Widzew Łódź gra z Jagiellonią Białystok. Punkty na wagę złota, bo strefa spadkowa niebezpiecznie blisko

W sobotę o godz. 13.30 Widzew gra z Jagiellonią Białystok. I potrzebuje zwycięstwa, by oddalić się od strefy spadkowej. - Może trochę za wcześnie poczuliśmy się bezpiecznie, ale myślimy pozytywnie. Nie trzeba wszczynać alarmu - twierdzą przy al. Piłsudskiego
Przed meczem najwięcej mówi się i pisze o Bartłomieju Pawłowskim. 20-latek jest najlepszym graczem Widzewa w rundzie wiosennej, strzelił w niej już cztery gole.

Łódzki klub wypożyczył go do końca roku właśnie z Jagiellonii, z którą piłkarz ma kontrakt do czerwca przyszłego roku. Zimą Widzew może go jednak wykupić za 50 tys. euro i przy al. Piłsudskiego już się na to zdecydowali. Chce tego sam Pawłowski. Z Jagiellonii chętnie się go bowiem pozbyli i teraz pewnie żałują. - Chcę zostać jeszcze przez jakiś czas w Widzewie, żeby nabrać doświadczenia i umiejętności. W Łodzi mam ku temu bardzo dobre warunki - mówi piłkarz.

Pawłowski zapewnia, że ma chłodną głowę, że w sobotę nie ma zamiaru mścić się na nikim z Białegostoku. - Na pewno chcę pozytywnie wypaść w tym spotkaniu, chciałbym zdobyć bramkę. Ale wolałbym wygrać mecz 1:0 i nie strzelić gola, niż przegrać 1:2 i zdobyć bramkę - mówi.

Spokojny o Pawłowskiego jest też Radosław Mroczkowski, trener Widzewa. - Wkładamy Bartkowi do głowy, by koncentrował się na samym meczu, a nie na tym, z kim będzie się mierzył - mówi. - I wydaje mi się, że ma spokojną głowę i przede wszystkim będzie chciał rozegrać lepszy mecz niż ostatnio z Wisłą Kraków, bo on sam nie był z siebie zadowolony. Dobrze, że ma w sobie pokorę i samokrytykę, że to dostrzegł.

W Widzewie bardzo liczą na Pawłowskiego, bo sytuacja drużyny po 24. kolejkach nie jest idealna. Nad przedostatnim w tabeli Podbeskidziem Bielsko-Biała łodzianie mają tylko pięć punktów przewagi (w piątek zespół z Bielska zremisował z Zagłębiem Lubin) i w terminarzu mecz z nim w ostatniej serii spotkań. Jeszcze niedawno nikt przy al. Piłsudskiego nie myślał, że drużyna będzie musiała martwić się o utrzymanie. - Na pewno myślimy pozytywnie. Może trochę za wcześnie poczuliśmy się za bezpiecznie. Wszystko było teoretycznie poukładane, a piłka jest nieprzewidywalna - przyznaje Mroczkowski. - Drużyny z dołu tabeli punktują, a runda jesienna w naszym wykonaniu i zdobycz punktowa są bardzo słabe. Ale, tak jak mówiłem, jesteśmy dobrej myśli. Bardzo zależy nam na zdobyciu punktów, wiemy, że sami musimy o to zadbać.

Podobnego zdania jest Michał Płotka, ostatnio podstawowy obrońca Widzewa. - Najważniejsze jest pozytywne myślenie. Dół punktował, a my nie za bardzo i nasza przewaga zmalała. Tak się zdarza. Nie wszczynałbym jednak alarmu. Musimy wierzyć w swoją pracę i to, że ona przyniesie dobre wyniki. Mam wrażenie, że ostatni tydzień przepracowaliśmy bardzo solidnie i dlatego jestem dobrej myśli. Widzę dużą determinację - zapewnia Płotka.

Na pewno większa wola walki u widzewiaków by się przydała, bo w polskiej lidze, dzięki bieganiu do upadłego i ambicji, na pewno można wygrać niejeden mecz. W ostatniej kolejce tego zabrakło i łodzianie przegrali ze słabiutką Wisłą Kraków. Mroczkowski liczy, że teraz będzie inaczej, marzy mu się też, by jego drużyna w końcu grała też dobrze w piłkę. - Potrzebujemy meczu, w którym będziemy od początku do końca grali, tak jak chcemy. Fazy dobrej gry to za mało - mówi.

Słabsza forma i wyniki Widzewa wiosną wynikać też mogą z tego, że drużynie nie pomagają Alex Bruno i Mariusz Rybicki. Obaj jesienią należeli do wyróżniających się zawodników swojego zespołu, Alex był nawet wschodzącą gwiazdką ligi. Teraz zniknęli. Brazylijczyka nie było nawet w kadrze na mecz z Wisłą, zagrał jedynie w Młodej Ekstraklasie. - Alex miał problemy zdrowotne - zdradza Mroczkowski. - Nie pracował systematycznie i także stąd wzięły się wahania jego formy, trudno mu ją ustabilizować. Ale już z tego wychodzi, ma za sobą występ w młodzieżowej drużynie. Mam nadzieję, że jeszcze będzie przydatny zespołowi, podobnie jak Mariusz, który nie do końca potrafi sprzedać to, co potrafi na boisku. Może rzeczywiście dostaje za mało minut? Na pewno jednak jeszcze nam pomoże, obaj nam pomogą.

Widzew traci do Jagiellonii pięć punktów, ale liga jest bardzo spłaszczona i drużyna z Białegostoku jest na wysokim szóstym miejscu. Łódzki zespół dopiero na trzynastym. Wygrana jest mu bardzo potrzebna. Na pewno nie będzie to proste, bo Jagiellonia lubi grać na wyjazdach, poza swoim stadionem zdobyła więcej punktów niż u siebie.

W sobotę swojej drużyny nie poprowadzi z ławki trener Tomasz Hajto, bo Komisja Ligi zdyskwalifikowała go na dwa mecze za awanturę z Luisem Henriquezem, obrońcą Lecha Poznań, w poprzedniej kolejce. Hajto obejrzy mecz przy al. Piłsudskiego z trybun. - Myślę, że jego brak przy bocznej linii nie będzie miał znaczenia - twierdzi Mroczkowski i dodaje z uśmiechem: - Mi się nawet czasem marzy, by usiąść na trybunach i zobaczyć grę mojego zespołu z góry. Nie wszystko widać z wysokości ławki. Muszę się chyba rzucić na sędziego, może to kiedyś zrobię. Nikt mnie nie zatrzyma.

Kibice Widzewa z pewnością marzą, by nie do zatrzymania była drużyna z al. Piłsudskiego. Trzy punkty są na wagę złota.