Widzew znów przegrał po fatalnej grze. To nie jest drużyna na ekstraklasę!

Nie mam problemu z bramkarzem - przekonywał kilka dni temu trener Widzewa Rafał Pawlak. Ale ma, i to spory. A do tego z obroną, pomocą i atakiem. Drużyna z al. Piłsudskiego jest drużyną tylko z nazwy. Ograć ją to dziś żadna sztuka. Tym razem zrobiła to Cracovia
Mecz przy al. Piłsudskiego zapowiadał się ciekawie, bo Widzew w tym sezonie punktuje tylko na swoim stadionie, natomiast Cracovia więcej punktów zdobyła na boiskach rywali. I to właśnie zespół trenera Wojciecha Stawowego był faworytem tego spotkania. Jego Cracovia gra ostatnio ładnie i skutecznie. W tabeli też jest wyżej, i to w jej górnej części, o czym marzą przy al. Piłsudskiego. Aby to marzenia było realne, trzeba było z krakowską drużyną wygrać, tym bardziej że przed widzewiakami mecze z czołowymi zespołami ekstraklasy: z Wisłą Kraków, Pogonią Szczecin i Legią Warszawa. Naprawdę trudno być przed nimi optymistą...

W porównaniu z poprzednim meczem z Zagłębiem Lubin w składzie zaszła tylko jedna zmiana. Do jedenastki wrócił Kevin Lafrance, a na ławkę Bartłomiej Kasprzak. Krystian Nowak, który w Lubinie zastępował w obronie reprezentanta Haiti, tym razem pełnił rolę defensywnego pomocnika. Właśnie kosztem Kasprzaka. Z przodu nic nie zmieniło się w ustawieniu Widzewa. Nie tylko to. Najgroźniejszym ofensywnym piłkarzem Widzewa jak zawsze był Eduards Visnakovs. W 13. min Łotysz wywalczył gola dla swojej drużyny, ale tym razem pomógł mu sędzia. "Wiśnia" co prawda był faulowany przez Milosa Kosanovicia, ale nie w polu karnym, jak uznał Bartosz Frankowski, ale tuż przed nim. Tymczasem arbiter podyktował jedenastkę i Krzysztofa Pilarza pewnym strzałem po ziemi pokonał Mariusz Rybicki.

Goście odpowiedzieli dopiero po ponad kwadransie, gdy strzelał Vladimir Boljević, a piłka po drodze odbiła się od Mateusza Żytki i niemal zaskoczyła Macieja Mielcarza. Niemal, bo bramkarz Widzewa wyciągnął się jak długi i odbił piłkę końcami palców. Ale później wszystko wróciło do normy, tzn. wrócił stary i... zły Mielcarz. Kapitan łodzian wyszedł do dośrodkowania Boljevicia, ale nie trafił w piłkę i tę głową do bramki wbił Damian Dąbrowski. W przerwie Mielcarza zastąpił Maciej Krakowiak. Oficjalnie przez kontuzję, ale niewykluczone, że powód był jednak inny. Tak naprawdę nie ma to jednak znaczenia. Ważne, że Mielcarz w końcu opuścił bramkę Widzewa. O wiele wpuszczonych bramek za późno.

Ale wcześnie był jeszcze gol nr 2 dla Cracovii. Tym razem po strzale Dawida Nowaka, na którego widzewiacy mieli przecież wyjątkowo uważać. Nie uważał zwłaszcza Jakub Bartkowski, piłkarz co najwyżej pierwszoligowy.

Oczywiście nie było też tak, że te gole wzięły się tylko z błędów gospodarzy. Drużyna z Krakowa solidnie na nie pracowała. Goście zdecydowanie dłużej utrzymywali się przy piłce (74-26!), konsekwentnie budowali swoje akcje i czekali na okazje. Planu nie zmienili nawet wtedy, gdy zostali skrzywdzeni przez sędziego. Ich prowadzenie było całkowicie zasłużone, tak jak zasłużone jest miejsce Widzewa niemal na dnie ligowej tabeli. Zero agresywności, zero pomysłu na grę... Naprawdę wyglądało to tak, jakby to Barcelona grała z Widzewem, a nie Cracovia.

Po przerwie widzewiacy natychmiast zaatakowali, ale w bardzo dobrej sytuacji młodszy z braci Visnakovsów fatalnie spudłował. Później wszystko wróciło do normy. Świetną pozycję wypracował sobie Nowak, lecz nie trafił w bramkę. Niedługo potem Saidi Ntibazonkiza dośrodkował w pole karne, a podanie przeciął Lafrance i wpakował piłkę do własnej bramki. Katastrofa.

"Widzew, grać, k... mać", i "Co wy robicie, RTS, co wy robicie?" - śpiewali kibice Widzewa, gdy Marcin Kaczmarek nie potrafił dośrodkować, tylko walił piłkę w powietrze, gdy Rybickiemu znów zachciało się zatańczyć z rywalem, a wpadł w niego, tracąc piłkę, gdy piłkarze z al. Piłsudskiego nie atakowali rywali, tylko patrzyli, jak ci rozgrywają kolejne akcje, gdy sami nie potrafili wymienić kilku podań, gdy Ntibazonkiza i Nowak ogrywali obrońców, gdy... Widzew to nie jest dziś drużyna na ekstraklasę i nie ma żadnych przesłanek, by sądzić, że wkrótce się nią stanie.

Widzew - Cracovia 1:3 (1:2)

Gole: Rybicki (13.) - Dąbrowski (36.), Nowak (42.), Lafrance (61., samobójcza)

Widzew: Mielcarz (46. Krakowiak) - Bartkowski, Lafrance, de Amo, Kaczmarek Ż - Nowak, Leimonas - A. Visnakovs (68. Alex), Batrović (37. Okachi), Rybicki - E. Visnakovs. Cracovia: Pilarz - Szeliga Ż, Kosanović, Żytko, Marciniak - Ntibazonkiza, Dąbrowski Ż, Straus, Boljević Ż (81. Zejdler), Steblecki (90.+2 Żurek) - Nowak (87. Kita) Sędziował: Bartosz Frankowski z Torunia