Mateusz Cetnarski: "Trzymałem kciuki za wielki Widzew" [WYWIAD]

- Łódź znam jak własną kieszeń. Kawał życia spędziłem na Dąbrowie. Mieszkałem w bursie przy ul. Podgórnej. Na pewno nie muszę się aklimatyzować w tym mieście. Naprawdę dobrze się w nim czuję. Gdyby jeszcze nie było tak rozkopane... - mówi Mateusz Cetnarski, który zostanie nowym piłkarzem Widzewa
Damian Bąbol: No i znowu jesteś w Łodzi...

Mateusz Cetnarski: I jak zwykle są tu remonty (śmiech). Na "dzień dobry" dostałem mandat. Na Mickiewicza na nakazie nie skręciłem w prawo. Pięć punktów i 250 zł.

Mogłeś powiedzieć, że przyjechałeś grać w Widzewie i pomóc mu w walce o uratowanie ekstraklasy dla Łodzi. Może by cię puścili?

- Nie, nic nie kombinowałem. Nie należę do takich osób. Z pokorą podporządkowałem się prawu.

Trudno, musisz omijać centrum. Ale mimo mandatu chyba nadal masz sentyment do Łodzi. Przez wiele lat grałeś w SMS, tutaj zdałeś maturę i stąd przeszedłeś do GKS Bełchatów.

- Łódź znam jak własną kieszeń. Kawał życia spędziłem na Dąbrowie. Mieszkałem w bursie przy ul. Podgórnej. Na pewno nie muszę się aklimatyzować w tym mieście. Naprawdę dobrze się w nim czuję. Gdyby jeszcze nie było tak rozkopane... (śmiech)

Temat twojego przejścia do Widzewa pojawił się dwa tygodnie temu. Długo trwały rozmowy ze Śląskiem w sprawie rozwiązania kontraktu?

- Właściwie decydująca była jedna rozmowa z Markiem Drabczykiem, wiceprezesem Śląska, który przyjechał na obóz do Antalyi. Podjęliśmy męską decyzję, bez dłuższych negocjacji. Szybko doszliśmy do porozumienia. Owszem, poruszyliśmy wiele tematów, m.in. finansowych, ale kwestie pieniędzy zostawiam między mną i klubem.

Ze Śląskiem zdobyłeś mistrzostwo Polski, superpuchar, grałeś też w europejskich pucharach. Z drugiej strony odczuwasz chyba niedosyt, bo liczyłeś na dużo więcej.

- Podczas dwóch i pół roku, jakie spędziłem we Wrocławiu, zyskałem doświadczenie. Poznałem też wiele wspaniałych osób, świetnych piłkarzy. To też nie jest tak, że grałem tam bardzo mało, szczególnie kiedy trenerem był Orest Lenczyk. Później było z tym trochę gorzej. Poza tym w ostatnim okresie przygotowawczym doznałem kontuzji, co prawda niegroźnej, bo wykluczyła mnie na dziesięć dni, ale to zaważyło na tym, że nie pojechałem na obóz do Austrii. Teraz jestem w Widzewie i wierzę, że będę miał tu większe możliwości gry.

No, i tu nie będziesz miał takiego konkurenta, jakim w Śląsku był Sebastian Mila.

- Rzeczywiście, rywalizacja z kapitanem drużyny i ikoną klubu nie była łatwa. Poza tym przez ostatnie dwa lata Sebastian był wybierany na najlepszego zawodnika ligi. To najlepiej pokazuje, z kim walczyłem o miejsce w składzie.

Jak dobrze pamiętam, to już trzecie podejście Widzewa do ciebie. Pół roku temu próbował Radosław Mroczkowski, a kilka lat wcześniej Andrzej Kretek planował cię ściągnąć z Bełchatowa.

- Jesienią Widzew starał się mnie wypożyczyć, ale jak wiadomo, na przeszkodzie stanął zakaz transferowy. Jeśli chodzi o czasy moich występów w GKS, to sporo klubów, wśród nich Widzew, interesowało się mną i Dawidem Nowakiem. Ale być może to były tylko spekulacje w prasie? Żadnej konkretnej oferty czy telefonu z Łodzi wtedy nie otrzymałem.

Ktoś, kto przeanalizuje twoją karierę, może powiedzieć, że podpisując kontrakt z Widzewem, robisz krok w tył. Kilka lat temu świętowałeś mistrzostwo Polski, grałeś nawet w kadrze u Franciszka Smudy, a dziś dołączasz do ostatniej drużyny w ekstraklasie.

- Przychodzę do Widzewa, aby grać i walczyć. Uważam, że jesteśmy w stanie sporo osiągnąć. Możesz mi wierzyć lub nie, ale ja naprawdę uważam, że w tej drużynie jest ogromny potencjał. Przed przyjściem rozmawiałem jeszcze z Markiem Wasilukiem. Pytałem się, jak drużyna wygląda i usłyszałem same superlatywy. To był kolejny argument za tym, że warto podpisać umowę z Widzewem. Liczę, że każdy z tej transakcji będzie zadowolony. Ja pomogę klubowi i na odwrót, a w przyszłym sezonie Widzew nadal będzie grał w ekstraklasie.

Jeśli z Eduardsem Visnakovsem będziesz współpracował tak dobrze, jak za czasów gry z Nowakiem w GKS, to powinno być dobrze.

- Nie chcę teraz mówić, jak będzie. Wszystko okaże się w lidze, która startuje za dwa tygodnie. Jedyne, co mogę powiedzieć teraz, to, że dam drużynie 100 procent swoich umiejętności i zaangażowania. Tego kibice mogą być pewni.

W jakiej jesteś formie?

- Cały czas jestem w treningu. W trakcie mojego pobytu w Śląsku miałem tylko jeden uraz. Kontuzje mnie omijają i oby tak było nadal. Czuję się świetnie.

Zdążysz zgrać się z zespołem?

- Pewnie, że wolałbym trenować z Widzewem od początku przygotowań. Czasu może nie jest zbyt dużo, ale uważam, że dwa tygodnie to wystarczający okres, aby się zaaklimatyzować w drużynie.

Kiedy grałeś w GKS Bełchatów, razem z Patrykiem Rachwałem uchodziliście za kibiców Widzewa. Naprawdę tak było?

- Wychowałem się w Łodzi. Kiedy grałem w SMS, razem z chłopakami chodziliśmy na stadion przy al. Piłsudskiego. Mieliśmy darmowe wejściówki i marzyliśmy, żeby grać w ekstraklasie. Widzew w niej wówczas występował. Urodziłem się w Kolbuszowej, skąd pochodzi Marek Bajor. Jak byłem mały, to śledziłem jego występy i trzymałem kciuki za wielki Widzew, który grał w Lidze Mistrzów. Zawsze uważałem się za kolbuszowianina i kibicuję Kolbuszowiance. Nie chcę nikogo oszukiwać ani ściemniać, że urodziłem się widzewiakiem. Po co? Teraz jestem piłkarzem tego klubu i moim zadaniem jest grać dla niego jak najlepiej.