Radosław Mroczkowski wielkim eksperymentatorem. Co powstanie z Widzewa? Maszyna do wygrywania czy Frankenstein?

Widzew przegrał z Górnikiem 1:3 i wciąż pozostaje bez wygranej w rundzie wiosennej. Czy trener Radosław Mroczkowski popełnił w Zabrzu błędy? A jeśli tak, czy możemy mu wybaczyć?
Rotujemy dużą liczbą zawodników, bo myślimy o następnym sezonie. Chcemy się dowiedzieć, na kogo możemy stawiać. Pewnie gdybyśmy postawili teraz na jedenastu, dwunastu piłkarzy, to w niektórych elementach nasza gra wyglądałaby lepiej. Ale my jesteśmy na innym etapie pracy i nie planujemy zmieniać zasad - mówił dzień przed meczem z Górnikiem Mroczkowski.

Półtora tygodnia wcześniej - w meczu przeciwko Zagłębiu Lubin - wystawił do gry najmłodszą jedenastkę w tym sezonie, nie tylko w Widzewie, ale w całej lidze. Na średnią wieku 22,4 roku złożyło się m.in. pięciu młodych graczy: Krystian Nowak, Mariusz Rybicki, Alex Bruno, Bartłomiej Pawłowski i Mariusz Stępiński. W czwartek - w meczu przeciwko Górnikowi - żadnego z nich nie było w pierwszym składzie, dwaj weszli na boisko w trakcie gry, a dwóch w ogóle nie było w kadrze. Średnia wieku drużyny z al. Piłsudskiego skoczyła do prawie 26 lat, bo tym razem Mroczkowski postawił na doświadczonych zawodników. Trener Widzewa nie rzucał więc słów na wiatr, rotuje na całego.

Tym bardziej że w Zabrzu Łukasz Broź zagrał po lewej, a nie jak zwykle po prawej stronie obrony, Michał Płotka na odwrót, Marcin Kaczmarek wylądował na prawym skrzydle, a nominalny obrońca Denis Kramar na lewym skrzydle. Największym zaskoczeniem był jednak występ defensywnego pomocnika Princewilla Okachiego w ataku. - Ustawiłem go na szpicy, bo ćwiczyliśmy to na sparingach - tłumaczył Mroczkowski po meczu. Żadna z tych zmian nie wyszła niestety Widzewowi na dobre. Tak na marginesie, wystawienie Nigeryjczyka, a nie Mehdiegio Ben Dhifallaha w ataku oznacza chyba, że to koniec Big Bena w łódzkiej drużynie. Tym bardziej że w czerwcu kończy mu się kontrakt. Łódź opuści pewnie obrażony, bez... pieniędzy.

W Zabrzu zamiast Okachiego w ataku łódzkiej drużyny od początku mogli też teoretycznie zagrać Stępiński i Pawłowski, ale trener Widzewa uznał, że są zbyt zmęczeni po dwóch meczach w młodzieżowej reprezentacji i jednego wpuścił na boisko przed przerwą, a drugiego po niej. Obaj dali bardzo dobre zmiany, ten drugi strzelił pięknego gola. Może jednak byłoby lepiej, gdyby grali od początku, a zostali zmienieni w trakcie gry? Już się tego nie dowiemy.

Inna sprawa, że o rewolucji w składzie Widzewa pewnie byśmy nie dyskutowali, gdyby nie zawalił bramkarz, a Marcin Kaczmarek przy wyniki 1:0 dla zabrzan z bliska trafił do bramki...

Przed meczem z Górnikiem Mroczkowski mówił też o determinacji, o tym, że to podstawa, że dopiero później o wyniku meczu decydują umiejętności techniczne. Niestety, piłkarze albo nie usłyszeli tego, co mówi trener, albo nie zrozumieli, bo na tym polu od początku gry przegrywali z rywalami. Chociaż nie bez znaczenia jest też pewnie fakt, że zawodnikom Górnika łatwiej zmotywować się do walki - za wygrane mają premie, a wcześniej przegrali trzy kolejne mecze i sporo pieniędzy już stracili. W Widzewie o premiach nie ma mowy, z pensjami też jest krucho. O to do trenera pretensji mieć nie można.

Ale czy Mroczkowski popełnił błędy, dokonując tylu i takich zmian w składzie? Czy możemy mieć do niego pretensje? Wynik, czyli przegrana z Górnikiem, wskazuje na to, że tak. Trenera bronią przecież wyniki, a w Zabrzu Widzew przegrał. Czy możemy mu jednak wybaczyć? Jeśli to rzeczywiście część większego planu i Mroczkowski rzeczywiście sprawdza, na kogo i na jakich pozycjach może liczyć w przyszłości, to musimy to uszanować i uzbroić się w cierpliwość. Widmo spadku wciąż nie zagląda widzewiakom w oczy, więc na eksperymenty można sobie pozwolić, chociaż oczywiście cierpliwość kibiców też ma swoje granice. Porażkę z Górnikiem w składzie, który budzi wątpliwości, i kilka innych niepowodzeń, łatwiej będzie nam Mroczkowskiemu wybaczyć, jeśli latem dokończy to, co robi teraz, i wyrzuci z drużyny piłkarzy, którzy do Widzewa i ekstraklasy się nie nadają, a w ich miejsce przyjdą lepsi. Te eksperymenty będą miały sens, jeśli Mroczkowski stworzy maszynę do wygrywania, a nie... Frankensteina.