Widzew znokautowany w Gliwicach. Przegrał z Piastem w fatalnym stylu

Po fatalnym występie w Gliwicach Widzew przedłużył serię meczów bez wyjazdowej wygranej do piętnastu. Nadzieje, że wkrótce się to zmieni, są bardzo małe.
Dla obu drużyn był to mecz na przełamanie, bo na zwycięstwa czekały już naprawdę długo. Piast nie zdobył kompletu punktów od pięciu kolejek, Widzew - od czterech. Przy al. Piłsudskiego dobrze pamiętali też inną wstydliwą serię, czyli aż 14 spotkań bez zwycięstwa na stadionie rywala. Marcin Kaczmarek, jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy Widzewa, przypomniał co prawda wygraną w Pucharze Polski z Ursusem Warszawa, ale to chyba tak pół żartem, pół serio. Po raz ostatni trzy punkty łodzianie przywieźli właśnie z Gliwic. W ubiegłym sezonie, prawie rok temu, wygrali z Piastem 2:1.

O kolejne zwycięstwo na śląskim stadionie widzewiacy walczyli w takim samym składzie jak w ostatniej kolejce przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała. Jak mówi Radosław Mroczkowski, wyjściowa jedenastka jego drużyny powoli się krystalizuje. I już w 7. min mogliśmy mieć nadzieje, że także się zgrywa. Wszystko za sprawą kapitalnej akcji zespołowej, którą zaczął Jonathan de Amo Perez, a kontynuowali Kaczmarek, Veljko Batrović i w końcu Eduards Visnakovs. Czarnogórzec popisał się świetnym prostopadłym podaniem i Łotysz wyszedł sam na sam z bramkarzem Piasta. Huknął niemal natychmiast, ale trafił w rękę Dariusza Treli. To była 100-procentowa okazja!

Gospodarze odpowiedzieli niemal natychmiast, ale i bramkarz Widzewa spisał się bez zarzutu. Maciej Mielcarz odbił piłkę na róg po strzale Kamila Wilczka. Później już ją łapał, gdy strzelali znów Wilczek oraz Damian Zbozień i Tomasz Podgórski. W 19. min był już jednak bezradny, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Podgórskiego Csaba Horvath głową wpakował piłkę do bramki. Piłkarz Piasta wygrał walkę o piłkę z de Amo, który zresztą chwilę wcześniej sprokurował rzut wolny.

W meczu z Podbeskidziem Widzew niemal natychmiast odpowiedział golem na gola rywali, tym razem było tak samo, tyle że Aleksejs Visnakovs był wcześniej na pozycji spalonej.

W 24. min było już 2:0. Tym razem Kevin Lafrance dał się oszukać Wilczkowi, który podał na prawą stronę pola karnego do Rubena Jurado. Hiszpana nie zdążył zablokować jego rodak de Amo i gracz Piasta płaskim strzałem pokonał Mielcarza. Warto też wspomnieć, że nieszczęście Widzewa zaczęło się od nieudanego zagrania piętą Kaczmarka, który lubuje się w tego typu zagraniach. W 30. min wściekły Mroczkowski (trudno się dziwić) go zmienił. Wszedł Alex Bruno. W składzie Widzewa było więc dziewięciu obcokrajowców, najwięcej w historii.

Jeszcze przed przerwą łodzianie próbowali zmienić wynik, ale Batrović i E. Visnakovs strzelali za wysoko, a Lafrance głową obok bramki.

Drugą połowę lepiej zaczęli gliwiczanie. Potężną bombę na rzut rożny odbił jednak Mielcarz, który niedługo potem wyleciał z boiska za wycięcie przed polem karnym Wilczka. Na czerwoną kartkę zasłużył. Nadzieja na dobry wynik w meczu z Piastem właściwie umarła... Umarła już na pewno, gdy w 58. min kolejnego gola - znów głową - zdobył Horvath. To już był nokaut Widzewa. Ciężki nokaut.

Składanie drużyny przy al. Piłsudskiego już się zakończyło. Teraz trzeba ją nauczyć grać w piłkę, zaczynając do defensywy, bo strzelić dziś gola Widzewowi to żadna sztuka. Rywale zrobili to już w tym sezonie 18 razy. Żaden inny zespół nie stracił tak dużo bramek. Trudno w takim przypadku o punkty, tym bardziej że goli nie strzela już E. Visnakovs. Łotysz nie trafił od trzech spotkań.

Już w środę Widzew gra w Łodzi z Ruchem Chorzów, jedną z najgorszych drużyn w lidze. Właściwie to i łódzki zespół jest jedną z nich... Jest na pewno.

Piast - Widzew 3:0 (2:0)

Gole: Horvath (19., 58.), Jurado (25.)

Piast: Trela - Zbozień, Polak Ż, Horvath, Klepczyński - Izvolt (83. Szeliga), Martinez, Matras, Podgórski (89. Dytko) - Jurado - Wilczek (76. Rabiola).

Widzew: Mielcarz CZ 53. - Stępiński, Lafrance, de Amo Ż (46. Nowak), Airapetian - Okachi, Leimonas Ż - A. Visnakovs, Batrović (56. Krakowiak), Kaczmarek (30. Alex) - E. Visnakovs.

Sędziował: Jarosław Rynkiewicz z Zielonej Góry