Widzew Łódź z licencją na nowy sezon. "Zakaz transferowy? To bezpiecznik, żeby nie powiększać zadłużenia"

Komisja ds. licencji klubowych przyznała Widzewowi licencję na grę w ekstraklasie w przyszłym sezonie. - To był jeden z najtrudniejszych wniosków - twierdzi Paweł Młynarczyk, prezes klubu z al. Piłsudskiego
Wnioski o przyznanie licencji kluby ekstraklasy złożyły na początku kwietnia. Po pierwszej analizie dokumentów komisja poinformowała kluby, czego w ich wnioskach brakuje, a co za tym idzie, co może spowodować odmowę przyznania licencji. W PZPN nazywają to "systemem wczesnego ostrzegania".

Kluby miały kilka tygodni, by uzupełnić braki we wnioskach. Wśród nich był też Widzew. Jego szefowie nie chcieli zdradzić, jakie zastrzeżenia miała komisja, ale wiadomo, że chodziło o sprawy finansowe. - Jesteśmy pozytywnie nastawieni. Uzupełniliśmy wszystkie braki i wyjaśniliśmy wszystkie wątpliwości komisji. Przedstawiliśmy też nasze plany budżetowe na kolejny sezon. Jesteśmy dobrej myśli - mówił Michał Kulesza, rzecznik prasowy Widzewa.

W środę z Warszawy przyszła dobra wiadomość - łódzki klub licencję otrzymał, w przeciwieństwie do Polonii Warszawa, która usłyszała decyzję odmowną. To drugi taki przypadek w Polsce. Przypomnijmy, że dotychczas jedynym klubem, któremu w polskiej ekstraklasie odmówiono licencji, był w 2009 roku ŁKS. Pięć lat wcześniej podobnie było z Widzewem, który nie złożył wniosku. Zajął jednak ostatnie miejsce i spadł do II ligi. Drużyna wróciła jednak do stowarzyszenia, na czele którego stanął Zbigniew Boniek.

Paweł Młynarczyk, prezes zarządu Widzewa, opowiada, że od 2005 roku przygotowuje wnioski licencyjne, ale ostatni był jednym z najtrudniejszych. - Trudniej było tylko przed rokiem, kiedy trzeba było błyskawicznie przeprowadzić restrukturyzację spółki. Teraz chciałbym podziękować wszystkim pracownikom klubu, bo bez ich wielkiego wysiłku byłoby bardzo ciężko - mówi "Gazecie". Zaraz jednak dodaje, że wtorek i środa były szczęśliwymi dniami dla Widzewa, bo wyjaśniła się przyszłość stadionu i gry w ekstraklasie w najbliższym sezonie.

Według naszych informacji trzeba było w krótkim czasie uregulować zaległości wobec ZUS i Urzędu Skarbowego, a także członków PZPN, czyli piłkarzy czy pracowników. W Widzewie najbardziej obawiano się, że upadłość układowa, jaką przechodzi klub, może przeszkodzić w uzyskaniu licencji. Sylwester Cacek zdradził, że delegacja klubu była nawet na specjalnym spotkaniu z członkami komisji licencyjnej. - To pionierskie postępowanie w polskiej piłce, dlatego nie było wiadomo, jak się potoczy - podkreśla Młynarczyk. - Najważniejsze, że komisja licencyjna uznała nadrzędność prawa powszechnego nad przepisami PZPN. Pomógł nam bardzo list uwierzytelniający od nadzorcy sądowego.

Licencja dla Widzewa nie jest jednak bezwarunkowa. Jest w niej zapis, że klub ma zakaz transferów, podobnie jak Górnik Zabrze i Ruch Chorzów. Prezes uspokaja jednak, że to nie oznacza braku możliwości pozyskiwania nowych zawodników. - To taki bezpiecznik, żeby nie powiększać zadłużenia - wyjaśnia. W uzasadnieniu jest zapis, że średnie zarobki nie mogą przekraczać 5 tys. zł. - Klucz tkwi właśnie w słowie "średnio". Bo nie wszyscy zawodnicy zarabiają tyle samo. Zapewne chodzi o to, by zmieścić się w zaplanowanym budżecie - twierdzi Młynarczyk. Właściciel Widzewa w niedawnym wywiadzie dla "Gazety" mówił, że zarząd sam musi pilnować dyscypliny finansowej, bo inaczej sąd zlikwiduje spółkę.

W Widzewie twierdzą, że uzyskanie licencji nie ma bezpośredniego wpływu na postępowanie układowe, ale z pewnością pomoże w porozumieniu z wierzycielami. Ma do niego dojść w czerwcu.

Drużyna z al. Piłsudskiego nie może jednak grać w europejskich pucharach. Znalazła się jednak w dobrym towarzystwie, bo w podobnej sytuacji są GKS Bełchatów, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Pogoń Szczecin, Ruch Chorzów, Górnik Zabrze, Podbeskidzie Bielsko-Biała i Jagiellonia Białystok. Michał Wlaźlik z zarządu Widzewa zapowiedział jednak na Twitterze, że klub nie wykluczył złożenia odwołania.