Veljko Batrović z Widzewa Łódź o powrocie do formy, "bałkańskim Messim" i marzeniach o wielkim klubie [WYWIAD]

- Nie żałuję przyjścia do Widzewa. A jeśli chodzi o moją przyszłość, to nie mam przecież 29 lat, więc jeszcze wiele lat gry przede mną. Nie jest więc wykluczone, że kiedyś trafię do któregoś z wielkich klubów - mówi w rozmowie z "Gazetą" i Łódź.sport.pl 19-letni Veljko Batrović, pomocnik drużyny z al. Piłsudskiego.
Szymon Bujalski: Jesteś zdrowy i nic cię nie boli?

Veljko Batrović: (śmiech ) Tak, wszystko jest w porządku.

W Widzewie jesteś już od roku, ale przez większość tego czasu leczyłeś kontuzję. Nie miałeś w pewnym momencie już dość oglądania meczów z trybun?

- Oczywiście, że miałem. To wszystko bardzo mnie męczyło, bo chciałem grać, ale niestety nie mogłem. Nic na to nie mogłem jednak poradzić. Musiałem się z tym pogodzić i ciężko pracować, by wrócić do zdrowia i do gry. Teraz jest już wszystko tak, jak powinno być, i robię, co mogę, by wykorzystać swoją szansę. Mam nadzieję, że z każdym meczem będziemy zdobywać coraz więcej punktów, a ja będę odgrywał coraz ważniejszą rolę w drużynie.

Masz za sobą cztery kolejne rozegrane mecze, w dwóch ostatnich wychodziłeś w wyjściowym składzie, a przeciwko Polonii zdobyłeś swego pierwszego gola w ekstraklasie. Cierpliwość się opłaciła...

- Dokładnie tak. Po powrocie do zdrowia naprawdę bardzo mocno starałem się pokazać na treningach, że zasługuję na grę. Na boisku daję z siebie wszystko. Walczę o piłki, dużo biegam i staram się wykonywać wszystkie polecenia trenera. To wszystko teraz przynosi efekty, z czego się bardzo cieszę.

Jesteś zadowolony ze swojej pozycji w drużynie?

- Jestem.

A ze swojej gry?

- Jeszcze nie. Wiem, że nie jestem jeszcze w najlepszej formie i mogę pokazać znacznie więcej. Myślę, że dobre jest jednak to, że dużo więcej gram w defensywie, czego oczekuje ode mnie trener Mroczkowski. Muszę nad tym cały czas pracować, bo chcę dawać drużynie jeszcze więcej. Także w ofensywie, w której muszę mieć więcej strzałów i częściej brać się za rozgrywanie akcji.

Kiedy w takim razie zobaczymy najlepszego Batrovicia?

- Myślę, że potrzebuję jeszcze dwóch, trzech spotkań.

Ostatnio przyjechał do ciebie ojciec [Zoran, były piłkarz m.in. Patrizana Belgrad i Deportivo La Coruna - przyp. red.], który będzie mieszkał z tobą do końca sezonu. Czyj to był pomysł?

- Mój. Jak zacząłem grać, to chciałem, żeby mógł na żywo oglądać moje spotkania, by potem dawać mi uwagi. Tata nigdy jednak nie powiedział, że zagrałem dobrze. Raczej nie mówi niczego pozytywnego. Zawsze mnie krytykuje i mówi, co powinienem poprawić. Ja to lubię. Wiem, że wymaga ode mnie jak najwięcej, bo chce dla mnie jak najlepiej.

Gdy przychodziłeś do Widzewa, mówiono o tobie "bałkański Messi". Podoba ci się?

- To określenie wzięło się z czasów, gdy byłem na testach w Arsenalu [w 2009 r.]. Jeden z dziennikarzy oglądał nasze spotkanie i tak napisał w relacji. A czy mi się podoba? Oczywiście, że tak. A komu by się nie podobało (śmiech ).

Poza Arsenalem pisano też, że zainteresowane tobą były takie kluby jak PSV Eindhoven, Olympique Marsylia, PSG, Milan, a nawet Real Madryt. Ile w tym prawdy?

- Z Realem to akurat nieprawda. Z pozostałych klubów było zainteresowanie, podobnie jak z Olympiakosu Pireus i Atletico Madryt. Najbliżej byłem przejścia do Arsenalu, ale z przyczyn formalnych okazało to się niemożliwe.

Jak piłkarz, któremu przyglądały się takie kluby, trafił do polskiej ligi i Widzewa?

- Nawet jakbym poszedł do wielkiego klubu, to na początku i tak zostałbym gdzieś wypożyczony. Przychodząc na testy do Widzewa, miałem 17 lat i uważałem, że dla takiego młodego piłkarza gra w ekstraklasie jest bardzo ważna. Nawet w Polsce, bo jednak grać w tak młodym wieku na najwyższym poziomie w jakimś kraju nie jest łatwo. A wiedziałem, że w Widzewie dają szansę młodym piłkarzom, dlatego uznałem, że to dla mnie najlepsza opcja. Po roku mogę powiedzieć, że nie żałuję przyjścia do Widzewa, bo mamy tu naprawdę fajną, młodą drużynę. Co ważne, jest też w niej kilku doświadczonych zawodników, którzy zawsze pomagają tym młodszym. A jeśli chodzi o moją przyszłość, to nie mam przecież 29 lat, więc jeszcze wiele lat gry w piłkę przede mną. Nie jest więc wykluczone, że kiedyś do któregoś z tych wielkich klubów trafię.

Masz swoich faworytów?

- Najbardziej podoba mi się liga włoska i Milan.

Na koniec chciałem spytać o grę Widzewa, który wiosną wygrał tylko jedno z siedmiu spotkań. Dlaczego wygrywanie przychodzi wam tak ciężko?

- Trudno powiedzieć. Zaczęliśmy rundę od trzech ciężkich spotkań na wyjeździe. Nie poszło nam w nich dobrze i to chyba wpłynęło na nas negatywnie. W pewnych momentach zabrakło nam też szczęścia, w innych popełniliśmy proste błędy... Trudno więc podać jeden powód. W ostatnich dwóch meczach zdobyliśmy jednak cztery punkty, więc jest już lepiej. Mam nadzieję, że najgorsze już za nami. Zwłaszcza że teraz częściej będziemy grać u siebie, a wiadomo, że łatwiej o zwycięstwo przy głośnym dopingu kibiców. Liczę, że potwierdzi to się w piątek i zdobędziemy z Piastem kolejne trzy punkty.

A ty znowu zagrasz w wyjściowym składzie...

- Ale tym razem przez pełne 90 minut (śmiech ).