Widzew utrzymał Podbeskidzie Bielsko-Biała w ekstraklasie. Dobrze, że to już koniec ligi...

Na pożegnanie sezonu Widzew przegrał na swoim stadionie z Podbeskidziem Bielsko-Biała, które wygranej potrzebowało, by utrzymać się w lidze. Łódzka drużyna kończy rozgrywki na bardzo słabym 13. miejscu
Widzewiacy do ostatniego meczu sezonu mogli podejść na luzie, bo w czwartek wywalczyli w Kielcach remis, który dał im utrzymanie w ekstraklasie. W niedzielę grali o jak najwyższe miejsce na koniec rozgrywek. W ubiegłym sezonie zespół z al. Piłsudskiego zakończył ligę na 11. miejscu. Teraz miał szansę na wyższą lokatę. Po za tym wygrać wypadało choćby po to, by z klasą pożegnać się z kibicami. To nie był najlepszy sezon Widzewa i wygrana na pewno trochę polepszyłaby im humory.

O zdecydowanie większą stawkę walczyło Podbeskidzie. Zespół trenera Czesława Michniewicza oraz PGE GKS Bełchatów, to dwie drużyny, które przed ostatnią kolejką zagrożone były jeszcze spadkiem. Bielszczanie byli w lepszej sytuacji, ich los był w ich rękach. Mecz w Łodzi zaczęli jednak spokojnie, nie rzucili się do huraganowych ataków. Lekką przewagę od początku osiągnęli widzewiacy, a goście spokojnie czekali na swoją szansę. Doczekali się szybko, już po 12 minutach. Po błędzie Mariusza Rybickiego, który źle ustawił się przy aucie rywali, Marcin Wodecki z powietrza dośrodkował pod bramkę łodzian, a pięknym strzałem głową popisał się Damian Chmiel. Maciej Mielcarz nie miał żadnych szans, piłka wpadła w okienko jego bramki.

Po golu wszystko wróciło do normy, widzewiacy znów przeważali, ale nic z tego nie wynikało. Gospodarze sprawiali wrażenie, jakby rywalizowali o to, kto poda bardziej niedokładnie. Konkurencja była spora, ale bezapelacyjnie zwyciężył Marcin Kaczmarek, który pokonał przede wszystkim Sebastiana Dudka, Krystiana Nowaka i Hachema Abbesa. Zakończył się sezon, a podstawowy zawodnik Widzewa, do tego skrzydłowy, nie nauczył się celnie dośrodkowywać. Może nauczy się na urlopie...

Potem Abbes wymyślił nową zabawę - sprawdził mocnym podaniem, w jakiej formie jest Mielcarz. Na szczęście bramkarz Widzewa nie dał się zaskoczyć i zdołał odbić piłkę. Tak samo było w 35. min, gdy potężną bombą zza pola karnego popisał się Robert Demjan. Górą był jednak Mielcarz, który fenomenalnie obronił.

Widzewiacy przed przerwą też mieli swoje szanse, ale fatalnie pudłowali (może to kolejna dziwna zabawa?). Trafić w bramkę nie udało się Jakubowi Bartkowskiemu (dwa razy), Mariuszowi Rybickiemu, Bartłomiejowi Pawłowskiemu i Krystianowi Nowakowi. Na domiar złego pierwszą połowę gospodarze rozpoczęli fatalnie rozegranym rzutem wolnym. Brak słów...

W przerwie trener Radosław Mroczkowski kazał iść pod prysznic Kaczmarkowi i Nowakowi, a Emersonowi Carvalho i Valjko Batroviciowi się rozgrzewać. Obaj wyszli na drugą połowę. Dla Brazylijczyka to debiut w ekstraklasie.

Batrović szybko po wejściu na murawę był antybohaterem swojej drużyny. To po jego nonszalanckim zagraniu przed polem karnym goście przejęli piłkę, a ich akcja zakończyła się tuż przed bramką Widzewa. Zakończyła się faulem Bartkowskiego na Paweli i rzutem karnym. Pewnie wykorzystał go Demjan i Podbeskidzie prowadziło już 2:0. Niezbyt długo jednak...

Zaraz po bramce dla gości na boisko wszedł Alex Bruno i po chwili asystował przy kontaktowym golu Mariusza Rybickiego.

Widzew, z młodymi piłkarzami w ofensywie, walczył o kolejną bramkę, ale zagrozić bramce rywali długo nie potrafił. Udało się to za to bielszczanom. W 68. min kapitalną szansę miał Demjan, ale chybił, podobnie, jak w samej końcówce Pawela. Łodzianie żadnej krzywdy Podbeskidziu już nie wyrządzili i zespół trenera Michniewicza uratował ligę. Spada z niej PGE GKS.

Widzew sezon zakończył tuż nad strefą spadkową, na 13. miejscu. To wynik bardzo słaby...