A ty się, Maciek, rzucaj! Widzew ma poważny problem w bramce. Maciej Mielcarz w końcu do zmiany?

Gdy trener Radosław Mroczkowski znalazł w końcu napastnika z prawdziwego zdarzenia, dobrych środkowych obrońców i zabierał się za wzmocnienie ofensywy, wyskoczył mu nowy, i to poważny, problem z... bramkarzem
Była druga minuta doliczonego czasu gry w meczu z Jagiellonią Białystok, gdy Dani Quintana dośrodkował w pole karne Widzewa. Wcześniej błąd popełnił Mariusz Rybicki, który łatwo dał się ograć, a Patryk Stępiński dał się przepchnąć rywalowi.

Ale nie tylko oni zawinili przy golu, który zabrał Widzewowi - wydawało się - pewne zwycięstwo. Po wrzutce Quintany piłka leciała i prosiła bramkarza Widzewa: "wyjdź z bramki i złap mnie". Ale Maciej Mielcarz stał jak wryty. Gdy Mateusz Piątkowski uderzył ją głową - też stał. Gdy piłka wpadała obok niego do bramki, wyciągnął rękę, pokazując sędziemu, że Stępiński był faulowany. Ale nie był...

Dlaczego Mielcarz, kapitan drużyny i jej najbardziej doświadczony piłkarz, nie reagował w najważniejszym momencie? Dlaczego stał jak wryty? Czy popełnił błąd? - Być może, ale muszę zobaczyć powtórkę - mówił na pomeczowej konferencji trener Widzewa. Już wtedy wiedział, że Mielcarz zawiódł. Znów, bo w żadnym z meczów tego sezonu nie pomógł drużynie. W każdym traciła gole, i to dużo. Czternastu w sześciu meczach nie dał sobie strzelić żaden inny zespół. - Tak, Maciek powinien wyjść do tej piłki - mówił w niedzielę Mroczkowski. - Ale nie mogę nie widzieć, że to był kolejny błąd przy tej samej akcji, że to był łańcuszek błędów. Najpierw źle zachował się Rybicki, później Stępiński. - Mamy teraz trochę czasu, by rozwiązać nasze problemy, także w bramce.

- Nie powinniśmy stracić tego gola - mówi z kolei Andrzej Woźniak, trener bramkarzy Widzewa. Rozwijać tematu, czyli rozmawiać o formie Mielcarza, nie chciał. - Przyjdzie na to czas - wyjaśnił.

Szkoleniowcy łódzkiej drużyny mają jednak z doświadczonym bramkarzem problem. Gdyby nie fakt, że to kapitan drużyny, mający poważanie i posłuch, to pewnie już dawno wysłaliby go na ławkę. To chyba jeden z powodów, dla których Mielcarz wciąż gra. Drugi to brak doświadczonego zmiennika. Niespełna 21-letni Maciej Krakowiak w ubiegłym sezonie zagrał w czterech meczach w ekstraklasie. W trzech nie wpuścił gola, ale z Górnikiem Zabrze zawiódł i do bramki już nie wrócił. Krakowiak robi postępy, gra w rezerwach, wystąpił też w meczu Pucharu Polski, ale nie daje trenerom gwarancji, że poradzi sobie w ekstraklasie. Z drugiej jednak strony, jak się o tym przekonać...

- Oceniać gry Maćka nie mogę, bo to mój kolega z drużyny. Od tego są trenerzy, moja rola w zespole jest inna. Mogę tylko powiedzieć, że jestem gotowy do gry w pierwszym składzie. Przyznaję, że na to liczę - mówi Krakowiak i dodaje, że na pewno brakuje mu meczów, w których mógłby trochę popracować w bramce. W niedzielnym spotkaniu rezerw piłkarze Żyrardowianki nie zmusili go do wysiłku. W piątek, w przerwie na reprezentację, Widzew rozegra sparing z Koroną w Kielcach. Być może to będzie próba generalna dla Krakowiaka.

Problem z Mielcarzem pojawił się w najgorszym momencie i zupełnie niespodziewanie. Przed rozpoczęciem przygotowań akurat o tę pozycję trener nie musiał się martwić, mógł skupić się na wzmocnieniach w polu. Wygląda na to, że w sobotę zakończyły się poszukiwania środkowych obrońców. W spotkaniu z Jagiellonią zadebiutowali Kevin Lafrance i Jonathan De Amo Perez. Obaj wypadli dobrze i mają potencjał, by grać jeszcze lepiej. - Moim zdaniem, jak na pierwszy mecz, to spisali się bardzo dobrze - ocenia Krystian Nowak. - Gdyby nie stracona bramka w końcówce, to nareszcie zagralibyśmy na zero z tyłu, w dużej mierze dzięki nowym środkowym obrońcom.

- Ich występ na pewno można ocenić pozytywnie. Z Perezem, który grał bliżej mnie, współpracowało mi się bardzo dobrze. Miał mnie asekurować, i wywiązywał się z tego bez zarzutu - to z kolei słowa Jakuba Bartkowskiego. - Jego atuty to przede wszystkim czysty i skuteczny odbiór piłki. Bardzo dobrze radził też sobie w powietrzu.

Mroczkowski: - Bardzo nam zależało na dobrej grze w defensywie, może nawet za bardzo na tym się skoncentrowaliśmy w pierwszej połowie, ale to był nasz pierwszy występ w takim ustawieniu. Dla nowych to była pierwsza weryfikacja w meczu o stawkę. Kevin był z nami trzy tygodnie, Jonathan krócej, i na razie widziałem ich tylko na treningach, ale wydawało się, że nie popełniamy błędu, wystawiając ich od początku. Moja ocena ich występu jest pozytywna. Byłoby bardzo dobrze, gdyby nie stracony gol.

Dobry debiut zaliczył też Povilas Leimonas, który pełnił rolę defensywnego pomocnika, a swój pierwszy mecz w wyjściowym składzie golem uczcił Aleksejs Visnakovs. - Nie, nie mamy już żadnego brata - śmiał się starszy z łotewskich braci. Pięć ostatnich goli (z sześciu w ogóle zdobytych w tym sezonie przez Widzew) strzelił jego brat Eduards. W sobotę miał zresztą kolejne okazje, m.in. popisał się fantastycznym strzałem zza pola karnego, po którym piłka trafiła w poprzeczkę.

Na pochwały zasługuje również Veljko Batrović, który co prawda przed przerwą grał słabo, ale po przerwie popisał się piękną asystą. Jego regularną grę w pierwszym składzie zauważył trener młodzieżowej reprezentacji Czarnogóry i na mecz z Bułgarią.

Bracia Visnakovsowie i Batrović mają teraz pewne miejsce w składzie, ale Mroczkowski dalej szuka ofensywnych wzmocnień, bo boi się sytuacji, gdy któryś z nich nie będzie mógł grać. - Spodziewamy się nowych graczy w nowym tygodniu. Być może ktoś zagra w sparingu z Koroną - zapowiada.

W niedzielę Mroczkowski zrobił przegląd swoich rezerw. Z trybun oglądał trzecioligowy mecz drugiej drużyny z Żyrardowianką, w którym zagrało 12 piłkarzy z pierwszego zespołu. To, co zobaczył, popsuło mu niedzielę. Kilku z nich zasłużyło co najwyżej na miejsce na ławce rezerwowych w ekstraklasie. By z niej nie spaść, trener Widzewa potrzebuje lepszych zawodników. I na pewno bramkarza, który nie będzie przepuszczał wszystkich strzałów.

Kto powinien stanąć w bramce Widzewa w kolejnych meczach?