Grzegorz Waranecki o chęci kupna Widzewa: "Liczę na to, że Sylwester Cacek się zgodzi"

Łódzki biznesmen Grzegorz Waranecki chce kupić od Sylwestra Cacka Widzew za symboliczną złotówkę mimo że klub jest zadłużony na 20 mln zł. Napisał o tym na Facebooku po kolejnej porażce łódzkiej drużyny w ekstraklasie
Bartłomiej Derdzikowski: Napisał pan to pod wpływem emocji, czy dobrze pan to przemyślał?

Grzegorz Waranecki: Emocje były na pewno. Zbierały się we mnie już od dawna, ale dusiłem je w sobie. W końcu jednak nie wytrzymałem. Przy okazji przepraszam za niecenzuralne słowa, jakie napisałem. I jeszcze chciałem wyjaśnić jedną rzecz: niektórzy zarzucają mi, że chcę kupić taki klub jak Widzew za złotówkę. Ale to nie tak, bo przecież ja chcę kupić klub z 20 mln zł długu, który trzeba spłacić.

W jakich jest pan stosunkach z Sylwestrem Cackiem?

- Byliśmy z Sylwkiem w bardzo dobrych kontaktach. Dzwonił do mnie dosyć często, nie ukrywam, że głównie z prośbą o pomoc. Od momentu, gdy pomogłem w sprowadzeniu Eduardsa Visnakovsa, ten kontakt się urwał. Nie było żadnego "dziękuję". Nic.

Sylwester Cacek obraził się, że sprowadził pan do drużyny bardzo dobrego napastnika?

- Na to wychodzi. (...) Tu jednak chodzi o coś innego. Była szansa, by pokazać innym biznesmenom, że warto pomóc i przy okazji mieć szansę na dobry zarobek w przyszłości. Jeśli ktoś wkłada pieniądze na lokatę, to może liczyć na 2, 3 procent zysku. Ale mógłby też trochę zaryzykować i zainwestować w jakiegoś młodego perspektywicznego piłkarza, na którym w przyszłości mógłby zarobić więcej niż te 3 procent. Klub oczywiście też by na tym skorzystał. A jaki ci biznesmeni dostali przekaz? Mnie Sylwek nawet nie podziękował, że pomogłem klubowi w trudnych chwilach. W wywiadach mówił, że "załatwiliśmy", "sprowadziliśmy" itp.

Myśli pan, że pana propozycję Sylwester Cacek potraktuje poważnie? Naprawdę liczy pan na to, że sprzeda panu klub?

- Nie wiem, na co liczyć. Wiem jedno - on nie da już na klub pieniędzy. Zakręcił kurek. Jest jeszcze coś. Gdy pisałem o swojej propozycji na Facebooku, to oczywiście przede wszystkim liczyłem na to, że Sylwek się zgodzi. Miałem też jednak nadzieję, że jeśli nawet powie "nie", to może chociaż się zaweźmie, potraktuje to ambicjonalnie i zrobi wszystko, by wzmocnić drużynę i ją ratować przed spadkiem. Że zatrudni autonomicznego trenera, któremu nikt nie będzie dyktował składu itd. No i w końcu musi zacząć słuchać ludzi, którzy na pewnych rzeczach znają się od niego lepiej. Od czego zaczęło się całe zło? Od tego, że klub piłkarski dał do prowadzenia ludziom z banku. To tak samo, gdybym ja posadziłbym na stołku prezesa Widzewa mojego menedżera od biżuterii. Jak by się to skończyło?

Cały wywiad w czwartkowej "Gazecie" i na Łódź.sport.pl