Czego PZPN zakazał Widzewowi Łódź? Klub czeka na interpretację

Kilkanaście dni temu Widzew wysłał do PZPN prośbę o interpretację zakazu transferów. Do dziś nie dostał odpowiedzi, czy nie może zatrudniać nowych piłkarzy, czy tylko kupować.
Kiedy Najwyższa Komisja Odwoławcza przekazała sprawę zakazu transferów do komisji licencyjnej, w Widzewie odebrano to pozytywnie. Szefowie klubu mieli nadzieję, że wreszcie ktoś pozwoli im przestawić swoje stanowisko, pokazać, że zmniejszyli fundusz płac o ponad połowę. Okazało się jednak, że komisja odwoławcza ds. licencji nie potrzebowała wyjaśnień. - Nic nie wiedzieliśmy o posiedzeniu. Dostaliśmy tylko informację o zakazie transferów i limicie wynagrodzeń - opowiada Michał Kulesza, rzecznik prasowy klubu.

Co to oznacza dla Widzewa? W klubie odpowiadają: "nie wiemy". Kulesza mówi, że minęły już dwa tygodnie od wysłania do związku prośby o interpretację zakazu.

A przecież transfery są różne: piłkarza można kupić i sprzedać, gotówkowo i bezgotówkowo, czasowo i definitywne. Jeśli zakaz jest całkowity, to po co ustalono limit wynagrodzeń na 5 tys. zł? Pytań jest znacznie więcej, a PZPN milczy.

Są w związku działacze uważający, że ograniczenie zarobków jest bezprawne, ponieważ nie ma takich przepisów. W przypadku Widzewa (i nie tylko) ta sankcja jest bezsensowna i nieskuteczna. Komisja licencyjna tłumaczyła jej zastosowanie troską o wierzycieli, członków PZPN. To akurat jest niepotrzebne, bowiem Widzew jest w trakcie postępowania układowego, nad którym nadzór sprawuje sąd. Jak tłumaczył Sylwester Cacek, gdy spółka nie będzie spłacała długów, zostanie zlikwidowana. Wychodzi więc na to, że w Polsce cały czas lepiej jest oszukiwać przy wniosku licencyjnym, podpisując umowy o prolongacie zadłużenia, niż stosować legalny instrument. Fachowo nazywa się to rolowaniem długów.

W Hiszpanii w podobnej sytuacji jest znacznie więcej klubów i jakoś nikt nie zabrania im transferów.

Księgowi czy biznesmeni błyskawicznie podpowiadają, jak ominąć limit zarobków. Można piłkarza zatrudnić w zaprzyjaźnionej firmie wspierającej klub. Można płacić menedżerowi, można wystawiać faktury za inne usługi (np. trenowanie dzieci).

W przypadku Widzewa największym problemem jest jeszcze bardziej podupadła reputacja klubu. Nie dość, że wszyscy w Polsce wiedzą, że płaci mało, że nie w terminie, to jeszcze ciążą nad nim jakieś zakazy.

Inna sprawa, że winny takiemu stanowi rzeczy nie jest PZPN, ale poprzednie zarządy klubu, szastające pieniędzmi (patrz Straton czy Ariero). Efektem długi, restrykcje i utrata prestiżu.

Więcej o: