Kolejna batalia szefów Widzewa z PZPN. Komisja rozstrzygnie, kto ma rację

Zanim piłkarze Widzewa rozpoczną na boisku walkę o utrzymanie w ekstraklasie, kolejną już batalię w PZPN muszą stoczyć szefowie klubu. Od jej wyniku też może zależeć przyszłość drużyny
21 stycznia Komisja Licencyjna na prośbę Widzewa złagodziła kary, jakie nałożyła na niego przy przyznawaniu licencji na sezon 2013/2014. Chodziło o podniesienie limitu zarobków i zdjęcie zakazu transferów.

Widzew nie tylko nie mógł kupować nowych graczy, ale nawet wypożyczać ich z innych drużyn. Może więc zatrudniać jedynie wolnych zawodników i do tego - to kolejna kara komisji - płacić im nie więcej niż 5 tys. zł. Jak na ekstraklasę to suma naprawdę bardzo mała.

Drużynę udało się sklecić, ale marną. Pierwszą rundę rozgrywek zakończyła na ostatnim miejscu w tabeli. By ratować ligę, potrzeba wzmocnień. I stąd prośba szefów Widzewa o złagodzenie kar. Komisja okazała się łaskawa i zgodziła się, by w tym oknie transferowym łódzki klub pod pewnymi warunkami pozyskiwał nowych zawodników. Podniesiono też limit płacowy dla nowo zatrudnionych zawodników - do 25 tys. zł. Zaraz po jej decyzjach Widzew zaczął działać na rynku transferowym.

Tyle że już dwa dni później dobry nastrój szefom klubu popsuł Krzysztof Malinowski. Rzecznik ochrony prawa związkowego PZPN postawił weto. Według niego w regulaminie związku nie ma mowy o tym, że Komisja Licencyjna może modyfikować kary, które wcześniej nałożyła. - Taką możliwość wprowadziliśmy dopiero od nowego sezonu. Dopiero w sezonie 2014/2015 komisja, na skutek zmian okoliczności sprawy, może złagodzić lub zawiesić sankcje - argumentował w rozmowie z "Wyborczą" Malinowski. Złożył protest do Komisji Odwoławczej ds. Licencji Klubowych. Napisaliśmy o tym wczoraj.

W Widzewie odwołanie rzecznika ochrony prawa związkowego przyjęto z oburzeniem. Prezesi mają zastrzeżenia nie tylko do samych argumentów Malinowskiego, ale w ogóle do niego. Gdy przy al. Piłsudskiego wymienia się jego nazwisko, szefom klubu skacze ciśnienie. To właśnie on kilka lat temu zawzięcie walczył o degradację Widzewa za korupcję, a latem ubiegłego roku przeszkadzał w transferze Bartłomieja Pawłowskiego do Malagi. Malinowski jako prawnik reprezentował też przed sądem jednego z wierzycieli Widzewa - Sebastiana Maderę. - Nic do klubu z Łodzi nie mam - zarzeka się Malinowski, ale przy al. Piłsudskiego mu nie wierzą.

Przeciwnikiem rzecznika ochrony prawa związkowego stał się też właśnie Krzysztof Sachs, który stoi na czele Komisji Licencyjnej. Swojej decyzji o złagodzeniu kar dla Widzewa broni i - jak zapowiada - bronić będzie. - Uważamy, że jest słuszna, i zdania nie zmienimy. To decyzja przemyślana, z duchem prawa i z duchem sportu - mówi i dodaje: - Nowy podręcznik licencyjny, zmieniony na nowy sezon, jasno wskazuje, że komisja może korygować swoje uchwały, w tym je łagodzić. Stary podręcznik nic o tym nie mówił. W takiej sytuacji powstaje dylemat, czy skoro nie mówił, to znaczy, że komisja nie mogła tego robić czy na odwrót? Ja uważam, że trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem i skoro ktoś ma prawo nakładać kary, to może je też korygować, m.in. łagodzić.

- I jeszcze coś - kontynuuje Sachs: - Nawet jeśli pan Malinowski ma przekonanie, że prawo związkowe zostało naruszone, co jest wątpliwe, to czy ktoś ponosi w związku z tym jakąś szkodę? Oczywiście jest litera prawa, ale jest też jego duch.

Wątpliwości budzi również fakt, dlaczego Malinowski odwołał się tylko w sprawie Widzewa, skoro w ubiegły wtorek Komisja Licencyjna zmieniała też swoje wcześniejsze postanowienia w przypadku Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze. Tam obostrzenia transferowe zaostrzono. Wskazywał na to Paweł Młynarczyk, prezes łódzkiego klubu. Da się to jednak wyjaśnić. Malinowski opiera się na obowiązujących w PZPN przepisach, a w katalogu kar w regulaminie dyscyplinarnym zakaz transferowy jest, ale nie ma w nim czegoś takiego jak ograniczenia wynagrodzeń. On w świetle przepisów karą więc nie jest. Traktowany jest jako instrument nadzoru finansowego. W przypadku Ruchu Chorzów komisja nie odwieszała orzeczonego do końca sezonu zakazu transferów, a w przypadku Górnika zakaz po prostu wygasł po pół roku.

Co czeka Widzew? - Naprawdę nie wiem. Pan Malinowski ma swoje argumenty, a my mamy swoje. Komisja Odwoławcza rozstrzygnie, kto ma rację - mówi Sachs. Decyzja ma zapaść w piątek.