Przewodniczący komisji licencyjnej o Widzewie: "Chcemy wyciągać rękę do klubów, które poważnie podchodzą do spłaty długów" [WYWIAD]

- Jedyne, czego możemy być pewni, jest to, że na pewno ktoś będzie niezadowolony. Mogę jednak dodać, że chcemy wyciągać rękę do klubów, które poważnie podchodzą do spłaty długów i poważnie traktują nasza komisję - mówi o wniosku Widzewa w sprawie zniesienia kar Krzysztof Sachs, przewodniczący komisji licencyjnej.
Szymon Bujalski: Komisja licencyjna zajmie się odwołaniem Widzewa w sprawie ograniczeń licencyjnych pod koniec stycznia?

Krzysztof Sachs: Zgadza się. Pismo Widzewa jest datowane na 16 grudnia. Jeszcze nie przeczytałem go w całości, ale jest ono dość obszerne i wygląda na solidnie uzasadnione. Ale oczywiście to wcale nie musi z góry oznaczać, że będzie pozytywnie rozpatrzone, bo to zależy od wielu rzeczy.

Jak wyglądają procedury?

- Wszystkie najważniejsze dane przekazane przez klub zostały wysłane do eksperta z komisji licencyjnej. Jednocześnie tematem zajmie się podzespół ds. ekstraklasy, który zbierze się prawdopodobnie w okolicach 17 stycznia. Wtedy najprawdopodobniej - bo to nie są moje decyzje - na spotkanie będą zaproszeni przedstawiciele Widzewa, którzy będą mogli przedstawić swoje argumenty czy przywieźć dodatkowe materiały. Podkomisja ma pełne prawo analizować wniosek klubu pod kątem merytorycznym, ale nie ma prawa podejmować decyzji. Będzie ją więc rekomendowała już głównej komisji licencyjnej, która zbierze się pomiędzy 22 a 24 stycznia. Przy okazji chciałbym mocno nakreślić kontekst Widzewa, bo to niezwykle ważne. Klub dostał zakaz transferów i ograniczenia zarobkowe podobne trochę do kar nałożonych pół roku temu na Ruch Chorzów i Górnik Zabrze. Tylko w jego przypadku okoliczności były zupełnie inne.

Zapewne chodzi o upadłość układową?

- Dokładnie tak. Z mocy prawa nakazała ona Widzewowi niespłacanie zadłużenia, więc w pewnym sensie nastąpiło coś w rodzaju nierównej konkurencji. Chodzi o to, że wszystkie kluby musiały spłacić zadłużenie wobec swoich pracowników, a Widzew tego nie zrobił, bo nie mógł. Na początku zastanawialiśmy się nad tym, czy Widzew w ogóle nie powinien być wykluczony z rozgrywek. Zgodnie uznaliśmy, że nie. Dlatego w życie weszła uchwała interpretacyjna, która pozwala na dalsze funkcjonowanie klubom w upadłości układowej. Potem pojawił się dylemat, co z licencją. Jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla naszego podręcznika licencyjnego jest podręcznik UEFA. A tam jednoznacznie jest napisane, że klub, który otrzymał ochronę przed wierzycielami - co w naszych realiach oznacza upadłość układową - nie dostaje licencji. Ale na przykładach innych krajów wiemy, że takim klubom pozwala się grać, ale z obostrzeniami. Np. w Anglii z automatu daje się minus 10 punktów.

Podejmując decyzję o Widzewie, uznaliśmy, że zobaczymy, jak się potoczy jego sytuacja i jak klub podejdzie do spłaty zadłużenia. Okazało się, że podszedł poważnie i nie odcina się od części zaległości, bo pomijając odsetki, chce spłacić 100 proc. długów. To dla nas pozytywna przesłanka. Jeśli dobrze pamiętam, to okres spłaty wobec członków PZPN, w tym piłkarzy, ma jednak wynieść siedem lat. Jako komisja mamy więc teraz dylemat: być bliżej myślenia, że klub już został ukarany w procesie licencyjnym i można mu odpuścić, czy też uznać, że tak długo, jak klub nie spłaci długów, powinien mieć ograniczenia. To dwa skrajne podejścia. Musimy teraz to sobie wszystko poukładać i najnormalniej w świecie uznać, co jest sprawiedliwe. Fakt, że klub jest lepiej zarządzany, na pewno jest jednak argumentem za tym, by tę śrubę poluzować. Osobna sprawa, czy karę należy zdjąć całkowicie. To bardzo trudne, bo mówimy o precedensie, do którego trudno podejść w oczywisty sposób, bo nie ma tu oczywistej prawdy, jak np. to, że kradzież jest zła. Ktoś będzie miał głębokie przekonanie, że postawienie Widzewa w upadłość układową to najbardziej przyzwoity oraz transparentny sposób na restrukturyzację klubu i należy to wspierać, a ktoś inny będzie głęboko przekonany, że to wykorzystanie narzędzia prawnego do odcięcia się od długów i takie podejście należy tępić. Te oba skrajne poglądy będą miały swoje racjonalne uzasadnienie. Jedyne, czego możemy być pewni, jest więc to, że na pewno ktoś będzie niezadowolony. Do tego zdążyliśmy się już jednak przyzwyczaić. Oczywiście będziemy się starali, żeby ta decyzja była mądra i sprawiedliwa. Mogę dodać, że chcemy też wyciągać rękę do klubów, które poważnie podchodzą do spłaty długów i poważnie traktują komisję licencyjną.

