Radosław Mroczkowski o odejściu Stępińskiego: "To nie porażka, ale..."

- Nikt nie obraził się na Mariusza, że zdecydował się odejść z Widzewa. Podjął decyzję, że chce grać za granicą, i my ten wybór szanujemy. Poradzimy sobie bez niego - mówi Radosław Mroczkowski, trener Widzewa
Jarosław Bińczyk, Bartłomiej Derdzikowski: Jak pan przeżył odejście Mariusza Stępińskiego? To pana osobista porażka?

Radosław Mroczkowski: W takich kategoriach na pewno tego nie odbieram. To na pewno delikatne rozczarowanie. Porażka będzie wtedy, gdy ten chłopak nie będzie się dalej rozwijał i nie pójdzie w górę. Powiedziałem mu, gdy się rozstawaliśmy, by tego nie popsuł.

Mariusz jest już gotowy, by grać w zagranicznej lidze, choćby w wymarzonej przez siebie Bundeslidze?

- Mówiłem już o tym. Byłbym z tym ostrożny. Uważam, że jeszcze powinien pograć w Polsce. U nas przyjmuje się, że wszystko, co na Zachodzie, jest z góry lepsze. Nie zawsze tak jest... Przede wszystkim chciałbym, żeby Mariusz dobrze trafił, by wybrał klub, gdzie będzie mógł się rozwijać, gdzie będą myśleli o jego karierze, a nie o pieniądzach. Menedżer Mariusza [Marcin Kubacki - przyp. red.] wymieniał w "Gazecie" nazwiska piłkarzy, z którymi współpracuje, ale nie wspomniał o takich jak choćby Jakub Tosik czy Błażej Augustyn, którym średnio pomógł. Mówi też o tym, że Mariusz grał, bo był najlepszy. Oczywiście stawialiśmy na niego świadomie, ale były też takie momenty, że moglibyśmy powiedzieć: "Sorry, Mariusz, ale teraz idziesz do długiej poczekalni, szansę dostają inni". Ale my zdecydowaliśmy się postawić na Mariusza, pokazać, że ma nasze zaufanie.

To było kosztem drużyny?

- Nie.

A wyniku?

- Gdy decydujesz się stawiać na młodych, to na pewno podejmujesz ryzyko. Ale my je podejmowaliśmy świadomie, wiedząc, że to może zaprocentować w przyszłości. Nie powiem teraz złośliwie, że Mariusz dostał miejsce w składzie na kredyt, bo on o to walczył. I nie żałuję, że dawaliśmy mu szanse. Jest takie powiedzenie, że jak nie celujesz w nic, to zawsze trafisz!

Czy Widzew mógł zrobić więcej, by Mariusza zatrzymać?

- Mariusz wiedział, do jakiego klubu przychodzi. Ale karta na pewno w końcu się odwróci, dziś przyszła dobra wiadomość o budowie stadionu. Czasem trzeba przetrzymać gorsze czasy. A Mariuszowi nic złego się u nas nie działo. Na brak wypłat też nie mógł narzekać.

Czy decyzja Stępińskiego zmieni polską piłkę? Na pewno trenerzy, stawiając na 17-latków, będą pamiętać o przypadku Widzewa?

- Na pewno każdy się zastanowi. Myślę, że trenerzy nie będą już tak chętnie stawiać na młodych piłkarzy.

A pan?

- Będę to robić, bo nie każdy musi postąpić tak jak Mariusz. Trzeba jednak pomyśleć o jakimś zabezpieczeniu dla klubów, o zapisach w kontraktach.

Dlaczego Mariusz Stępiński nie mógł zostać w Widzewie do końca sezonu?

- Trzeba wyjaśnić tę sytuację. Sprawdziliśmy dokładnie: Mariuszowi po prostu skończył się kontrakt z Widzewem, więc stał się amatorem. Nikt go z klubu nie wyganiał. I znów wrócę do menedżera. Czy nie mógł tego wcześniej sprawdzić? Przecież mogliśmy rozmawiać o przyszłości Mariusza dopiero po sezonie. Dopiero po niedzielnej deklaracji spytał mnie, co dalej, co z treningami, z grą. Teraz Mariusza czeka przerwa w treningach, co zaburzy jego rozwój. Skoro menedżerowie nawet tego nie przewidzieli, to co będzie dalej?

Poinformowałem o sytuacji Mariusza prowadzącego kadrę młodzieżową Marcina Dornę, bo uważałem to za swój obowiązek. Trener zdecydował się wziąć go na konsultacje. Teoretycznie Mariusz mógłby trenować z nami, ale co by było, gdyby doznał urazu? Zresztą to byłoby nie fair wobec innych piłkarzy. Są przecież Pawłowski, Rybicki, Alex Bruno i następni młodzi chłopcy. Mariusz oddał im pole. Będę stawiał na nich.

Drużyna jakoś na tę decyzję Mariusza zareagowała?

- Nikt się na niego nie obraził. Podjął decyzję, że chce grać za granicą, to jego wybór, i my ten wybór szanujemy.

Żałoby może nie ma, ale na podobnym piłkarzu - Arkadiuszu Miliku - Górnik Zabrze zarobił 2,6 mln euro. Jest więc czego żałować.

- Opowiem coś: już po decyzji Mariusza zadzwonił do mnie znajomy z Niemiec, bogaty człowiek, sponsor jednego z klubów. Nie pytał mnie, jaki to piłkarz, co potrafi, bo wszyscy to już wiedzą. On spytał, jaki on jest, co ma w głowie, bo bardzo dziwną rzeczą jest, że chłopak, który odchodzi na Zachód, nie chce pomóc swojemu klubowi. W Niemczech na takie rzeczy zwracają uwagę.

Michał Probierz powiedział niedawno: "Jeżeli Stępiński ma trochę honoru i godności, powinien być wdzięczny Radkowi Mroczkowskiemu, który na niego postawił, i Widzewowi, gdzie dostał szansę. I nie ulegać sugestiom, żeby odejść za darmo". Podpisałby się pan pod tym?

- Pewnie coś w tym jest, chociaż może honor, godność, ojczyzna to za duże słowa. Są jednak ludzie, dla których sprawy materialne nie są najważniejsze, mają inne priorytety, trochę inaczej patrzą na świat. Cieszę się z tego, że trener Probierz należy do takich osób. Ja też.