Mariusz Stępiński zdecydował, że latem odchodzi z Widzewa. W tym sezonie trener już nie da mu zagrać

Mariusz Stępiński zdecydował, że nie podpisze nowego kontraktu z Widzewem. Już teraz chce robić karierę za granicą, ale klubu jeszcze nie wybrał. W tym sezonie w drużynie z al. Piłsudskiego już nie zagra, chociaż do końca rozgrywek będzie jej piłkarzem
Stępiński skończył w niedzielę 18 lat. Stał się pełnoletni, więc sam może decydować o sobie i może podpisać umowę, z kim zechce. Zdecydował, że chce się związać z klubem zagranicznym.

Wczoraj szefowie Widzewa spotkali się z zawodnikiem, z jego menedżerem Marcinem Kubackim i współpracującym z nim Łukaszem Masłowskim. Mieli ofertę dla piłkarza, ale jeszcze zanim ją przedstawili, usłyszeli, że zdecydował się kontynuować karierę za granicą. - Mimo to podczas spotkania przedstawiliśmy zawodnikowi nowe warunku kontraktu - mówi Paweł Młynarczyk, prezes Widzewa.

Szefom klubu z al. Piłsudskiego bardzo zależało na zatrzymaniu Stępińskiego, który uznawany jest za duży talent nie tylko w Polsce. 18-letniego napastnika od dawna obserwują zagraniczne kluby, nie brakuje wśród nich europejskich potęg, jak Inter Mediolan. Zachodnia prasa porównuje napastnika Widzewa do Roberta Lewandowskiego. W Widzewie liczyli, że w przyszłości zarobią na piłkarzu, którego wypromowali. Teraz zarobią niewiele, ledwie kilkadziesiąt tysięcy złotych ekwiwalentu za wyszkolenie zawodnika.

Poziom, jaki osiągnął Stępiński, to przede wszystkim zasługa trenera Radosława Mroczkowskiego, który umiejętnie "prowadził" nastolatka. W listopadzie 2011 roku szkoleniowiec Widzewa pozwolił Stępińskiemu zadebiutować w ekstraklasie. Pochodzący z Błaszek napastnik stał się w ten sposób najmłodszym piłkarzem w historii klubu, który zagrał w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niespełna rok później Stępiński miał już na koncie swojego pierwszego gola w lidze. W tym roku Mroczkowski zrobił z niego napastnika nr 1 w drużynie. W piątek, dwa dni przed urodzinami, piłkarz grał od początku w meczu z Lechem Poznań. Teraz jest właściwie przesądzone, że to był jego ostatni mecz w czerwono-biało-czerwonym stroju Widzewa.

- Będę śledził jego rozwój - mówi Mroczkowski. O decyzji Stępińskiego nie chce rozmawiać. Nietrudno się domyślić, że jest bardzo zawiedziony. Trener łódzkiej drużyny, podobnie zresztą jak wielu piłkarskich fachowców, uważa, że jest jeszcze za wcześnie na wyjazd Stępińskiego za granicę. - Powinien jeszcze przynajmniej rok grać w naszej ekstraklasie - powtarza od dawna Mroczkowski.

Zgodnie z przepisami do końca sezonu Stępiński będzie na tych samych zasadach co dotychczas piłkarzem Widzewa. Ale nie ma raczej szans, by grał w ekstraklasie, bo Mroczkowski będzie wolał stawiać na innych napastników. I trudno mu się dziwić. Pewnie do końca rundy Stępiński będzie trenował z Młodą Ekstraklasą.

Co dalej z jego karierą? Masłowski nie chce o tym rozmawiać, bo nie ma menedżerskiej licencji. Dotychczas wiele razy chętnie wypowiadał się o przyszłości młodego zawodnika, rozmawiał też o tym z działaczami Widzewa, i niewykluczone, że teraz straci licencję trenerską, którą ma od jakiegoś czasu. Dostał ją m.in. pod warunkiem, że nie będzie pełnił działalności menedżerskiej. Kubacki w niedzielę nie odbierał telefonu.

Jeszcze przed osiemnastką Stępińskiego pojawiła się informacja, że w przyszłym sezonie zagra w FC Nuernberg, 13. drużynie Bundesligi, ale nieoficjalnie wiadomo, że to wcale nie jest przesądzone. - Teraz piłkarz jest do wzięcia za darmo i jego menedżerowie będą go proponować zagranicznym klubom. Można zaczynać licytację. Ciekawe, jak wyjdzie na tym Mariusz? - usłyszeliśmy przy al. Piłsudskiego.

Czy Mariusz Stępiński dobrze zrobił decydując się grać za granicą?