Widzew jedzie na mecz do Krakowa. Jedzie po cud na Wiśle

Widzew jest w fatalnej formie i niemal na dnie tabeli. W tym sezonie nie zdobył na wyjeździe nawet punktu, a na stadionie rywala nie wygrał od roku. Do tego po raz ostatni w Krakowie z Wisłą zwyciężył 16 lat temu. By przerwać te serie, potrzebuje cudu. Początek meczu we wtorek o godz. 20.30
Na konferencję prasową przed meczem z Wisłą trener Rafał Pawlak wszedł uśmiechnięty, ale szybko zaznaczył, że wcale nie jest mu do śmiechu.

- Nastroje nie mogą być najlepsze po przegranej, zwłaszcza u siebie [1:3 z Cracovią w ostatni piątek - przyp. red.], ale zapewniam, że morale w drużynie cały czas jest wysokie - powiedział. - Wszyscy wiemy, o co gramy, o co walczymy, i wiemy, w jakim miejscu teraz jesteśmy. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, by poprawić nasze miejsce w tabeli. Jeszcze raz zapewniam, że w sferze mentalnej nic złego w drużynie się nie dzieje.

A załamać się z pewnością by można, bo widzewiacy z ostatnich dziesięciu meczów wygrali ledwie jeden. Na wyjeździe w tym sezonie nie zdobyli choćby jednego punktu. Szczytem ich możliwości było strzelenie trzech goli w pięciu meczach poza Łodzią. W ogóle na zwycięstwo na stadionie rywala Widzew czeka już od roku.

Oczywiście piłkarzy łódzkiej drużyny można dobić jeszcze przypomnieniem im bilansu meczów z Wisłą Kraków z ostatnich kilkunastu lat. Widzew po raz ostatni wygrał z nią ponad 12 lat temu. To było w Łodzi. Na zwycięstwo w Krakowie czeka jeszcze dłużej, bo od 1997 roku, a na remis trzy lata krócej. No i jak tu być optymistą przed dzisiejszym meczem, tym bardziej że zespół trenera Franciszka Smudy to czołowy zespół ekstraklasy, a drużyna Pawlaka to ligowy słabeusz? Przy al. Piłsudskiego mimo wszystko wierzą, że się uda, albo - co bardziej prawdopodobne - tylko mówią, że wierzą. - Przed nami kolejny mecz. Głowy do góry! Atmosfera w drużynie wciąż jest dobra. Trzeba robić wszystko, by zacząć wygrywać - przekonuje Aleksejs Visnakovs, dla którego - jako byłego gracza Cracovii - mecz z Wisłą to coś specjalnego. Może rzeczywiście to go zmobilizuje, bo ostatnio spisuje się bardzo słabo.

Być może nadziei na dobry wynik trzeba szukać w tym, że w składzie Widzewa zajdą zmiany i może nowi gracze dadzą drużynie lepszą jakość - zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Wykluczony jest występ kontuzjowanego Marcina Kaczmarka, którego czeka minimum tydzień przerwy. Jeden z najbardziej doświadczonych widzewiaków też nie jest w najlepszej formie.

Po lewej stronie obrony powinien zastąpić go Lewon Airapetian, który jest podstawowym piłkarzem reprezentacji Armenii (zagrał niedawno w zremisowanym 2:2 meczu z Włochami), a w łódzkiej drużynie przegrywa rywalizację z Kaczmarkiem. - Nie demonizowałbym tego, że Lewon gra w kadrze i zagrał przeciwko Włochom. To nie oznacza, że w Widzewie musi grać. Liczy się - tu i teraz. Rywalizuje z Marcinem. Pracuje z pełnym zaangażowaniem i czeka na szansę - tłumaczy Pawlak.

Dopiero wieczorem miało być jasne, czy przeciwko Wiśle będzie mógł wystąpić Maciej Mielcarz, który też narzeka na uraz. Nawet jednak jeśli nie jest on bardzo poważny, to kapitan drużyny chyba powinien odpocząć, bo zawala bramki seryjnie. Widzewscy lekarze stawiają za to na nogi Veljko Batrovicia i Eduardsa Visnakovsa.

Problemy ma też Wisła, bo kontuzjowany jest chyba jej najlepszy piłkarz w tym sezonie, a na pewno obrońca, Arkadiusz Głowacki. Przeciwko Widzewowi raczej nie zagra i gdyby się tak stało, to dobrze by było, gdyby wystąpić mógł Eduards Visnakovs, bo kapitan Wisły zawsze dawał się we znaki napastnikom łódzkiej drużyny. Bez niego na pewno "Wiśni" byłoby łatwiej w Krakowie.

Kontuzjowany jest też kolejny stoper Osman Chavez. Niewykluczone za to, że w dzisiejszym meczu zagra inny obrońca - Piotr Brożek, który właśnie wrócił do Wisły.

- Mamy plan na Wisłę, ale oczywiście nie zdradzę jaki. Dużo zależy od tego, kto będzie gotowy do gry - mówił podczas przedmeczowej konferencji Pawlak. - Na pewno musimy zagrać odpowiedzialnie i nie popełnić zbyt wielu błędów, bo po nich tracimy gole. Życzyłbym sobie, byśmy pierwsi strzelili gola, a potem albo zdobyli kolejne, albo utrzymali prowadzenie.

Gdyby się to udało, to bez wątpienia mielibyśmy do czynienia z cudem...