Trener Widzewa Rafał Pawlak o grze Cracovii: "Nie robi na mnie wielkiego wrażenia"

Cracovia, piątkowy rywal Widzewa, zdobyła dotychczas więcej punktów na wyjeździe niż u siebie, ale trenera Rafała Pawlaka nie bardzo to rusza. Początek meczu o godz. 18 przy al. Piłsudskiego
Zanim w Widzewie zaczęły się przygotowania do dzisiejszego meczu z Cracovią, trzeba było zamknąć temat spotkania z Zagłębiem Lubin, którego z pewnością nikt przy al. Piłsudskiego nie wspomina dobrze.

Po golu Eduardsa Visnakovsa w 65. min łódzka drużyna prowadziła i była na dobrej drodze, by wygrać pierwszy wyjazdowy mecz w tym sezonie i w ogóle pierwszy od roku, ale wkrótce wszystko się posypało. Zagłębie zdobyło trzy gole i było po wszystkim. - Na pewno zabrakło nam wyrachowania. Po zdobyciu gola powinniśmy zagrać bardziej odpowiedzialnie, a nie szukać kolejnych okazji - analizuje Rafał Pawlak.

Trener Widzewa dodaje, że wpływ na to mógł mieć poprzedni mecz z Lechią Gdańsk, z którą jego zespół wygrał aż 4:1. - Piłkarze nie wyciągnęli z niego wniosków i myśleli, że zawsze tak będzie, że prowadząc, będziemy strzelać gola za golem. A każdy mecz jest inny. Czy wygrywa się 4:1, czy 1:0, to zawsze zdobywa się tylko trzy punkty i czasem trzeba niskie prowadzenie pielęgnować - mówi.

Dla Pawlaka spotkanie z Cracovią będzie trzecim w roli pierwszego trenera Widzewa. Dotychczas dwa razy przegrał i raz wygrał. Praca mu się podoba. Swój zespół chwali. - Z każdego meczu, w którym prowadziłem drużynę, można wyciągnąć wiele pozytywów, nawet z tych przegranych - uważa. - Ale prawda jest taka, że jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz i trzeba ciężko pracować, by każdy kolejny był udany.

Cracovii Pawlak się nie boi, chociaż drużyna Wojciecha Stawowego zbiera ostatnio dobre opinie, gra ładnie dla oka i wygrywa. Dzięki temu usadowiła się w górnej części tabeli. Co ciekawe, Cracovia lepiej radzi sobie na wyjeździe niż u siebie. Z obcych boisk przywiozła 10 punktów, u siebie uciułała o trzy mniej. Pawlaka to średnio rusza. - Oczywiście doceniamy klasę każdego rywala. Cracovia to dobra drużyna, ale nie robi na mnie wielkiego wrażenia. My chcemy wypracować swój styl, który dodatkowo będzie nam dawał punkty - mówi. - Cracovię mamy rozpracowaną i porozmawiamy o niej na odprawie, ale najważniejsze jest to, jak my zagramy. A gramy u siebie i mam nadzieję, że to my będziemy prowadzić grę i to rywale będą musieli dostosować się do nas, a nie my do nich.

W tym samym tonie wypowiada się Mariusz Rybicki, jeden z... "Dzieciaków Pawlaka", czyli młodych widzewiaków, których do ekstraklasy wprowadził poprzedni trener łodzian Radosław Mroczkowski, ale w ostatniej fazie swojej pracy z drużyną sadzał ich na ławce, uznając, że inni są od nich lepsi. Pawlak ich zaadoptował, odważniej na nich stawia i czeka na efekty. Na razie nieźle spisuje się Krystian Nowak, gorzej Jakub Bartkowski i Bartłomiej Kasprzak. Rybicki w Lubinie zaliczył ładną asystę, ale obiektywnie oceniając, nic więcej drużynie nie dał. Wciąż zbyt często kiwa się daleko od bramki i zwykle traci piłkę. O miejsce w składzie na razie raczej bać się nie musi, ale chyba nadszedł czas na coś więcej niż dotychczas. - Analizujemy każdy mecz. Zawsze można znaleźć jakieś pozytywy, ale błędy też są. I staramy się eliminować - mówi o grze Widzewa Rybicki, ale to samo mógłby powiedzieć o swojej.

Co prawda Pawlak i Rybicki twierdzą, że nie patrzą na Cracovię, tylko na swój zespół, ale na kilka rzeczy i niektórych piłkarzy krakowskiej drużyny powinni zwrócić baczniejszą uwagę. Chodzi m.in. o Dawida Nowaka, który latem, po ponad siedmiu latach, przeniósł się pod Wawel z GKS Bełchatów i wyszło mu to na dobre. 28-letni napastnik strzelił w tym sezonie pięć goli i jest ważną postacią drużyny. A w przeszłości strzelał gole Widzewowi. - Na pewno musimy na niego uważać. Gdy tylko jest zdrowy, to bardzo dobry zawodnik - mówi trener Pawlak. - Znamy go dobrze, bo przez lata grał pod nosem, w Bełchatowie, i wiemy, jakie ma mocne, a jakie słabe strony. Na pewno to jednak niejedyny ofensywny piłkarz Cracovii, na którego trzeba zwrócić uwagę. Są jeszcze choćby Saidi Ntibazonkiza czy Vladimir Boljević. Nie może być tak, że będziemy patrzeć na Nowaka, a zapomnimy o jego kolegach.

Mecz z Cracovią będzie mogło obejrzeć przy al. Piłsudskiego maksymalnie 5 tys. kibiców, bo za rozpalenie rac podczas spotkania z Lechią Gdańsk wojewoda zamknęła trybuny B i D. W Widzewie liczą, że sprzedadzą się wszystkie bilety przygotowane na to spotkanie.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego