Kim jest i jak zaczynał Bartłomiej Pawłowski, czyli w 12 miesięcy z I ligi polskiej do starcia z Barceloną [SYLWETKA]

W sierpniu ubiegłego roku Bartłomiej Pawłowski pokonywał bramkarzy na pierwszoligowych boiskach. Teraz - już jako zawodnik Malagi- może stanąć przed szansą trafienia do siatki samej Barcelony.
Pawłowski mimo 20 lat i niemal zerowego doświadczenia w ekstraklasie wystąpił w rundzie wiosennej we wszystkich 15 meczach Widzewa. Zawsze w wyjściowym składzie. Bez jego czterech goli utrzymanie drużyny z al. Piłsudskiego byłoby znacznie trudniejsze, jeśli nie niemożliwe. Ale nie wszyscy poznali się na jego talencie. Wcześniej był zawodnikiem Jagiellonii, ale Białystok nie był dla niego ziemią przyjazną. W futbolowym środowisku krążą historie o tym, jak trener Michał Probierz karcił młokosa, bo nosił zbyt jaskrawe buty. Ten nie chciał ich zmienić, więc spotkanie za spotkaniem oglądał z wysokości ławki rezerwowych. Pawłowski lekcji pokory nie przyjął i wkrótce ganiał za piłką w niższych ligach. Zanim przeszedł do Widzewa, przeżył banicję w drugoligowej Jarocie Jarocin oraz pierwszoligowych GKS-ie Katowice i Warcie Poznań. Z tego ostatniego klubu zimą trafił na kolejne wypożyczenie. Tym razem do Łodzi.

Ci, którzy dokładnie śledzili karierę Pawłowskiego, jego przyjściem do Widzewa mogli być zaskoczeni, bo granie w piłkę zaczynał w ŁKS-ie. - Myślę, że do pewnych decyzji trzeba dojrzeć. Mnie było łatwiej, bo nigdy nie wdawałem się w konflikty na linii Widzew - ŁKS. Moi rodzice są kibicami Widzewa - opowiadał Pawłowski w rozmowie z "Gazetą".

Mimo że już jako mały szkrab ogrywał na podwórku starszych o siebie, trudno mu było rozwijać talent. W Ozorkowie nie było klubu, który przyjąłby go pod skrzydła. Pawłowski zamiast kopać piłkę, odbijał ją na treningach siatkówki, która w 20-tysięcznym mieście była sportem nr jeden. W końcu, gdy miał 9 lat na piłkarski trening do ŁKS-u wziął go jeden z kolegów.

Jedenaście lat później po niedoszłego siatkarza z Ozorkowa zgłosiła się Malaga CF. W środę Pawłowski został przedstawiony jako jej nowy zawodnik. Do Hiszpanii został wypożyczony za 300 tysięcy euro. Jeśli za pół roku Malaga będzie chciała go wykupić, dopłaci kolejne 700 tys. euro. Łączna kwota transferu może wynieść nawet 1,25 mln euro.

Co czeka Pawłowskiego w Andaluzji? Z pewnością piękne krajobrazy. Z jednej strony będzie miał widok na Morze Śródziemne z drugiej - na Góry Betyckie. Ale Pawłowski nie jedzie do Malagi na wakacje, lecz grać w piłkę. Nowy pracodawca to niedoszła potęga tamtejszej ligi. Początek tłustych lat wróżono od 2010 r., gdy klub wykupili szejkowie z Kataru. Jeszcze w poprzednim sezonie Malaga zajęła szóste miejsce w lidze i dotarła do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Szejk Abdullah Al Thani dość szybko zakręcił jednak kurek z pieniędzmi, a klub popadł w olbrzymie problemy finansowe. Na tyle duże, że nie został dopuszczony do gry w europejskich pucharach. Efekt? Z zespołu odeszło prawie trzy czwarte składu, który rok temu stanowił o jego sile. To m.in. takie gwiazdy jak Javier Saviola, Julio Baptista, Joaquin i Isco. Wszyscy grali na pozycjach, na których może występować Pawłowski. Na lewym skrzydle, na którym widzewiak czuje się najlepiej, biegał z piłką ten ostatni. Isco, który latem odszedł za 27 mln euro do Realu Madryt, to jeden z największych talentów piłki nie tylko w Hiszpanii, ale i na świecie.

Pawłowski zdaje się stworzony do gry w Hiszpanii. Niespotykane jak na polskie warunki, drybling i technika połączone z szybkością czynią z niego skrzydłowego idealnie wpasowującego się w styl Primera Division.

Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku zdobywał gole w I lidze, grając przeciwko Dolcanowi Ząbki. Dokładnie rok później rozpocznie się sezon Primera Division. Malaga zainauguruje go z Valencią, by w następnej kolejce zmierzyć się z samą Barceloną.

Hiszpański klub nie zgłosiłby się po Pawłowskiego, gdyby nie Radosław Mroczkowski. To właśnie trener Widzewa nie bał się postawić na niedoświadczonego zawodnika, po raz kolejny udowadniając, że na szlifowaniu piłkarskich talentów w Polsce zna się najlepiej w Polsce. W tym roku Mariusz Stępiński został drugim strzelcem Widzewa. Młody napastnik dwa miesiące temu przeszedł do 1. FC Nuernberg i czeka na debiut w Bundeslidze. Kibice Widzewa mogą żałować, że w ciągu roku ich drużyna straciła dwa największe talenty. Z drugiej strony mogą być pewni, że pod okiem Mroczkowskiego pojawiać będą się kolejne.

Pawłowski w Maladze, czyli co czeka Widzewa - czytaj na blogu Szymona Bujalskiego, Realista.