Maciej Mielcarz, bramkarz Widzewa, gotowy do powrotu: "Czekam tylko na zgodę lekarza. Uraz psychiczny? Nic takiego nie czuję"

Już po diagnozie wiedziałem, że wrócę na boisko tak szybko, jak tylko będzie to możliwe - mówi Maciej Mielcarz. Bramkarz Widzewa wraca do gry po ciężkiej kontuzji
Bartłomiej Derdzikowski: Za panem najgorsze pięć miesięcy w...

Maciej Mielcarz: Dokładnie cztery i pół.

To najgorszy okres w karierze?

- (śmiech ) W przygodzie z piłką. Ale na poważnie, to wydaje mi się, że tak. To najpoważniejsza kontuzja, jaką miałem. Zerwanie wiązadeł w kolanie to jeden z najgorszych urazów dla piłkarza.

Podobno nawet gorsze od złamania.

- Nie wiem, bo - odpukać - złamania jeszcze nie przeżyłem. Ja miałem to szczęście, że moją operację bardzo dobrze przeprowadził doktor Marcin Domżalski, a później miałem świetną rehabilitację z panią Anną Głowacką. Wszystko przebiegało bez zarzutu i mam nadzieję, że jak najszybciej wrócę na boisko.

Mówi pan o fachowcach, ale pacjent, a raczej jego podejście do rehabilitacji, też jest bardzo ważny.

- Na pewno tak, ale z tym nie było u mnie problemu, bo wiem, że gra w piłkę to moja praca. Byłem zdeterminowany, wiedziałem, że muszę podejść do rehabilitacji na 100 procent. To wszystko daje pozytywne efekty.

Miał pan chwile zwątpienia, że coś będzie nie tak?

- Nie, ale to wynika z mojego charakteru. Już po diagnozie wiedziałem, że wrócę na boisko tak szybko, jak tylko będzie to możliwe.

Podobno zaraz po tym, jak na treningu zerwał pan wiązadła, powiedział pan: "To już koniec". Bał się pan o dalszą karierę? W sumie to nie jest pan już taki młodziutki...

- Mam dopiero 32 lata z kawałkiem. W bramce jeszcze mogę długo pograć. Rzeczywiście powiedziałem, że to już koniec, ale miałem na myśli koniec rundy. Od razu czułem, że stało się coś poważnego.

Jak wyglądały te 4,5 miesiąca? Wcześniej, przez lata, pana życie, praca były bardzo poukładane, a nagle to się zmieniło.

- Po trzech miesiącach wróciłem do zajęć z trenerem Andrzejem Woźniakiem i od tamtej pory, już prawie od dwóch miesięcy, trenuję dwa razy dziennie - chodzę na rehabilitację i mam zajęcia drużyną. Szybko wróciłem więc do rytmu, do jakiego się przyzwyczaiłem. Najgorsze były oczywiście dwa pierwsze miesiące, rehabilitacja wyglądała trochę inaczej niż teraz, było ciężko. No i koledzy mieli wolne, a ja pracowałem.

Rehabilitacja to cięższa praca od treningów bramkarskich z wymagającym trenerem?

- Na pewno inna. Nie jest łatwo, ale też nie ma sensu przesadzać. Piłkarze są do takich rzeczy przyzwyczajeni.

Ostatnim widzewiakiem, który zerwał wiązadła, był Łukasz Broź. Opowiadał mi kiedyś, że nie mógł usiedzieć w domu, że go nosiło...

- Na pewno tak jest. Ten okres, zaraz po operacji, gdy noga jest spuchnięta, nie jest przyjemny. Myśli się wtedy o tym, by jak najszybciej wrócić. Mnie też ciągnęło na boisko, ale szybko potrafiłem się przyzwyczaić do myśli, że jeszcze muszę poczekać, że to jeszcze jest niemożliwe.

Żona nie narzekała, że siedzi pan w domu i marudzi?

- (śmiech ) Nie, bo chodziłem na rehabilitację, raz, czasem dwa razy dziennie. W domu nie było mnie dłużej niż wtedy, gdy normalnie trenuję.

Może pan już dziś powiedzieć, że zakończył pan rehabilitację, że może wrócić na boisko?

- To już chyba ostatni tydzień. Przede mną jeszcze wizyta u doktora Domżalskiego. Jeśli tylko da mi zgodę na treningi na 100 proc., to uznam, że jestem już po kontuzji. Ja sam czuję, że jestem gotowy.

Jest jeszcze coś takiego jak uraz psychiczny...

- Nie czuję nic takiego. Nigdy nie miałem problemów z psychiką. Jak tylko będę miał zapewnienie od lekarza, że z punktu widzenia medycyny wszystko jest w porządku, to nie będzie już żadnego problemu. Nie ma mowy o jakiejś blokadzie.

Kiedy przewiduje pan powrót do bramki Widzewa? Ma pan jakiś plan?

- Na pewno moją ambicją jest gra w pierwszym składzie. Ale wszystko po kolei. Wkrótce będę walczył o miejsce w bramce.

Milos Dragojević nie wykorzystał czasu, gdy był pan kontuzjowany, i niedawno stracił miejsce w bramce.

- Nie będę go oceniał, bo to mój kolega po fachu. Na pewno Drago wie, jakie błędy popełniał. Wszystko zależy od niego.

Gra młody Maciej Krakowiak...

- Miał dobry debiut w meczu z Ruchem Chorzów. Później w dwóch meczach nie wpuścił bramki. Na pewno ma spory talent.

Widzew słabo zaczął rundę wiosenną. Co się dzieje?

- Każdy wie, że wyniki nie są najlepsze, i zapewniam, że w drużynie nikt nie jest zadowolony z tych dwóch punktów w czterech meczach. Na pewno apetyty - i nasze, i kibiców - były rozbudzone po turnieju Copa del Sol, w którym Widzew spisywał się bardzo dobrze. W lidze jest już gorzej, chociaż ważny jest fakt, że mieliśmy sporo sytuacji bramkowych. Niestety, szwankowała skuteczność i punktów jest mniej, niż powinno.

Gra w lidze też jest gorsza od tej w Hiszpanii.

- Copa del Sol to był turniej, ale jednak towarzyski, a mecze w nim były jednak sparingami. Wiem z doświadczenia, że to jednak coś innego niż ligowe spotkania.

Tyle że Widzew grał w Hiszpanii z czołowymi drużynami z Norwegii i Danii, a w finale z Szachtarem Donieck.

- To prawda, ale dla tych drużyn to też były sparingi i podejście piłkarzy mogło być inne niż do meczów ligowych.

Na koniec spytam o piątkowy mecz Polaków z Ukraińcami...

- Jak każdy jestem zawiedziony. Wszyscy liczyliśmy na więcej, a tutaj już po 10 minutach było praktycznie po meczu.