Widzew zagra z Jagiellonią Białystok mocno osłabiony. Także na własne życzenie

W ostatnim tegorocznym meczu ligowym Widzew zagra bez trzech podstawowych obrońców. Dwóch wyeliminowały kontuzje, trzeciego niezrozumiała niechęć trenera i działaczy.
Przed każdym kolejnym spotkaniem wyjazdowym przy al. Piłsudskiego słychać zapewnienia, że piłkarze dadzą z siebie wszystko, że będą walczyć z całych sił, itp.

Na boisku tego nie było widać, choć przed wyjazdem do Białegostoku szkoleniowiec podkreślał, że w dwóch poprzednich meczach poza domem jego drużyna prowadziła, a do remisów w sumie zabrakło czterech minut, bo w Kielcach widzewiacy stracili drugiego gola w 93. min, zaś w Zabrzu - w 86.

To prawda, ale w tym sezonie drużyna aż dziewięciokrotnie wracała do Łodzi z zerowym kontem. - Jedną złą passę już przerwaliśmy, bo w poprzedniej kolejce nie straciliśmy gola. Mam nadzieję, że przerwiemy też drugą - zapowiada Piotr Mroziński. Będzie to jednak trudne, bo Widzew zagra z Jagiellonią w mocno osłabionym składzie. Przede wszystkim zabraknie doświadczonych stoperów. Hachem Abbes wrócił z zesłania do rezerw, ale jest bez formy, a Jonathan de Amo Perez doznał kontuzji.

Jest jeszcze Kevin Lafrance, którego piłkarze grający w T-Mobile Ekstraklasie nominowali do nagrody dla najlepszego środkowego obrońcy. Ale Francuz z haitańskim paszportem podpadł właścicielom klubu i obecnemu szkoleniowcowi. Do wczoraj nie było wiadomo, czym? Przed wyjazdem do Białegostoku Pawlak dał do zrozumienia, że chodzi o samobójcze gole. Dokładnie dwa, bo ostatni zaliczony Lafrancowi, powinien zostać zapisany Maciejowi Mielcarzowi, który wepchnął sobie piłkę do bramki. Więcej razy swojego bramkarza pokonał w tym sezonie Martin Skrtel z Liverpoolu, ale w Anglii nikt nie wpadł na pomysł, by przesuwać go do rezerw i osłabiać zespół. W Widzewie obowiązują inne zwyczaje, dlatego Liverpool jest wiceliderem, a łódzki klub zamyka tabelę.

Pawlak zapowiedział, że zespół znów rozpocznie grę z trzema obrońcami. W kadrze zostało trzech zdrowych: Rafał Augustyniak, Krystian Nowak i Patryk Stępiński. Na stoperze może też zagrać pomocnik Mroziński. Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy Jagiellonia zagra tak jak ostatnio przeciwko Wiśle Kraków. W poprzednim spotkaniu u siebie strzeliła jej aż pięć goli, a przecież rywal był i wciąż jest najlepiej broniącym w lidze. - Zdecydowała o tym dyspozycja dnia - uważa Pawlak. Zapewnił też, że jego podopieczni postarają się zneutralizować atuty gospodarzy. Bez obrońców będzie to trudne, bo dotychczas Widzew stracił aż 39 goli.

Jedyna nadzieja w tym, że polska ekstraklasa jest tak słaba, że naprawdę każdy może wygrać z każdym. Widzewiakom zazwyczaj dobrze grało się w Białymstoku. Ostatnie ligowe spotkanie tych drużyn zakończyło się remisem 2:2, a łodzianie uratowali punkt w doliczonym czasie. W pierwszej rundzie Widzew tylko zremisował z Jagiellonią 1:1, tracąc gola w doliczonym czasie gry. Wcześniej przez ponad 20 minut grał z przewagą jednego zawodnika.

- Szwankuje u nas gra obronna, ale życzyłbym sobie, byśmy stworzyli sobie tyle sytuacji, co w Zabrzu - mówi Pawlak. Spotkanie w Białymstoku rozpocznie się o godz. 18.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego