Sport.pl

Widzew po sezonie. Najgorsi i najlepsi, czyli professeur Thomas Phibel i reszta

Widzew zakończył rozgrywki ekstraklasy na słabym 13. miejscu. Powodów, by chwalić piłkarzy, nie ma więc wiele, ale nie wszyscy zawiedli. Byli też jednak tacy, którzy zawiedli na całej linii...
W zakończonym w niedzielę sezonie drużyna z al. Piłsudskiego zdobyła 33 punkty, na które złożyło się osiem zwycięstw i dziewięć remisów. Trener Radosław Mroczkowski dał zagrać 31 zawodnikom. Żaden z nich nie grał we wszystkich meczach. Thomad Phibel opuścił jedno spotkanie, Łukasz Broź - dwa. Obrońca Widzewa został najlepszym strzelcem drużyny, zdobył osiem goli, z czego sześć z rzutów karnych.

Najlepszy piłkarz

Bezapelacyjnie professeur Thomas Phibel. Gdy przychodził do Widzewa, by zastąpić Ugo Ukaha, mówiono, że będzie mu ciężko. Nigeryjczyk był podstawowym obrońcą łódzkiej drużyny, idolem kibiców. Dziś nie ma nawet sensu porównywać go z Phibelem, to inna klasa. Urodzony w Gwadelupie Francuz był w minionym sezonie jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym, obrońcą ligi. Silny, zwinny, inteligentny na boisku, bardzo dobry technicznie, z cechami przywódczymi - można go komplementować bez końca. Phibela chciałaby z pewnością cała czołówka naszej ligi, z mistrzem Polski Legią Warszawa na czele. Zatrzymać go w Widzewie będzie bardzo trudno.

Największy zawód

Lista jest długa, bo wielu piłkarzy zawiodło. To m.in. Czarnogórcy. Milos Dragojević nie wykorzystał szansy, jaka się przed nim otworzyła po kontuzji Macieja Mielcarza. Bronił słabiutko. Do tego stopnia, że przegrał nawet rywalizację z młodziutkim i zupełnie niedoświadczonym Maciejem Krakowiakiem. Zawiódł też jego rodak Valjko Batrović, zwany w pewnych kręgach "Bałkańskim Messim". Wiosną miał w końcu pokazać, że ma duży talent, ale zagrał ledwie w sześciu meczach i zdobył jednego gola. Obaj Czarnogórcy mają latem odejść. Podobnie jak Mehdi Ben Dhifallah. Jego też pożegnamy bez żalu. Niech dalej przewraca się i szuka czegoś w trawie gdzie indziej.

Ale zawodzili też Polacy. Jakub Kowalski zaczął przygodę z Widzewem od kiksa i tak już mu zostało. Marcin Kaczmarek w ubiegłym sezonie grał naprawdę dobrze, w tym miał tylko kilka niezłych meczów jesienią. Wiosną zapomniał nawet, jak się dośrodkowuje. To przekreśla go jako skrzydłowego. Najbardziej zawiódł mnie jednak Sebastian Dudek, który przychodził do Widzewa jako mistrz Polski i jako przyszły lider drużyny. Chęci wystarczyło mu tylko na kilka meczów. Na początku swojej przygody z łódzką drużyną mówił, że na pewno nie będzie jak Leo Messi mijał po kilku rywali i strzelał goli. Nikt się po nim tego nie spodziewał. Większego zaangażowania i kreatywności na pewno. Dudek okazał się leniem i słabym piłkarzem.

Największe odkrycie

Mariusz Stępiński, Bartłomiej Pawłowski, Bartłomiej Kasprzak i Alex Bruno - wybieram z tej czwórki. Stępiński jest najmłodszy i strzelił najwięcej goli. Pawłowski był najbardziej efektowny. Alex najbardziej zaskoczył, bo wcześniej był zupełnie anonimowy. Kasprzak to największy walczak w drużynie i przyznam, że do niego mam największą słabość, bo pasuje do widzewskiego charakteru. Do tego naprawdę potrafi grać w piłkę. W przekroju całego sezonu wybieram jednak Stępińskiego, który sezon zaczynał jako żółtodziób bez gola, a skończył jako najlepszy strzelec Widzewa (biorąc pod uwagę tylko gole z gry), reprezentant Polski i piłkarz Bundesligi.

Największa nadzieja na przyszłość

Kasprzak (czytaj wyżej).

Najładniejszy gol

Bezapelacyjnie ten Pawłowskiego z meczu z Polonią Warszawa. Techniczna bomba zza pola karnego to jedna z najładniejszych goli w całej ekstraklasie - można zobaczyć go tutaj.

