Widzew jednak nie może przeprowadzać transferów? Rzecznik Ochrony Prawa Związkowego PZPN twierdzi, że nie. I składa odwołanie

Komisja Licencyjna zgodziła się w ubiegłym tygodniu, by Widzew znów mógł przeprowadzać transfery. Dla stojącej na krawędzi spadku drużyny to niemal jak wybawienie. Ale rzecznik ochrony prawa związkowego twierdzi, że komisja nie miała do tego prawa. Już złożył odwołanie
Ubiegły wtorek był dla działaczy z al. Piłsudskiego naprawdę radosnym dniem. Właśnie wtedy Komisja Licencyjna złagodziła obostrzenia transferowe dla Widzewa.

W maju ubiegłego roku klub został ukarany zakazem transferów. To kara za długi, których narobili działacze. Od tamtej pory do drużyny mogli trafiać wyłącznie zawodnicy bez ważnych kontraktów. Dodatkowym utrudnieniem w budowie zespołu były limity płacowe, bo Widzew nie mógł dawać nowym graczom pensji wyższych niż 5 tys. zł. Efekt? Ostatnie miejsce w tabeli po pierwszej rundzie rozgrywek.

Klub się odwoływał, ale długo niczego nie mógł wskórać. Aż do ubiegłego wtorku. Komisja Licencyjna co prawda utrzymała kary z maja, ale też warunkowo w najbliższym oknie transferowym zezwoliła klubowi przeprowadzać transfery gotówkowe - czasowe i definitywne - pod warunkiem że ich łączna suma nie przekroczy 700 tys. zł od lutego do maja. Komisja zwiększyła też limit wynagrodzeń dla piłkarzy z 5 do 25 tys. zł. Przewodniczący Krzysztof Sachs tłumaczył, że Widzew znacznie ograniczył swoje wydatki, poszedł na układ z wierzycielami i wzorowo współpracował z komisją.

- Ta decyzja na pewno ułatwi nam pracę, czyli wzmacnianie drużyny - cieszyli się w Widzewie i zabrali się do pracy. Ale... Decyzja Komisji Licencyjnej nie spodobała się rzecznikowi ochrony prawa związkowego PZPN. Już dwa dni po decyzji komisji Krzysztof Malinowski zredagował i wysłał do Komisji Odwoławczej ds. Licencji Klubowych odwołanie od uchwały Komisji Licencyjnej. - Nie ma ona możliwości modyfikowania sankcji, które sama wcześniej nałożyła - uważa rzecznik. - Taką możliwość wprowadziliśmy dopiero od nowego sezonu. Dopiero w sezonie 2014/2015 komisja, na skutek zmian okoliczności sprawy, może złagodzić lub zawiesić sankcje. W związku z powyższym uznałem, że konieczne jest zbadanie tej sprawy przez Komisję Odwoławczą. Chcę, by sprawdziła, czy nie przekroczono zapisów regulaminowych, zgadzając się na warunkowe transfery.

Sam jednak wątpliwości raczej nie ma. W odwołaniu napisał, że uchwała Komisji Licencyjnej ws. Widzewa jest rażącym naruszeniem prawa związkowego.

Wątpliwości budzi to, dlaczego Malinowski nie złożył odwołań w podobnych do tej widzewskiej spraw Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze. - W przypadku tych klubów nie złożyłem odwołań, bo komisja nie zmodyfikowała sankcji - tłumaczy rzecznik. Trudno jednak się z nim zgodzić... Rzeczywiście, Komisja Licencyjna nie złagodziła, tak jak Widzewowi, kar dla Górnika i Ruchu, ale je zaostrzyła. Ale to przecież modyfikacja.

W klubie od lat twierdzą, że Malinowski po prostu nie lubi Widzewa i robi, co może, by mu zaszkodzić. Przed kilkoma laty obecny rzecznik był przewodniczącym Związkowego Trybunału Piłkarskiego i walczył o degradację klubu z powodu korupcji. W ubiegłym roku nieformalnie stanął po stronie Jagiellonii Białystok, która spierała się z Widzewem o prawo do Bartłomieja Pawłowskiego. Komisja Licencyjna uznała wtedy rację łodzian, ale Malinowski odwołał się do Komisji Odwoławczej. Łódzki klub jednak sprawę wygrał. - To nie jest tak, że Widzewa nie lubię. Osobiście nic do niego nie mam - zarzeka się Malinowski. - Tak się po prostu złożyło, że między mną a Widzewem często dochodzi do zwarcia. Ten klub dosyć nowatorsko interpretuje przepisy, zwykle korzystnie dla siebie. A ja uważam, że pewnym tendencjom trzeba się przeciwstawiać. Jako rzecznik ochrony prawa związkowego muszę reagować, jeśli uznam, że zostały złamane przepisy.

Malinowski spotkał się z Widzewem jeszcze raz. Jako prawnik reprezentował jednego z jego wierzycieli - Sebastiana Maderę. Rzecznik zapewnia jednak, że nie ma mowy o konflikcie interesów. - Owszem, jestem pełnomocnikiem tego piłkarza. Zgłosiłem jednak jego wierzytelność do układu i zagłosowałem za jego przyjęciem, a to przecież w interesie klubu. Nie ma więc mowy o moim sporze z Widzewem - zapewnia.

Kilka tygodni temu w rozmowie z "Wyborczą" Sachs zapowiadał, że decyzja komisji uprawomocni się praktycznie od razu i Widzew będzie mógł wzmacniać drużynę. Malinowski jest innego zdania. - Decyzja jest nieprawomocna. Nie widziałem, by miała rygor natychmiastowej wykonalności, a w przepisach nie ma zapisu, by uchwała wchodziła w życie bez kontroli odwoławczej - mówi.

- Komisja Odwoławcza ds. Licencji Klubowych otrzymała już odwołanie i robi wszystko, by zająć się tą sprawą jeszcze w tym tygodniu - mówi Jakub Kwiatkowski, rzecznik prasowy PZPN. Być może uda się to w piątek.

Paweł Młynarczyk, prezes Widzewa: Jestem oburzony

Nie zgadzamy się z argumentami pana Malinowskiego. Twierdzi, że Komisja Licencyjna nie może modyfikować swoich uchwał, więc dlaczego nie zareagował na zmiany w sprawach Ruchu i Górnika. Jeszcze bym zrozumiał, gdyby zgłosił zastrzeżenia do trzech klubów, ale nie tylko do Widzewa! To jest dla mnie bardzo niejasne.

Nie wiem, czy pan Malinowski ma coś do naszego klubu. Na pewno jako prawnik reprezentuje Sebastiana Maderę, który jest wierzycielem Widzewa. On zgodził się na układ, ale przecież z pewnością wolałby dostać pieniądze od razu. Głosując za układem, pan Malinowski na pewno nie działał na korzyść Widzewa. On reprezentował kogoś, kto jest z klubem w sporze. To nie wygląda etycznie, jeśli przy okazji jest rzecznikiem ochrony prawa związkowego i może występować przeciwko Widzewowi. Bardzo kontrowersyjna była też jego postawa w naszym sporze z Jagiellonią o Bartka Pawłowskiego. On właściwie działał przeciwko nam, robił wszystko, by to nam się nie udało. W ogóle mam wrażenie, że rzecznik ochrony prawa związkowego zajmuje się tylko Widzewem.

W tej najnowszej sprawie pan Malinowski w ogóle nie bierze pod uwagę stanowiska klubu. Oczywiście popełniliśmy błędy, ale postępowanie układowe ma to naprawić. Komisja Licencyjna nałożyła na nas sankcje, ale dostrzegła też naszą dobrą pracę, to że nie oszukujemy i chcemy współpracować. I dała nam szansę, którą teraz pan Malinowski chce nam odebrać. Jestem oburzony tym, co robi. PZPN powinien na to zareagować, bo to bije w jego zarząd, w którym pan Malinowski zresztą jest, i w samego prezesa.

Czy jestem dobrej myśli w tej sprawie? Nie wiem, co myśleć. Już w przeszłości komisja odwoławcza uwzględniła jego wniosek przeciwko Widzewowi. Kilka tygodni temu Krzysztof Sachs mówił, że decyzja jego komisji uprawomocni się praktycznie od razu, więc zaczęliśmy działać i wzmacniać drużynę. Podpisaliśmy już kontrakty z nowymi piłkarzami, staramy się sprowadzić kolejnych. Nie wiem co dalej.

Odpowiedź Krzysztofa Sachsa na odwołanie Krzysztofa Malinowskiego ws. Widzewa - tutaj