Czesław Michniewicz przed meczem z Widzewem: "Sentyment pozostał. Widzew na równi z Lechem"

Pracowałem w wielu klubach, ale Lech Poznań i Widzew wspominam najlepiej - mówi Czesław Michniewicz, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała, które jutro przyjeżdża na al. Piłsudskiego
Bartłomiej Derdzikowski: Kiedy był pan z Podbeskidziem po raz ostatni na stadionie Widzewa, w ostatniej kolejce ubiegłego sezonu, potrzebowaliście wygranej, by się utrzymać, i cel osiągnęliście. Teraz wystarczy wam punkt czy znów mierzycie w zwycięstwo?

Czesław Michniewicz: Nigdy nie kalkuluję przed meczem. Wszystko zależy od okoliczności. Czasem spotkanie układa się tak, że jeden punkt może być pełnią szczęścia. Dlatego nie myślimy dziś o tym, ile punktów zdobyć na stadionie Widzewa, tylko o tym, by dobrze zagrać. Jak to się uda, to jest szansa na wygraną i komplet. Zobaczymy, co się wydarzy.

W jakiej formie jest pana drużyna? Za wami seria trzech meczów bez porażki...

- Na początku sezonu mieliśmy pewne problemy kadrowe. Wiadomo, że takie drużyny jak Podbeskidzie czy Widzew mają kłopoty, gdy wypada im dwóch, trzech zawodników ze składu. Sporo rzeczy trzeba układać na nowo. Wyobraźmy sobie, że teraz z Widzewa zabieramy Visnakovsa, Kaczmarka czy jeszcze kogoś z podstawowej jedenastki. Od razu będzie to widoczne. W zespołach, które mają szerokie kadry, nie będzie wielkiej różnicy, bo są inni, którzy ich zastąpią. I my się właśnie z takim problemem borykaliśmy. Uczyliśmy się żyć bez Roberta Demjana [król strzelców ubiegłego sezonu, który latem odszedł do Belgii - przyp. red.]. I teraz już jakoś sobie radzimy.

Właśnie trafił do was Maciej Iwański, który ostatnio był zawodnikiem Manisasporu. Jeszcze nie tak dawno grał w ŁKS i szczerze mówiąc, grał bardzo słabo. Podbeskidziu może pomóc?

- Znam go bardzo dobrze i wiem, na co go stać. Nie muszę go już sprawdzać. W ostatnim sezonie Maciek zagrał w 32 meczach w Turcji, strzelił trzy gole i miał dużo asyst. Był wiodącą postacią drużyny, która grała o awans do ekstraklasy i przegrała go dopiero w barażach. Latem Maciek był też na dwóch obozach. Nie jest tak, że przez rok nic nie robił, a wręcz przeciwnie - grał regularnie i jest w dobrej dyspozycji fizycznej. Pewnie od razu nie będzie grał super, ale po dwóch, trzech tygodniach treningów będzie OK.

Jest szansa na jego występ już przeciwko Widzewowi?

- Póki co nie są załatwione formalności związane z jego grą w Podbeskidziu.

Jak ocenia pan Widzew w tym sezonie?

- Po kolei. Ma Maćka Mielcarza...

Który jest w słabej formie.

- Czy w słabej? Z bramkarzami tak bywa, że mają lepsze i gorsze okresy, ale to cały czas solidny bramkarz. Dalej... Do drużyny doszło dwóch dobrych stoperów. Podoba mi się Lafrance, bo umie wyprowadzić piłkę, umie też uderzyć z dystansu. Oczywiście z przodu bardzo wyróżnia się Visnakovs. Chwała Widzewowi za to, że znalazł takiego zawodnika. W oko wpadł mi też Batrović. W ostatnich meczach grał naprawdę nieźle. On ma w sobie to coś, ma rzadko spotykaną w naszej lidze swobodę gry. Ogólnie Widzew to dobra drużyna z kilkoma indywidualnościami i z całą pewnością czeka nas w Łodzi bardzo ciężki mecz. Tym bardziej że Podbeskidzie na wyjeździe nigdy nie jest faworytem. Na pewno widzewiacy są też podrażnieni tym, że nie wygrali ostatniego spotkania u siebie, a przecież byli bardzo blisko. Gola z Jagiellonią stracili już w doliczonym czasie gry. Ale my mamy swoje atuty i na pewno będziemy szukać szans na wygraną.

Sentyment do Widzewa wciąż u pana pozostał?

- Oj tak, jest cały czas. Pracowałem w wielu klubach, ale Lech Poznań i Widzew wspominam najlepiej, postawiłbym je w jednym szeregu, i to mimo że w Poznaniu pracowałem trzy lata, a w Łodzi krótko. Klimat wokół obu klubów był podobny. Chodzi o atmosferę, o zainteresowanie. Bardzo mi się to podobało.

43-letni szkoleniowiec przy al. Piłsudskiego pracował przez osiem miesięcy w sezonie 2010/2011. Na stanowisku trenera zastąpił Andrzeja Kretka. Widzew z 15 punktami zajmował wtedy przedostatnie miejsce w lidze. Nowy szkoleniowiec uratował drużynę przed spadkiem, ale także otarł się o występy w europejskich pucharach. Szanse na zajęcie premiowanego czwartego miejsca były nawet do ostatniej kolejki. W sumie pod wodzą Michniewicza Widzew zdobył 28 punktów i ostatecznie zajął 9. miejsce w ekstraklasie. Po zakończeniu rozgrywek szkoleniowiec nie przedłużył kontraktu z łódzkim klubem.

W czasie swojej trenerskiej kariery Michniewicz tylko raz przegrał z Widzewem. To było dwa lata temu, gdy łodzianie pokonali jego Jagiellonię Białystok. Dwukrotnie remisował z łódzką drużyną z Lechem Poznań, trzykrotnie wygrywał z Zagłębiem Lubin. Zwycięstwem jego zespołu - tym razem Podbeskidzia - zakończyło się też czerwcowe spotkanie w Łodzi.