Puchar Polski. Awans Widzewa po mękach z trzecioligowcem

Drużyna z al. Piłsudskiego wygrała z Ursusem i awansowała do 1/8 Pucharu Polski. Do stylu gry widzewiaków w spotkaniu z trzecioligowcem można mieć jednak sporo zastrzeżeń
Kibice Widzewa, którzy martwili się, że trener Radosław Mroczkowski ulgowo potraktuje pucharowe rozgrywki i wystawi eksperymentalny skład, mogli odetchnąć z ulgą. Poza oczywistą zmianą w bramce, gdzie słabo spisującego się ostatnio Macieja Mielcarza zastąpił 21-letni Maciej Krakowiak, w podstawowym składzie znalazło się jeszcze tylko trzech dotychczas rezerwowych graczy. W Warszawie od pierwszej minuty zagrali Jakub Bartkowski, Krystian Nowak i Dawid Kwiek. W środku obrony, mimo kolejnego transferowego zamieszania, pojawił się Thomas Phibel.

Wszystko wskazywało więc na to, że trenerzy drużyny z al. Piłsudskiego poważnie potraktowali pojedynek z Ursusem, który w tegorocznej edycji Pucharu Polski wyeliminował już trzech rywali. "To jest święto w Ursusie! Bardzo proszę, wszyscy bawimy się w rytmie Michela Telo. Śmiało, cała trybuna tańczy, a po meczu zapraszam na wspólną imprezę" - krzyczał przed meczem rozentuzjazmowany spiker.

Piknik popsuł już w 3. min Eduards Visnakovs. 23-letni Łotysz wykorzystał pierwszą okazję, a raczej pierwsze kopnięcie w pole karne Jakuba Bartkowskiego, wyprzedził bramkarza Pawła Wysockiego i z najbliższej odległości trafił do siatki. To piąty gol "Wiśni" w tym sezonie.

Szybko strzelona bramka to najlepsze, co mogło się przytrafić Widzewowi w starciu ze słabszym, ale nieobliczalnym przeciwnikiem. Podopieczni Mroczkowskiego w każdym elemencie byli lepsi od Ursusa. Gołym okiem było widać, która drużyna na co dzień występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej. Łodzianie mieli zdecydowaną przewagę, ale nie potrafili podwyższyć wyniku. Średnio co trzy minuty łodzianie mieli jakąś sytuację. Gdyby wykorzystali chociaż połowę z nich, to na przerwę sam Visniakovs powinien schodzić, jako autor klasycznego hat tricka. Na listę strzelców mógł się też wpisać Krystian Nowak, ale mocny strzał jednego z najlepszych zawodników na boisku z najwyższym trudem obronił bramkarz Ursusa.

Najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem był jednak Visnakovs. Łotewski snajper był niezwykle aktywny. Nie dość, że często dochodził do bramkowych sytuacji, to dostrzegał też kolegów. W 35. min wyłożył idealną piłkę Marcinowi Kaczmarkowi, ale najstarszy zawodnik na boisku fatalnie spudłował. Visnakovs rzeczywiście robił różnicę, ale w 44. min zdarzył mu się fatalny błąd. Miał przed sobą tylko bramkarza i mógł się go zapytać "w który róg ci strzelić?", ale zachował się najgorzej, jak mógł, trafiając prosto w Wysockiego.

Druga połowa mogła się zacząć fatalnie dla widzewiaków. Chwilę po rozpoczęciu gry na niespodziewany strzał zdecydował się Patryk Kamiński i trafił w poprzeczkę. To był sygnał do ataku dla Ursusa, który rzucił się do szaleńczej ofensywy. Łodzianie momentami byli naprawdę w poważnych tarapatach, a mówiąc dosadniej, i co może zabrzmieć nieprawdopodobnie, za bardzo nie było widać różnicy między przedstawicielem ekstraklasy a trzeciej ligi. Drużyna Mroczkowskiego męczyła się okropnie. W ostatnich minutach szkoleniowiec łodzian pieklił się z nerwów, obawiając się najgorszego, ale na szczęście do katastrofy nie doszło. Widzewiacy dowieźli zwycięstwo do końca i zapewnili sobie awans do 1/8 finału rozgrywek o Puchar Polski. O awans do ćwierćfinału rozgrywek powalczą z Sandecją Nowy Sącz.

Ursus Warszawa - Widzew 0:1 (0:1)

Gol: Visnakovs (3.)

Widzew: Krakowiak - Stępiński, Phibel, Mroziński, Bartkowiak - Kaczmarek, Okachi (46. Kasprzak), Nowak, Batrović (67. Rybicki), Kwiek (46. Kowalski), Visnakovs

Ursus: Wysocki - Skowroński, Cegiełka, Bulik, Zaborowski Ż, CZ - Łowicki (70. Dobkowski), Sztybrych, Sikora (85. Radomski), Jarczak - Kamiński, Kawala (77. Jankiewicz)