa była najmłodsza w ekstraklasie w tym sezonie, jej średnia wieku to niespełna 22 i pół roku, a po przerwie oprócz 33-letniego Kaczmarka na boisko weszli jeszcze 19-letni Veljko Batrović i rok młodszy Patryk Stępiński, który zresztą zadebiutował w ekstraklasie. To tylko potwierdza tezę o stawianiu na młodych zawodników.

Oczywiście nie wszystkim musi się to podobać, zwłaszcza tym kibicom, którzy chcą zwycięstw. Trudno jednak zarzucać Mroczkowskiemu, że nie myśli o przyszłości, że pracuje bez planu. Mecz z Zagłębiem był dla jego młodych piłkarzy jednym z egzaminów dojrzałości. Nie zdali go, ale na pewno wiele się nauczyli.

Czy trener Widzewa Radosław Mroczkowski dobrze robi stawiając głównie na młodych piłkarzy?
Więcej o: