Widzew po pierwszej rundzie rozgrywek. Jest źle, ale aż strach pomyśleć, jak by było bez goli Eduardsa Visnakovsa

Za drużynami ekstraklasy pierwsza runda rozgrywek. Widzew wypadł w niej bardzo słabo, najgorzej od powrotu do ekstraklasy trzy lata temu. Gdyby nie gole Eduardsa Visnakovsa, byłoby jeszcze gorzej...
Dzięki sobotniej wygranej z Pogonią Szczecin, dopiero czwartej w tym sezonie, drużyna z al. Piłsudskiego uciekła ze strefy spadkowej. Gorsze od Widzewa są Podbeskidzie Bielsko-Biała i Zagłębie Lubin. Ale 14 punktów i 14. miejsce w tabeli ekstraklasy to i tak powód do wstydu.

Widzewiacy pracowali na to pod wodzą dwóch trenerów. Radosław Mroczkowski prowadził ich w dziewięciu meczach (zdobył 8 punktów), Rafał Pawlak - w sześciu (6 punktów). Żaden z nich nie ma się więc czym chwalić. To najgorszy wynik Widzewa od powrotu do ekstraklasy w 2010 roku. W sezonie 2010/2011 po 15. meczach widzewiacy byli na 12. miejscu (18 pkt), a w kolejnym jeszcze wyżej. 22 zdobyte punkty dały łódzkiej drużynie naprawdę dobre 7. miejsce. Sezon później też nie było źle. Zespół trenera Mroczkowskiego w pierwszej rundzie zgromadził 21 punktów i rundę zakończył na 9. pozycji.

Cofnijmy się jeszcze o kilka lat wstecz. Nie będzie optymistycznie... Gdy w sezonie 2007/2008 Widzew spadał z ekstraklasy, to na półmetku rozgrywek był o jedną pozycję wyżej, niż jest obecnie. To nie wróży dobrze nawet mimo faktu, że od tego sezonu zmieniają się zasady spadków - po rundzie zasadniczej zdobyte punkty zostaną podzielone przez dwa, a o tym, kto się utrzyma, zdecyduje siedem dodatkowych meczów między ośmioma drużynami z dolnej części tabeli. Na tych samych zasadach o mistrzostwo i puchary walczyć będą zespoły z jej górnej części, ale to już raczej bez udziału Widzewa...

Największe bolączki jesieni

Jest, niestety, w czym wybierać. Zespół z al. Piłsudskiego - czy to pod wodzą Mroczkowskiego, czy Pawlaka - fatalnie spisywał się w defensywie. Wystarczy wspomnieć, że żadnego z 15. meczów nie zakończył z czystym kontem. Wynika to m.in. w dużej rotacji na każdej pozycji w obronie, a więc braku zrozumienia i zgrania, a także z bardzo słabej formy Macieja Mielcarza. Kapitan Widzewa przepuszczał strzały, których wpuszczać nie powinien, a do tego sam prokurował sytuacje, po których musiał wyjmować piłkę z bramki. Ale mimo to miejsca w składzie nie stracił. Przy al. Piłsudskiego słychać plotki, że Mielcarz musiał grać, bo działacze są mu winni sporo pieniędzy i nie chcieli go denerwować przed postępowaniem układowym przed sądem. Trudno w te plotki wierzyć, ale mając w pamięci niektóre interwencje Mielcarza, nie można chyba tego całkowicie wykluczyć...

Do bolączek Widzewa trzeba też zaliczyć wyjazdową niemoc. Drużyna z al. Piłsudskiego przegrała wszystkie sześć meczów na stadionach rywali. Trzech punktów poza domem nie zdobyli też piłkarze Podbeskidzia, ale oni przynajmniej trzykrotnie zremisowali.

I coś na plusik...

Oprócz strzeleckiej formy Eduardsa Visnakovsa (o którym niżej) cieszyć może też kilka dających nadzieję na przyszłość zagrań i momenty gry Veljko Batrovicia. Młody Czarnogórzec ma za sobą kilka nieudanych meczów, ale wiemy już przynajmniej, że ma potencjał, by kierować drużyną. Batrović potrafi np. bardzo dobrze dośrodkować, i to w dużej mierze dzięki niemu Widzew w końcu zdobywał gole po stałych fragmentach gry. Ale oczywiście czekamy na coś więcej...

Najgorszy piłkarz

Maciej Mielcarz - jak wyżej.

Najlepszy piłkarz

Oczywiście Eduards Visnakovs. Łotysz miał wejście smoka do Widzewa, ale i później nie schodził poniżej dobrego poziomu. Jego osiem goli mówi zresztą wszystko. To naprawdę duża sztuka walczyć o koronę króla strzelców, grając w tak słabej drużynie jak Widzew. "Wiśnia" wygrywa też klasyfikację na najlepszy transfer i największe odkrycie rundy jesiennej i pewnie jeszcze kilka innych rankingów.

Najgorszy mecz

W oczy rzuca się porażka 1:5 na inaugurację rozgrywek z Legią Warszawa, bo to przegrana najwyższa. Ale z mistrzem Polski widzewiacy przynajmniej walczyli i mieli sytuacje (choćby Bartłomiej Pawłowski). Gorzej było niedawno w Krakowie w spotkaniu z Wisłą. Gdyby jej piłkarzom naprawdę zależało, to wygraliby zdecydowanie wyżej niż i tak wysokie 3:0. Wstydliwe były też porażki z Ruchem Chorzów w Łodzi (0:1) oraz Piastem Gliwice (0:3) i Zagłębiem Lubin (1:3) na wyjeździe.

Najlepszy mecz

Podobać się mogła tylko efektowna wygrana z Lechią Gdańsk (4:1) po pięknych golach.

Największa strata

Trudno myśleć o walce o górnej części tabeli, gdy traci się czołowych piłkarzy i to w trakcie rozgrywek. Jeszcze przed ich startem z Widzewa odszedł też Łukasz Broź, na którego się w przeszłości trochę narzekało, a dziś widać, jak ważny był to gracz. Później odeszli Bartłomiej Pawłowski i Thomas Phibel, a ofensywę i defensywę trzeba było budować niemal od nowa. Ja do strat dopisałbym też zwolnienie Radosława Mroczkowskiego, ale to już zupełnie inna historia...

Co dalej?

W tym roku drużyny ekstraklasy rozegrają jeszcze sześć meczów rundy rewanżowej. Na początek, już w niedzielę, z Legią, a później trzy kolejne na wyjeździe. Trudno być optymistą. Z jednej strony dla Widzewa chyba lepiej byłoby, gdyby te mecze rozgrywał wiosną. Ale trudno być optymistą i wierzyć, że zimą drużyna zostanie solidnie wzmocniona. Klub wciąż obowiązuje zakaz transferowy i limit płacowy, a do tego po zwolnieniu Mroczkowskiego, nie za bardzo ma kto wyszukiwać nowych zawodników. Widzew pewnie będzie zdany na menedżerów, nie zawsze uczciwych.

Z drugiej strony może i dobrze, że aż sześć meczów rundy rewanżowych rozegranych zostanie już teraz. Bo jaka jest gwarancja, że zimą klub nie sprzeda Visnakovsa? Połowa punktów, jakie zdobył jesienią Widzew, to zasługa goli Łotysza. Lepiej nie myśleć, co by było bez niego...

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego

Czy 14. miejsce Widzew po pierwszej rundzie, to dobry wynik?