Najładniejsza asysta

Wybierałem z dwóch - Łukasza Brozia do Bartłomieja Pawłowskiego w wiosennym meczu ze Śląskiem i Krystiana Nowaka do Brozia z Jagiellonią Białystok, też na wiosnę (tutaj). Po chwili namysłu stawiam na tę pierwszą asystę. To było podanie a la Andres Iniesta (tutaj)

Najlepszy mecz

Na początku sezonu Widzew wygrał cztery spotkania z rzędu, ale chyba to najlepsze rozegrał wiosną z Jagiellonią. To najwyższe zwycięstwo w tym sezonie (3:0).

Najgorszy mecz

Nie było łatwo go wybrać, bo konkurencja była naprawdę duża. Słabych i bardzo słabych meczów Widzew rozegrał wiele. Mnie w pamięci najbardziej utkwiła kwietniowa porażka z Wisłą w Krakowie. Łodzianie przegrali 0:1, mimo że od 54. minuty grali w przewadze, a rywale byli w fatalnej formie. Gola Wiśle podarował Dino Gavrić, zwycięstwo cała drużyna, która w ogóle nie podjęła walki.

Najlepszy okres

Właściwie nie było wyboru - pierwsze cztery kolejki i cztery wygrane, w tym z mistrzem i wicemistrzem Polski.

Najgorszy okres

Tu było w czym wybierać. Najdłuższą serię bez wygranej widzewiacy zaliczyli od 15. do 20. kolejki, czyli nie zwyciężyli w sześciu meczach z rzędu. Od 9. do 13. i od 26. do 30. - w pięciu.

Największa strata

W dniu 18. urodzin Mariusz Stępiński zdecydował, że po sezonie odchodzi z al. Piłsudskiego. Drużyna straciła napastnika nr 1, a klub pieniądze, jakie w przyszłości mógł zarobić na utalentowanym piłkarzu. Do strat zapisałbym też... niepodpisanie kontraktu z Marcinem Robakiem, który wrócił z Turcji i chciał grać w Widzewie. Klub miał pieniądze tylko na kontrakt Denisa Kramara i wybrano jego, bo priorytetem było pozyskanie lewego obrońcy. Później Robak strzelał gole dla Piasta Gliwice, a Kramar albo siedział na ławce, albo na trybunach.

Najlepszy transfer

Thomas Phibel. Kropka.

Najgorszy transfer

Jakub Kowalski. To jedyny piłkarz, za którego Widzew zapłacił ubiegłego lata. Reszta nowych przyszła za darmo (nie licząc opłat rejestracyjnych i prowizji menedżerskich).

Największy pechowiec

Michał Jonczyk. Zimą 21-letni napastnik podpisał kontrakt z Widzewem, a w marcu wrócił na boisko po prawie rocznej przerwie spowodowanej kontuzją. Ponad miesiąc później kolano znów nie wytrzymało. W Widzewie Jonczyk już nie zagra. Czy w ogóle zagra jeszcze w piłkę?

Do grona pechowców zalicza się też Sebastian Radzio, u którego lekarze wykryli wadę serca i musiał zrezygnować z gry.

Największa słabość

Jest tego sporo, ale stawiam na stałe fragmenty gry. Gdy do rzutu wolnego przed polem karnym podchodzili Dudek albo Kaczmarek (a podchodzili zwykle właśnie oni), krew buzowała mi w żyłach. Dobrze, że sezon się skończył, bo raczej nie wytrzymałbym nerwowo, patrząc, jak doświadczeni piłkarze marnują kolejne szanse - walą w mur, nad bramką albo obok niej. Prosiłem kiedyś nawet przy świadkach trenera Radosława Mroczkowskiego, by rzuty wolne wykonywał ktoś inny, bo serce mi nie wytrzyma, ale nie posłuchał. To nie koniec... Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego albo rożnego Widzew w całym sezonie strzelił tylko jednego gola - w meczu z Górnikiem Zabrze do bramki trafił nogą Stępiński.

Co jeszcze? Widzew zdobył tylko dwie bramki po strzałach głową (Kaczmarek i Bed Dhifallah) i ledwie kilka po strzałach zza pola karnego (Alex, Rybicki, Pawłowski 2, Okachi). Czy to dziwne, że w tabeli był tak nisko?

O Widzewie poczytasz także na blogu autora - derdzik.blox.pl

Więcej o:
Komentarze (1)
Widzew po sezonie. Najgorsi i najlepsi, czyli professeur Thomas Phibel i reszta
Zaloguj się
  • luceq

    Oceniono 2 razy 2

    Warto by wymyślić jakąś kategorię, przy której można by odnieść się do gry Okachi'ego - jedynego, oprócz Phibela, piłkarza Widzewa prezentującego poziom predysponujący (od razu) go do gry w najsilniejszych klubach w Polsce.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX