Michał Jonczyk, piłkarz Widzewa Łódź, przed skomplikowaną operacją. Potrzebny był dawca

W poniedziałek Michał Jonczyk, piłkarz Widzewa Łódź, przejdzie operację przeszczepu więzadła kolanowego.
19 kwietnia. Widzew - Piast 1:1. 64. minuta. Na boisko wchodzi Michał Jonczyk. To jego trzeci występ w łódzkiej drużynie.

Osiem minut później na noszach znoszą go z boiska. 21-letni piłkarz przeżywa dramat. Wstępne diagnozy są fatalne. Według pierwszych informacji zawodnik po raz drugi zerwał więzadła w tym samym kolanie. Piłkarze mówią, że to kontuzja gorsza nawet od złamania nogi. Podobny koszmar młody piłkarz przeżywał rok wcześniej, kiedy występował w Górniku Zabrze. - Nie pamiętam bardzo dokładnie tej sytuacji. Byłem w lekkim szoku. Kiedy opuszczałem boisko na noszach i trzymałem się za kolano, to myślałem, że znów zerwałem więzadło - mówił Jonczyk w rozmowie z "Gazetą". Na szczęście okazało się, że tak się nie stało.

Kilka dni po meczu napastnik Widzewa w warszawskiej klinice przeszedł rezonans magnetyczny. Zna ją bardzo dobrze. To w niej był operowany w ubiegłym roku. - Zdiagnozowano u mnie uszkodzenie obu łąkotek. To kontuzja, której się nie operuje. Wystarczą zastrzyki z czynników z własnej krwi. Przede mną sześciotygodniowa rehabilitacja - tłumaczył wtedy Jonczyk.

Do końca sezonu wychowanek Piotrcovii nie trenował już z drużyną. Dwa miesiące po kontuzji okazało się, że młody piłkarz musi jednak przejść kolejną operację. To konieczne, jeśli Jonczyk w ogóle marzy o dalszym uprawianiu tego sportu. Termin: najbliższy poniedziałek. Przeprowadzi ją Marcin Domżalski, jeden najlepszych specjalistów w Polsce. To on zajmie się też planowaniem rehabilitacji zawodnika. Poniedziałkowa operacja zanosi się na skomplikowaną.

- Doktor Domżalski zaproponował przeszczep więzadła od dawcy, które będzie jeszcze zawinięte w specjalny sztuczny rękaw. Dlaczego do operacji dochodzi tak późno? Trzeba było poczekać na odpowiedni przeszczep, czyli brutalnie mówiąc, na to aż ktoś umrze z dobrym więzadłem - tłumaczy Jonczyk. - Raczej nie obawiam się tej operacji. Podchodzę do niej spokojnie. Po prostu muszę przez to przejść. Dzięki temu będę mógł rozpocząć mocniejszą rehabilitację, bo na razie wykonuję ćwiczenia o małej intensywności.

Piłkarz podkreśla, że w trudnych chwilach może liczyć na pomoc z Widzewa. - Mam pełne wsparcie od sztabu szkoleniowego i zarządu. Należą im się brawa. Oprócz tego wszystkie kwestie finansowe związane z moim leczeniem też są zapewnione. Otrzymuję też miłe telefony z klubu, które tylko podnoszą mnie na duchu - opowiada.

Kiedy Jonczyk spodziewa się powrotu na boisku? - Myślę, że w listopadzie lub w grudniu będę gotowy do biegania. Mam nadzieję, że na początku roku wznowię już normalne treningi. Ta nadzieja mnie całkowicie pochłania. Żyję tylko powrotem do gry. Tylko to się teraz dla mnie liczy - kończy.

Jego kontrakt z Widzewem obowiązuje do końca roku.