"Ul. Piłkarskich bohaterów 1996 roku". O Widzewie sprzed lat, a propos Ligi Mistrzów [DERDZIK.BLOX.PL]

Może powinniśmy jakiś plac w Łodzi nazwać imieniem Marka Citki, który niemal z połowy boiska pokonał wtedy bramkarza Atletico Madryt? Może na własną ulicę zasługuje Jacek Dembiński, który strzelił dwa gole triumfatorowi ówczesnych rozgrywek Borussii Dortmund?
Legia Warszawa nie zagra w Lidze Mistrzów i szczerze mówiąc, to dla mnie żadne zaskoczenie, bo się jej awansu nie spodziewałem. Mojego kolegę zaskoczyły za to szybkie gole Steauy Bukareszt we wtorkowym meczu, które padły już w 7. i 9. minucie. Biedak spóźnił się chwilę do domu na mecz i tak naprawdę już było po wszystkim. Żal mi się go trochę zrobiło, bo to wielki kibic Widzewa i oglądanie na żywo, jak Legia traci gole, i to w tak ważnym meczu, byłoby dla niego jak wymarzony prezent, jak Gwiazdka w sierpniu. No, ale i tak się chłopak cieszył jak głupi.

Ja się nie spóźniłem. Lennox Lewis nauczył mnie 16 lat temu, że transmisje sportowe ogląda się od początku. 4 października 1997 roku źle się czułem, męczył mnie kaszel, ale pół nocy czekałem na walkę brytyjskiego pięściarza z naszym Andrzejem Gołotą. Tuż przed pierwszym gongiem poszedłem do kuchni napić się syropu i gdy po półtorej minuty wróciłem, Andrew siedział pobity w narożniku, a Lewis tonął w objęciach członków swojej ekipy. Było po walce! Zresztą we wtorek podczas meczu ktoś na Twitterze słusznie porównał szybkie gole Steauy do tamtego nokautu sprzed lat.

Rok wcześniej do Ligi Mistrzów awansował Widzew i do dziś pozostaje ostatnią polską drużyną, która tego dokonała. Za rok urodzeni w 1996 roku staną się pełnoletni, a wciąż nie wiedzą, jak to jest, gdy polski zespół gra w tych najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na świecie.

W ostatnich 17 latach Legia przegrywała decydujące mecze o wejście do Ligi Mistrzów trzykrotnie, Wisła Kraków obeszła się smakiem aż siedem razy, Widzew dwukrotnie, a po razie od drzwi na piłkarskie salony odbili się piłkarze ŁKS, Polonii Warszawa, Zagłębia Lubin, Lecha Poznań i Śląska Wrocław. Szesnaście przegranych. Czasem były to porażki wyraźne, ciężkie nokauty, klęski, a czasem przegrane nieznaczne, po walce. Ale zawsze przegrane...

Tak sobie myślę, że dziś za mało doceniamy widzewiaków, którzy do piłkarskiej elity weszli. Przecież to wydarzenie epokowe! Sprawdziłem, co się działo w Polsce i na świecie w owym 1996 roku, i dopiero to mi uświadomiło, jak dawno to było. Żyliśmy wtedy w zupełnie innym świecie. Naszym prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, Stanów Zjednoczonych Bill Clinton, a Rosji Borys Jelcyn. Mieliśmy papieża Polaka, Wisława Szymborska dostała Nobla, Adam Małysz wygrał swój pierwszy konkurs Pucharu Świata, książę Karol rozwiódł się z Dianą, urodziła się owca Dolly, Michael Jackson dał koncert w Warszawie, wspomniany już Gołota po raz pierwszy walił Riddicka Bowe poniżej pasa, "Angielski Pacjent" zgarnął dziewięć Oscarów, swoją premierę miał film "Młode wilki" i powstał ostatni odcinek "Wojowniczych Żółwi Ninja". Wyobrażacie sobie? Ostatni odcinek "Wojowniczych Żółwi Ninja"!

Czy piłkarze Widzewa, którzy wtedy przekroczyli bramy piłkarskiego raju, nie zasłużyli na więcej? Od 17 lat regularnie mówią o nich w telewizji, i to w czasie największej oglądalności, piszą o nich w gazetach, przypominają ich zwycięstwa i gole. Kto lepiej promuje Łódź?

Może powinniśmy jakiś plac w Łodzi nazwać imieniem Marka Citki, który niemal z połowy boiska pokonał wtedy bramkarza Atletico Madryt? Może na własną ulicę zasługuje Jacek Dembiński, który strzelił dwa gole triumfatorowi ówczesnych rozgrywek Borussii Dortmund? Może jakiejś szkole nadać imię Tomasza Łapińskiego, kapitana tamtego zespołu? Może nowy stadion, który kiedyś przy al. Piłsudskiego przecież powstanie, powinien nazywać się Ostatniej Polskiej Drużyny w Lidze Mistrzów Arena?

Problem mam tylko z Franciszkiem Smudą, który wtedy ten zespół pięknie prowadził, ale na nasze nieszczęście 16 lat później prowadził też naszą reprezentację na Euro 2012 i - sorry za wyrażenie, ale inne nie przychodzi mi do głowy - przerżnął je z kretesem. A mistrzostwa Europy były przecież wydarzeniem nieporównywalnie większym od awansu Widzewa. Wystarczy wspomnieć, że gdy łodzianie wchodzili do Ligi Mistrzów, ich stadion przeszedł tylko remont, a na Euro zmieniła się Polska, powstały autostrady, nowe dworce i lotniska, o pięknych piłkarskich stadionach nie wspominając. Nie, ulicy Smudy bym nie zniósł, rany są zbyt świeże.

Ale, zważywszy na to, że od 17 lat nikt nie potrafi powtórzyć sukcesu Widzewa, tamta drużyna na honory z pewnością zasługuje. Może chociaż jakaś mała uliczka osiedlowa "Piłkarskich bohaterów 1996 roku"?

Ten i inne wpisy o Widzewie, łódzkiej piłce i sporcie w ogóle, często złośliwie i z ironią, na derdzik.blox.pl