W Widzewie wciąż czekają na uprawomocnienie układu. "Obecna sytuacja nikomu nie jest na rękę"

Gdyby wszystko poszło po myśli szefów Widzewa, klub od dwóch miesięcy spłacałby już swoich wierzycieli. Z powodu odwołania jednej z firm układ wejść w życie jednak nie może. - A to nikomu nie służy - kręcą głowami przy al. Piłsudskiego.


PIŁKA NOŻNA

5 grudnia 2012 roku Sąd Rejonowy w Łodzi zgodził się na rozpoczęcie postępowania układowego w Widzewie. Od tej pory 162 wierzycieli klubu wiedziało, że pieniędzy od klubu prędko nie odzyska. Wszyscy musieli cierpliwie czekać na zakończenie procedur i decyzję o ewentualnym zawarciu układu.

Gdy 7 listopada na zgromadzeniu wierzycieli zdecydowana większość z nich zgodziła się na propozycję klubu, wydawało się, że wszystko potoczy się już bardzo sprawnie. Przy al. Piłsudskiego liczono, że już w grudniu zakończą się wszystkie procedury i klub będzie mógł zacząć spłacać dług, od teraz nazywany zobowiązaniami.

Układ nie uprawomocnił się jednak do dziś. Powodem jest odwołanie jednego z wierzycieli, który najpierw złożył zażalenie do sądu rejonowego, a gdy zostało oddalone, odwołał się do kolejnej instancji, czyli sądu okręgowego. Nieoficjalnie mówi się, że wierzycielem tym jest InterKadra - agencja pracy tymczasowej z Krakowa, która kierowała do Widzewa pracowników przy obsłudze spotkań. Klub jest jej winien kilkadziesiąt tysięcy złotych.

W Widzewie oficjalnie potwierdzić tego nie chcą. - Mogę powiedzieć tylko tyle, że z powodu odwołania jednej z firm układ faktycznie się nie uprawomocnił, przez co nie biegną terminy wymagalności [ustalone wcześniej terminy, w jakich klub ma spłacać zobowiązania - przyp. red.] - informuje Paweł Młynarczyk, prezes Widzewa. - Dobrą wiadomością jest dla nas jednak to, że sprawa trafiła do drugiej instancji i wreszcie będzie mogło dojść do rozprawy.

Niedawno komisja licencyjna PZPN pozwoliła Widzewowi dokonywać transferów i podniosła limit zarobków. Klub za główny argument w swoim wniosku podał właśnie udane załatwienie procedury układowej, co pokazuje, że jest o wiele lepiej zarządzany i faktycznie ma szanse uratować się przed upadkiem. - PZPN jako jeden z wierzycieli był o wszystkim informowany na bieżąco. O wszystkim powiedzieliśmy także na posiedzeniu komisji licencyjnej. W związku wiedzieli więc, jak wygląda nasza sytuacja i że z powodu jednego odwołania układ wciąż się nie uprawomocnił. Mimo to komisja zgodziła się zmniejszyć obostrzenia licencyjne, za co jesteśmy jej wdzięczni - mówi Młynarczyk.

Prezes Widzewa przyznaje jednak, że brak uprawomocnienia układu nie ułatwia relacji z pozostałymi wierzycielami. - Na pewno obecna sytuacja nikomu nie jest na rękę. Liczyliśmy, że układ uprawomocni się już w grudniu. Tymczasem nie z naszej winy termin ten wciąż się przesuwa. Wierzyciele do nas dzwonią, a my musimy tłumaczyć, że niestety muszą jeszcze poczekać na pieniądze. Jest to dla nas niezręczna sytuacja, bo długo przekonywaliśmy ich do przyjęcia naszej propozycji i chcielibyśmy wreszcie zacząć realizować to, do czego się zobowiązaliśmy. A przecież naszym wierzycielom również zależy na jak najszybszym otrzymaniu pieniędzy, bo zapewne w mniejszym bądź większym zakresie mają je zaplanowane w swoich budżetach - wyjaśnia Młynarczyk.

Jak się dowiedzieliśmy, po złożeniu odwołania przez krakowską firmę, przy al. Piłsudskiego liczyli, że uda się osiągnąć kompromis bez wielomiesięcznego ciągania się po sądach. Szefowie klubu chcieli nawet spotkać się z przedstawicielami wierzyciela, by przekonać go do zmiany zdania. Ten nie miał jednak ochoty na rozmowy i wszystko chce pozostawić sądowi. W Widzewie liczą, że ten rozpatrzy sprawę szybko. W tym celu złożono nawet wniosek o przyspieszenie terminu posiedzenia. - Pozostaje mieć nadzieję, że wszystko już wkrótce się wyjaśni, układ wejdzie w życie, a my zaczniemy go realizować. Wierzę, że tak będzie - kończy Młynarczyk.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, wyrok sądu okręgowego powinniśmy poznać w marcu. Jeśli tak się stanie, dzień później Widzew będzie mógł rozpocząć spłatę zobowiązań. Pierwsza grupa wierzycieli otrzymałaby całość należnych im pieniędzy po upływie trzech miesięcy.