Część kibiców Widzewa uważa, że tak późne zajęcie się sprawą to skandal i kolejny dowód na to, że łódzki klub jest w PZPN nielubiany. Czy faktycznie nie dało rady wyznaczyć terminu wcześniej?

- Kibice nie muszą o tym wiedzieć, ale członkowie komisji licencyjnej nie są pracownikami PZPN i nie spędzają każdego dnia w siedzibie związku. To ciało w 100 proc. społeczne, a każdy z nas pracuje gdzie indziej. Nie jest łatwo doprowadzić więc do spotkania 18 osób z różnych stron Polski i spotkać się z dnia na dzień. Owszem, nie jest to też niemożliwe, ale do takich nadzwyczajnych spotkań dochodzi tylko w nadzwyczajnych okolicznościach. A z całym szacunkiem, ale w sytuacji Widzewa nie ma niczego nadzwyczajnego. Bo nie jest tym fakt, że w trakcie trwania sezonu, w którym został ukarany, postanowił złożyć wniosek o zdjęcie kary.

Drugim i znacznie ważniejszym powodem takich terminów jest to, że mówimy o piekielnie trudnych sprawach. Co więcej, w bardzo poważnej sytuacji są też Górnik Zabrze i Ruch Chorzów i nasi eksperci zajmują się także tymi klubami. Podkomisja zajmie się więc na jednym posiedzeniu trzema klubami, a nie tylko Widzewem. A gdy do tego dojdzie, praktycznie kilka dni później zbierze się główna komisja i podejmie decyzje. Nie jest więc tak, że my się obijamy. Takie twierdzenia wynikają chyba po prostu z tego, że ludzie nie znają realiów. A proszę też pamiętać, jaki okres teraz mamy. Praktycznie od 20 grudnia do Trzech Króli nawet w samych klubach mało kto pracuje, bo większość ludzi jest na urlopach. Jeżeli popatrzymy realnie na to, ile w tym czasie było dni roboczych, to wyjdzie na to, że tego czasu wcale nie było tak dużo.

Kiedy uprawomocni się wasza decyzja?

- Jeżeli klub nie złoży odwołania, to praktycznie od razu. A okienko transferowe w Polsce otwiera się 1 lutego.

Tak późne podjęcie decyzji może jednak mocno utrudnić rozmowy w sprawie pozyskania nowych zawodników.

- Wszystko stanęło chyba trochę na głowie. W sprawie Widzewa została podjęta decyzja: ma nałożony zakaz transferów na cały sezon. To kara za to, że klub jest w stanie upadłości układowej. I nic się w tej sprawie nie zmieniło. Koniec. Klub postanowił zaproponować anulowanie kary, bo chciałby skorzystać z okienka transferowego. I nagle zaczyna się budowanie nastroju, że ta niepoważna komisja spotyka się zbyt późno, a przecież klub musi koniecznie skorzystać z okienka transferowego. A ja się pytam: z jakiego okienka transferowego? Klub ma przecież zakaz transferowy na cały sezon.

Jeśli ktoś myślał więc, że zdjęcie zakazów jest tylko formalnością...

- To tak z pewnością nie jest. Jestem pewien, że kibice będą nas obwiniać, jeśli nie zdejmiemy wszystkich zakazów z Widzewa, ale nie może to wpływać na naszą decyzję. Mówienie: układ został zawarty, problem został rozwiązany, jest nieporozumieniem. Problem będzie rozwiązany, gdy wszyscy dłużnicy otrzymają ostatnią złotówkę.

Więcej o sporcie w Łodzi i nie tylko na blogach: Jarosława Bińczyka, Szymona Bujalskiego i Bartłomieja Derdzikowskiego