Rafał Pawlak, nowy trener rezerw Widzewa Łódź: "Mój powrót to w dużej mierze zasługa Radosława Mroczkowskiego" [WYWIAD]

- Dzisiaj jest jeszcze za wcześnie, by mówić o talentach, które wkrótce podbiją pierwszą drużynę. W pracy z młodzieżą najważniejszy jest spokój i cierpliwość - mówi Rafał Pawlak, który kilka dni został trenerem drugiej drużyny Widzewa.Łódź
Rozmowa z Rafałem Pawlakiem, trenerem trzecioligowych rezerw Widzewa, a w przeszłości piłkarzem obu łódzkich klubów

Szymon Bujalski: Po dwóch latach przerwy powrócił pan do Widzewa, ale tym razem już nie jako asystent, lecz pierwszy trener rezerw.

Rafał Pawlak: I bardzo cieszę się na ten powrót, bo w Widzewie spędziłem przecież 10 lat. Teraz przyszła pora na nowy rozdział w mojej współpracy z klubem. Jako trener drugiej drużyny mam dbać zarówno o wyniki, jak i możliwie najlepsze przygotowanie zawodników do gry w pierwszym zespole.

Jaki cel przed panem postawiono? Ważniejszy będzie wynik sportowy czy dbanie o rozwój młodych talentów i ich dalszy rozwój?

- Myślę, że jedno jest z drugim ściśle powiązane. Wiadomo, że ważne jest szkolenie młodych zawodników, ale musi też znaleźć się miejsce dla tych starszych, którzy nie załapią się w danej kolejce do gry w pierwszym zespole. Jeśli chodzi o wyniki, to nie powiem nic odkrywczego, ale zawsze jest lepiej wygrywać. To przecież buduje lepszą atmosferę w zespole i daje większy komfort pracy. No i daje młodym graczom dodatkowego, pozytywnego kopa do dalszych treningów. Trudno mi teraz powiedzieć, jaki skład będzie wychodził na boisko. Po pierwsze dlatego, że nie mamy jeszcze końcowej kadry. Poza tym wszystko zależeć będzie od tego, z kim i przede wszystkim gdzie będziemy grać. Jeśli mecz czeka nas w Łodzi, to więcej szans stanie przed zawodnikami z pierwszej drużyny, którzy nie zagrali w spotkaniu ekstraklasy. Jeśli będziemy grać na wyjeździe, to siłą rzeczy kadra na taki pojedynek będzie oparta w większym stopniu na graczach z drugiej drużyny.

Po raz kolejny będzie współpracował pan z trenerem Radosławem Mroczkowskim, który był zresztą jednym z pana największych zwolenników w tej roli.

- To, że jestem w klubie, to na pewno duża zasługa trenera Mroczkowskiego, który dobrze się o mnie wypowiadał i wyraził chęć współpracy ze mną. Bardzo się z tego cieszę i jestem mu za to bardzo wdzięczny. Postaram się odwdzięczyć za to zaufanie jak najlepszą pracą. Jestem pewien, że nasza współpraca ponownie będzie układała się bardzo dobrze.

Regularnie oglądał pan mecze Widzewa, także te w Młodej Ekstraklasie. Wypatrzył pan już kolejne talenty pokroju Krystiana Nowaka czy Bartka Kasprzaka?

- Na pewno priorytetem jest to, aby jak najwięcej młodych zawodników grało w pierwszej drużynie. A najlepiej, żeby to byli wychowankowie. Naszym celem będzie więc wyławianie takich talentów i ułatwianie im przeskoku z piłki juniorskiej do seniorskiej. Będziemy też poszukiwać kandydatów do Widzewa w innych klubach, tak że z pewnością pracy brakować nie będzie. Cały czas funkcjonuję w środowisku piłkarskim i swoje przemyślenia na temat niektórych graczy mam. Dzisiaj jest jednak jeszcze za wcześnie, by mówić o talentach, które wkrótce podbiją pierwszą drużynę. W takiej pracy z młodzieżą najważniejszy jest spokój i cierpliwość. Naszym plusem jest jednak to, że Widzew wciąż jest uznaną marką i wielu młodych graczy chce tu trafić, bo widzi w tym szansę na zrobienie sensownej kariery w dorosłej piłce.

Jak ocenia pan zlikwidowanie Młodej Ekstraklasy? Dobrze, że pana nowi podopieczni będą grać na boiskach trzeciej ligi, a nie z rówieśnikami?

- Trzeba pamiętać, że zamiast Młodej Ekstraklasy będzie centralna liga juniorów, także ci naprawdę młodzi gracze będą mieli okazje rywalizować z rówieśnikami. A jeżeli chodzi o likwidację Młodej Ekstraklasy, to trzeba się cieszyć, że w następstwie tego reaktywowano drużynę rezerw, która może grać na poziomie trzeciej ligi. Lepiej mieć to niż nic.

Ja się z tym nie zgadzam, ale często słychać głosy, że skazywanie graczy z Młodej Ekstraklasy na grę w III lidze "zabije" ich dalszy rozwój. Co pan sądzi o tego typu wypowiedziach?

- W Polsce jest taki dziwny zwyczaj, że mianem "utalentowanego piłkarza" nazywamy nawet 22-latków. Jeśli zawodnik jest naprawdę utalentowany, to w takim wieku powinien już grać na wysokim poziomie. Nie widzę powodu, by zdolny 18-latek miał nie grać w III lidze z seniorami. Jeśli ma papiery na granie, to wkrótce wyląduje jeszcze wyżej i będzie grał z jeszcze lepszymi. Jeśli taki zawodnik w wieku 20 czy 21 lat nie gra na w miarę wysokim poziomie, to takie wypowiedzi o "zabijaniu" rozwoju są zwykłym dorabianiem otoczki. Talent poparty ciężką pracą zawsze się obroni.

Po odejściu z Widzewa pracował pan w Sokole Aleksandrów i Turze Turek. Te doświadczenia dużo panu dały?

- Każda praca daje cenne doświadczenia, a zwłaszcza praca trenera. W każdym klubie można nauczyć się czegoś nowego. A im większa wiedza, tym człowiek lepiej wywiązuje się ze swoich obowiązków.